Rozdzielnik uchodźców jest zgodny z prawem UE | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 06.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Rozdzielnik uchodźców jest zgodny z prawem UE

Trybunał Sprawiedliwości UE odrzucił w środę skargi Słowacji oraz Węgier na nielegalność unijnego rozdzielnika uchodźców. To porażka także dla Polski, którą dopuszczono do tej sprawy w roli pomocnika stron skarżących.

W Brukseli mało kto wątpił, że Trybunał w Luksemburgu orzeknie w środę (06.09.2017) o zgodności rozdzielnika z regułami UE. Chodzi o decyzję Rady UE z września 2015 r. o podziale (relokacji) między kraje Unii do 120 tys. uchodźców docierających przez morze do Grecji i Włoch (w okresie do września 2017 r.). Podczas głosowania w Radzie UE przeciw relokacji byli tylko ministrowie spraw wewnętrznych z Czech, Słowacji, Rumunii i Węgier. Ówczesny rząd Polski, kierowany przez premier Ewę Kopacz, po bardzo długich wahaniach ostatecznie poparł relokację. Rozdzielnik i bez głosu Polski teoretycznie mógł liczyć we wrześniu 2015 r. na potrzebną większość w Radzie UE.

Bratysława i Budapeszt już w grudniu 2015 r. zaskarżyły rozdzielnik do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, a po kilku miesiącach rząd Beaty Szydło oficjalnie poparł ich argumenty przed Trybunałem. Natomiast Belgia, Niemcy, Grecja, Francja, Włochy, Luksemburg oraz Szwecja broniły przed Trybunałem legalności decyzji Rady UE o relokacji uchodźców.

Ungarn Flüchtlinge (picture-alliance/dpa/MTI/Z. Szigetvary)

Budapeszt przed dwoma laty

Rozdzielnik ważny i bez jednomyślności

Najcięższym działem wytoczonym przez Węgrów i Czechów był zarzut, że decyzja Rady UE (ministrowie krajów Unii) z września 2015 r. o obowiązkowej relokacji była sprzeczna z jednomyślnym postanowieniem Rady Europejskiej (przywódcy krajów Unii), która w czerwcu 2015 r. opowiedziała się za podziałem uchodźców na zasadzie dobrowolności. Jednak Trybunał stwierdził, że czerwcowe konkluzje Rady Europejskiej, zgodnie z którymi państwa członkowskie powinny zdecydować o relokacji „w drodze konsensusu”, odnosiły się do innego projektu podziału uchodźców (mającego na celu podział 40 tys. osób). A zatem te konkluzje nie przeszkadzały w 2015 r. w przyjęciu wrześniowego rozdzielnika większością głosów.

Ponadto Trybunał odrzucił zarzuty, że rozdzielnik był niewłaściwą odpowiedzią na kryzys migracyjny, czego – zdaniem skarżących – miałyby dowodzić słabe wyniki rozdzielnika. Istotnie, kraje UE do dziś rozdzieliły tylko kilkanaście procent uchodźców ze 160 tys. przewidzianych w 2015 r. - Ważność decyzji nie może zależeć od późniejszych ocen jej skuteczności – stwierdził w środę Trybunał, podkreślając, że Rada UE dokonała w 2015 r. rzetelnych analiz skutków rozdzielnika na podstawie ówczesnej wiedzy i liczby uchodźców.

Mniej uchodźców do podziału

Jednym z powodów małego wykorzystania relokacji są znacznie mniejsze potrzeby w porównaniu z tym, czego spodziewano się w 2015 r. Fali migrantów (w dużej części uchodźców z Syrii) przeprawiających się przez morze z Turcji do Grecji (i potem lądem przez Bałkany głownie do Niemiec) została zatrzymana za sprawą umowy między UE i Turcją z 2015 r. Natomiast szlakiem z wybrzeży Libii do Włoch przeprawiają się przede wszystkim migranci ekonomiczni, a zatem nieobjęci rozdzielnikiem. Ten dotyczy bowiem wyłącznie osób z „wyraźną potrzebą ochrony międzynarodowej”, czyli uchodźców.

München Ankunft der Flüchtlinge im Herbst 2015 (Getty Images/S. Gallup)

Jesień 2015 była kulminacyjnym punktem fali uchodźców, Ludzie witali ich m.in. na dworcu w Monachium

Przez Cieśninę Sycylijską przeprawiło się w tym roku ok. 125 tys. ludzi, ale ostatnio fala migracji bardzo mocno opada. W sierpniu 2017 r. dotarło przez morze do Italii o dwie trzecie mniej migrantów, niż w sierpniu 2016 r. Eksperci na razie nie są pewni, jakie szansa na dłuższe utrzymanie się ma ten trend. Jego powodem jest m.in. współpraca Rzymu z watażkami na libijskim wybrzeżu, którzy biorą włoskie pieniądze za zwalczanie przemytników ludzi.

Polska przed Trybunał?

Orzeczenie Trybunały Sprawiedliwości UE umacnia stanowisko Komisji Europejskiej w sporze z Polską, Węgrami i Czechami. Węgry nie zgłosiły żadnych miejsc dla uchodźców z rozdzielnika, Polska zgłosiła tylko sto miejsc w 2016 r., ale nikogo nie przyjęła, Czechy najpierw przyjęły 12 osób, ale od ponad roku nie współpracują z Brukselą w sprawie relokacji.

Polska podczas wakacji odrzuciła ponaglenia i argumenty Komisji Europejskiej w sprawie relokacji już w dwóch pismach do Brukseli w ramach – wszczętej w czerwcu - procedury dyscyplinującej. Teraz Komisji Europejska stoi przed decyzją, czy i kiedy zaskarżyć Polskę za bojkotowanie rozdzielnika przez Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Spór może skończyć się olbrzymimi grzywnami dla Polski, ale rząd Beaty Szydło kalkuluje, że do finału postępowań przed Trybunałem doszłoby dopiero za około cztery lata.

Sprytny Orbán

Węgierski premier Viktor Orbán przed kilku dniami zaapelował do UE o zwrot dużej części kosztów ogrodzenia na granicy, które pobudował dla przecięcia szlaków migracyjnych. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w bardzo szorstkim liście wytknął Węgrowi, ile Budapeszt dostaje z Unii (i ile Bruksela oferowała mu w 2015 r. na potrzeby migracyjne). Jednak bawarski chadek Manfred Weber, który szefuje klubowi centroprawicy w Parlamencie Europesjkim (m.in. CDU, CSU, z Polski – PO i PSL) był życzliwszy. – Komisja Europejska nie może tak po prostu odrzucić prośby Węgier. Orbán prosi o wsparcie dla systemu bezpieczeństwa granic Węgier, bo pomogły w odpowiedzi Unii na kryzys migracyjny – powiedział Weber.

Węgierska prośba o pieniądze to - zdaniem niektórych dyplomatów UE – była próbą znalezienia przez Orbána drogi wyjścia i nowego tematu wobec spodziewanej przegranej przez Trybunałem Sprawiedliwości UE w sprawie relokacji. – Polska będzie grzmieć, że nigdy nie ustąpi. A spryciarz Orbán znajduje sobie nowy chwytliwy temat. W sam raz na kampanię przed węgierskimi wyborami w 2018 r. – tłumaczy nasz rozmówca w Brukseli.

Tomasz Bielecki, Bruksela

 

Reklama