Samochody elektryczne. Szpagat niemieckich koncernów | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 03.07.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Samochody elektryczne. Szpagat niemieckich koncernów

Niewielkie możliwości ładowania, różne rynki światowe – w procesie przejścia na elektryki niemieckie firmy wykonują szpagat. Każda w inny sposób.

Unia Europejska chce od 2035 roku zakazać nowych samochodów benzynowych i diesli, ale także hybryd. Dozwolone byłyby tylko samochody elektryczne. Taki krok powoduje, że Europa staje się w tej kwestii światowym pionierem. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) uważa ten cel za „niezwykle ambitny” i wskazuje na niedobór surowców oraz słabą sieć ładowania. Zaznacza, że w UE jest obecnie jedynie 307 tysięcy punktów ładowania, z czego połowa znajduje się z Niemczech i Holandii.

Jak więc zachowują się obecnie europejscy producenci samochodów? W Azji i Ameryce również po roku 2035 będą mogli sprzedawać samochody z silnikiem benzynowym lub diesle tak, by nie musieli rezygnować w dużych udziałów w sprzedaży i zyskach, mówi ekspert branżowy Frank Schwope z NordLB. „W końcu nie można się spodziewać, by do tego czasu elektromobilność przebiła się się na całym świecie. Chociażby Chiny planują całkowite wycofanie pojazdów z napędem spalinowych dopiero na 2060 rok”, dodaje.

Na rynku europejskim jednak kilku producentów samochodów chce, by jeszcze przed unijnym zakazem oferować wyłącznie samochody elektryczne. Zdaniem Schopego Peugeot, Citroen i Opel mają takie plany od roku 2028, Fiat, Renault, Ford i Nissan od 2030,  Audi od 2033.

Plany niemieckich firm

Jeśli chodzi o ostatnią markę, to firma z Ingolstadt planuje wprowadzić na rynek ostatni nowy model z silnikiem spalinowym w 2025 roku i sprzedać go do około 2033 roku; będzie to SUV na rynek amerykański. Potem Audi chce produkować samochody z silnikiem spalinowym tylko w Chinach, na obszerny chiński rynek.

Z kolei BMW planuje, że w roku 2030 co drugi samochód tej firmy będzie elektryczny, ale uważa, że unijny zakaz od 2035 jest złym pomysłem. „W dzisiejszych czasach stawianie tylko na jedną kartę jest błędem, jeśli chodzi o politykę przemysłową”, ocenia szef BMW Oliver Zipse. To, czy do 2023 roku uda się stworzyć niezbędną infrastrukturę lądowania uznaje za kwestię otwartą i sądzi, że jest niejasne, w jaki sposób Europa chce zapewnić dostęp do surowców. Szef BMW jest zdania, że istnie tu groźba pojawienia się nowych zależności.

W firmie Mercedes-Benz motto brzmi: „Do 2030 roku jesteśmy gotowi wszędzie tam przejść na samochody elektryczne, gdzie pozwolą na to warunki rynkowe”. Joerg Burzer z zarządu koncernu powiedział, że prawdopodobnie około roku 2025 producent będzie produkował niemal tylko elektryki. Koncern nie planuje budowania nowych fabryk w tym celu.

Również Volkswagen nie określił konkretnej daty odejścia od silników spalinowych i powołuje się na różnice regionalne. Klienci w Ameryce Łacińskiej chociażby będą nadal dopytywać o samochody na benzynę, diesle czy biopaliwo. Firma oczekuje jednak, że zainteresowanie takimi samochodami będzie stopniowo spadać. VW uważa, że najpóźniej w 2035 roku samochody elektryczne zastąpią te z silnikiem spalinowym. Do 2030 roku połowa oferowanych modeli ma być zasilana bateriami, marka VW chce w konsekwencji sprzedawać 70 procent samochodów w Europie z napędem elektrycznym.

(DPA/gwo)