Salomonowe spóźnienie. Symboliczna decyzja Angeli Merkel [KOMENTARZ] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 12.03.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Salomonowe spóźnienie. Symboliczna decyzja Angeli Merkel [KOMENTARZ]

Kanclerz Merkel powzięła decyzję: 9 maja nie będzie jej w Moskwie na defiladzie wojskowej. Przyjedzie dzień poźniej. Decyzja ta nie przyszła jej jednak łatwo.

Zaskoczeniem na koniec był właściwie tylko moment podjęcia decyzji: nawet najbliżsi pracownicy jej sztabu spodziewali się, że Angela Merkel będzie zwlekała jeszcze dłużej. Że najpierw odczeka, jak będzie się rozwijać sytuacja na wschodzie Ukrainy. Że tak długo, jak tylko będzie to możliwe, będzie w rękach trzymać tę kartę o dużym znaczeniu symbolicznym. Że w spokoju rozważy wszystkie za i przeciw.

"Dzień Zwycięstwa" ma dla Rosji kapitalne znaczenie. Nie ma żadnego innego święta w Rosji, które miałoby podobnie wielki ładunek emocjonalny, jak 9 maja. Dzień kapitulacji hitlerowskich Niemiec jest dniem o konstytucyjnym znaczeniu dla Rosjan - silniejszym nawet niż Dzień Konstytucji, poważniejszym niż 1 Maja, niekwestionowanym w przeciwieństwie od świąt kościelnych.

01.2012 DW Europa aktuell Moderator Christian Trippe

Christian Trippe: Merkel chce upamiętnić cierpienie, jakie hitlerowska armia sprowadziła na Rosję

Dla Rosji to była kwestia bytu

Dla Związku Radzieckiego II wojna światowa była czymś więcej niż kwestią zwycięstwa lub klęski. Rosjanie walczyli o przeżycie jako naród, a Rosja o swoje istnienie jako obszar kulturowy. Jeszcze w 70 lat po zakończeniu wojny rosyjskie społeczeństwo nosi blizny wojny z hitlerowskimi Niemcami, którą życiem przypłaciło ponad 20 milionów obywateli ZSRR.

Angela Merkel doskonale zdaje sobie z tego sprawę. O tym wszystkim przekonała się ona sama podczas studenckich wyjazdów do ZSRR. A mimo tego odrzuciła zaproszenie do udziału w oficjalnych obchodach Dnia Zwycięstwa 9 maja w Moskwie. Niewykluczone jest bowiem, że przez Plac Czerwony przedefilują wojska, które może brały udział w niewypowiedzianej wojnie z Ukrainą czy w aneksji Krymu.

Rosja w II wojnie światowej dała odpór hitleryzmowi. Ten historyczny fakt i to osiągnięcie rosyjska propaganda sama deprecjonuje w obecnej chwili, określając rosyjską agresję na Ukrainie mianem "walki z faszystami" - tym razem spod znaku rzekomej "junty w Kijowie".

Także tego rodzaju przemyślenia mogły mieć wpływ na decyzję Angeli Merkel, by nie przyjąć zaproszenia na honorową trybunę na Placu Czerwonym, skąd nota bene widzi się miejsce, gdzie pod koniec lutego br. zamordowano opozycyjnego polityka Borysa Niemcowa.

Rosja jest zagrożeniem dla wielu państw

Lecz mimo tego odmowa Angeli Merkel różni się od odmów szeregu innych, czołowych europejskich polityków. Politycy z Polski, Litwy, Łotwy i Estonii nie chcą przyjechać na obchody Dnia Zwycięstwa do Moskwy, ponieważ ofensywa czerwonoarmistów oznaczała dla ich krajów nowy okres zniewolenia - i co jeszcze ważniejsze - dziś czują znów zagrożenie ze względu na neoimperialną politykę Putina.

Merkel natomiast chce upamiętnić cierpienie, jakie niemiecki faszyzm sprowadził na Rosję. W dzień po oficjalnych obchodach 9 maja, z wojskową defiladą i całym oficjalnym zadęciem, niemiecka kanclerz chce wraz z Putinem złożyć wieniec pod murami Kremla na Grobie Nieznanego Żołnierza. Będzie to cicha uroczystość, na której każdy głośniejszy ton w obecnej chwili groziłby dyplomatycznym zgrzytem. Rosjanie już będą wiedzieli, jak interpretować gest niemieckiej kanclerz.

Jeszcze dokładnie nie wiadomo, co zrobią Obama, Cameron i Hollande, i czy przyjadą do Moskwy jako przedstawiciele ówczesnych zwycięskich mocarstw. Pewne jest natomiast, że na defiladę przyjedzie północnokoreański dyktator, Kim Jong Un. Co go tam ciągnie, nie wiadomo. Lecz tej zagadki nie musi już dociekać Angela Merkel.

Christian F. Trippe / tł. Małgorzata Matzke