Siegfried Karpiński: „W święta Bożego Narodzenia zawsze myślę o Polsce” | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 26.12.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polska i Niemcy

Siegfried Karpiński: „W święta Bożego Narodzenia zawsze myślę o Polsce”

Siegfried Karpinski jest Niemcem. W polskim domu dziecka został wychowany na wrażliwego człowieka, kochającego Polskę. Po latach życia w Niemczech chciał tam wrócić. Lecz Polska go nie chciała.

Siegfried Karpiński mieszka w Kolonii. Po polsku mówi z kresowym akcentem. Urodził się Niemcem i był nim przez 10 lat. Potem przez 10 lat był Polakiem i znów stał się Niemcem. Ale w sercu jest zdecydowanie do dzisiaj Polakiem. Bo najważniejsze w życiu człowieka jest dzieciństwo, tłumaczy. - W dziesiątym roku życia spotkałem się z Polską, z polskim językiem, z polską kulturą. Najważniejsze lata mego życia spędziłem w Polsce – mówi 79-latek w rozmowie z Deutsche Welle.

Jest „dzieckiem miłości”, opowiada. Ale urodził się w złym czasie. Jego matka Niemka, Charlotte z domu Karpińska zakochała się w niemieckim Żydzie. Nazywał się Siegfried Heidingsfelder. Charlotte i Siegfried zamieszkali razem. Urodził się im syn. W tym czasie nie mogli wziąć ślubu. Nazistowska ustawa zakazywała związków Niemców z Żydami. Charlotte nie ujawniła przy porodzie, kto jest ojcem dziecka. Dwumiesięczny Siegfried trafił do sierocińca w Ebersdorfie. Jego ojciec uciekł przed nazistami. Matka wyszła wkrótce po tym za mąż za innego mężczyznę i wyjechała.

Jako niemieckie dziecko był bity

Siegfried Karpiński opowiada, że „jako Niemiec dostawał tęgie lanie”. W niemieckim sierocińcu w Ebersdorfie siostry zakonne wysługiwały się parobkiem, który dawał dzieciom baty.

Posłuchaj audio 37:01
Teraz
37:01 min

Siegfried Karpiński: Do dzisiaj w sercu czuję się bardziej Polakiem - MP3-Mono

A, że Siegfried ciągle broił, był często bity. Bili go też koledzy w szkole Hitlerjugend na Złotnikach (dzisiaj dzielnica Wrocławia). Tam zabrali go z sierocińca w 1941 r. niemieccy oficerowie. – Chcieli ze mnie zrobić hitlerowca, mówi. Blondyn z niebieskimi oczami miał wszystkie cechy übermenscha. W Złotnikach uczono go agresywności. Musiał się bronić, bo pewnie by nie przeżył, opowiada. Kiedy trafił pobity do szpitala, zwierzył się pielęgniarce, że chce wrócić do sierocińca. I wrócił. Uciekający w 1945 r. przed Rosjanami Niemcy zostawili 10-letniego Siegfrieda i kilka innych sierot w Ebersdorfie. – Zostawili mnie w obcym otoczeniu, mówi. To była cezura w jego biografii.

Jako polskie dziecko doznał czułości

Niemiecki sierociniec stał się z dnia na dzień polskim domem dziecka. Ebersdorf przemianowano na Domaszków. Na początku mały Siegfried bał się Polaków. Wyzywali go od szwabów. Nie rozumiał polskiego. Ale polskie zakonnice nie robiły różnicy między niemieckimi i polskimi sierotami. – Po raz pierwszy w życiu ktoś się mną zainteresował. Siegfried uczył się pilnie polskiego, chłonął literaturę i historię. Poznawał z czasem losy wojenne polskich rówieśników i niemieckie zbrodnie.

Siegfried Karpinski Kinderheim in Domaszkow

Ukochana siostra Czesława Grygierczyk. Przez radio stojące na szafce Siegfried Karpiński słuchał z nią audycji Wolnej Europy

Zaczął za to nienawidzieć Niemców. Siostry zakonne ochrzciły go, bo nie wiedziały czy był chrzczony. Siegfried wybrał sobie polskie imię Józef – patrona stolarzy, bo już lubił stolarkę. Zaczął kochać polski język, polskie obyczaje i mentalność Polaków, tak inną od mentalności Niemców, opowiada. – Polacy są bardziej uczuciowi i bardziej otwarci. W Polsce można łatwiej znaleźć przyjaciela. A poza tym miałem szczęście poznać w życiu siostrę Czesławę, opowiada wzruszony. - Do dzisiaj w sercu czuję się bardziej Polakiem.

Zakonnica ze Lwowa Czesława Grygierczyk poświęcała Józefowi wiele uwagi i czułości. Była dla niego jak matka. Utrzymywał z nią stały kontakt również po odejściu z domu dziecka. Radził się jej we wszystkich sytuacjach swego życia w Polsce. U niej słuchał audycji Wolnej Europy i śledził wydarzenia w 1956 roku na Węgrzech. – Ona pokazała mi drogę przez życie, mówi. Kiedy odnalazł swoją matkę w Dessau, siostra Czesława poradziła mu, żeby wyjechał do niej do Niemiec. W 1957 roku Józek stał się ponownie Siegfriedem. Nie chciał opuścić Polski, ale chciał żyć w demokracji. Kiedy zamieszkał w Kolonii, gdzie założył rodzinę i pracował jako mistrz oświetlenia w operze a potem w rozgłośni WDR, bardzo tęsknił za Polską.

„Mam jak najpiękniejsze wspomnienia o świętach Bożego Narodzenia

Siegfried Karpiński ma „jak najpiękniejsze wspomnienia” z Polski o świętach Bożego Narodzenia. - Nigdy nie zapomnę świąt Bożego Narodzenia w domu dziecka. Były wtedy ciężkie czasy. Polskie siostry zakonne nie miały w co ubrać dzieci, ale zawsze znalazły sposób, żeby sprawić im radość, wspomina Karpiński.

Posłuchaj audio 03:54
Teraz
03:54 min

Siegfried Karpiński: "Mam najpiękniejsze wspomnienia z Polski o świętach Bożego Narodzenia" - MP3-Mono

Przypomina sobie, jak zakonnice rozpruwały stare ciuchy i szyły z nich nowe ubrania. Któregoś dnia obudził się w nocy i zobaczył, że siostra zakonna zasnęła ze zmęczenia przy maszynie do szycia. - Szyła jakieś rzeczy, żeby nam dać coś pod choinkę, mówi.

W wieczór wigilijny wszystko odbywało się w Domaszkowie według ustalonego rytuału. Wychowankowie domu dziecka dostawali przez cały rok od sióstr zakonnych za każdy dobry uczynek słomkę. W przed wieczerzą wigilijną garść zebranych słomek kładli do żłobka ustawionego w kaplicy i śpiewali kolędy. Potem zasiadali przy pięknie nakrytym stole. Po posiłku dzieci biegły pod choinkę, gdzie dla każdego czekał „jakiś indywidualny prezent”, opowiada Siegfried Karpiński. Do dzisiaj zna na pamięć wszystkie polskie kolędy. Umie je też grać na organkach.– Wszystkie utkwiły mi w pamięci i moim sercu. Znam też genezę wszystkich polskich kolęd. Kiedy przyjdzie czas Bożego Narodzenia, to zawsze myślę o Polsce – mówi wzruszony i na chwilę załamuje mu się głos. Raz, miał szczęście spędzić święta w prawdziwej polskiej rodzinie, u Szymańskich. – Nigdy tego nie zapomnę. Jeszcze dzisiaj to przeżywam, przyznaje.

Chciał się dzielić szczęściem, ale Polska go nie chce

Siostra Czesława nauczyła Siegfrieda Karpińskiego pozytywnego myślenia. W trudnych sytuacjach mówił sobie, że innym powodzi się przecież jeszcze gorzej. – Zawsze miałem szczęście, że znalazł się ktoś, kto mi pomógł. Moja żona mówi, że też mam takie odruchy, żeby innym pomagać i czasami przesadzam. Ale mnie zawsze napędzają i wzruszają wspomnienia o Polsce.

Siegfried Karpinski Kinderheim in Domaszkow

Siegfried Karpiński z przyjaciółmi przed swoją kurpiowską chatą w Domaszkowie. Sprzedał ją w 2008 roku

Lecz Polska go nie chce. Kiedy Siegfried Karpiński przeszedł na emeryturę chciał wrócić do Polski. Odzyskał nawet polskie obywatelstwo. Chciał „żyć wśród Polaków” w Domaszkowie. - Czuję się jednym z nich, mówi. Ustawił tam kurpiowską chatę i prowadził na małą skalę agroturystykę. Ale przede wszystkim chciał tam spotykać się ze swymi polskimi przyjaciółmi.

- Lecz były jednostki, które widziały we mnie bogatego Niemca. Nie widziały we mnie Polaka – Józka. Zazdrościli mi i anonimowo dokuczali, opowiada Siegfried Karpiński. Szykany były okrutne. Skończyło się na zdewastowaniu jego własności. Wycinano mu drzewa, niszczono płot, malowano swastyki i w końcu wybijano szyby. Siegfried Karpiński zaczął się bać. Stwierdził, że go po prostu nie chcą. Dlatego z ciężkim sercem sprzedał dom i wrócił do Kolonii. – Opuściłem Polskę. To nie jest ta Polska, którą mam w pamięci. Ale ona w mojej pamięci zostanie. Tego mi nikt nie zabierze. Nadal kocham Polaków, kocham Polskę, historię, literaturą, muzykę. Ja żyję Polską nadal, nawet tutaj na obczyźnie. I czytam jeszcze w polskim języku - mówi niezłomny Niemiec, który z determinacją broni swego prawa do bycia w sercu Polakiem.

Audio i wideo na ten temat