Rosja: przepełnione cele, przypadkowe aresztowania | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 06.02.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Rosja: przepełnione cele, przypadkowe aresztowania

Protesty w obronie Aleksieja Nawalnego wywołały w Rosji nową falę zatrzymań. Więzienia w Moskwie i okolicy pękają w szwach.

Zakład karny w Sacharowie pod Moskwą

Zakład karny w Sacharowie pod Moskwą

„Numer 15! Kto ma numer 15?” - woła kobieta w kolejce, z jej ust leci para. Jest minus 10 stopni, ale gdy stoi się tu od kilku godzin, wydaje się, że jest minus 20. W kolejce przed aresztem w Sacharowie na przedmieściach Moskwy czekają dziesiątki osób. Od szóstej rano próbują zobaczyć swoich bliskich i znajomych przetrzymywanych po drugiej stronie ogrodzenia z drutem kolczastym. To osoby zatrzymane w minionych dniach podczas protestów w rosyjskiej stolicy.

Jak za Stalina?

Wśród zatrzymanych jest Swietłana Wasser. Mieszkanka Moskwy protestowała 31 stycznia, domagając się uwolnienia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Jej współlokator, który woli nie podawać nazwiska, próbuje teraz przekazać jej do aresztu coś do jedzenia, artykuły higieniczne i ciepły koc. Wszystko zapakowane w dwie reklamówki. – To, co się tutaj dzieje, przypomina czasy czerwonego terroru za Stalina. To okropne – mówi 29-latek. Jak relacjonuje, jego współlokatorka została skazana na pięć dni więzienia tylko dlatego, że przebywała niedaleko aresztu śledczego, w którym siedział Nawalny. – Nie wiem, czy Swietłana w ogóle ma tam czym się nakryć – mówi DW.

Zakład karny w Sacharowie pod Moskwą

Zakład karny w Sacharowie pod Moskwą

Służba więzienna przyjmuje przesyłki raz na 40 minut. Każda jest dokładnie sprawdzana. Ciepłe ubrania są tym, czego najbardziej potrzebują zatrzymani, mówią ich krewni stojący przed bramą. Widzieli już nagrania z cel, które udało się opublikować w internecie. Pokazują one warunki urągające ludzkiej godności: przepełnione cele z gołymi metalowymi pryczami, zajmowanymi przez kilka osób naraz, bez pościeli. Do tego prymitywna toaleta bez zasłony. Zero masek ochronnych przeciwko koronawirusowi. Zachowanie odległości? Niemożliwe.

Zatrzymywano nawet przypadkowych przechodniów

Niektórzy z osadzonych usłyszeli już wyroki, inni jeszcze czekają. Wszyscy oni odważyli się sprzeciwić państwu. Prawie wszyscy, bo wśród nich są też osoby, które tylko przypadkowo znalazły się w pobliżu protestów i zostały zatrzymane. Były w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie.

Z doniesień medialnych wynika, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni w Rosji zatrzymano ponad 7 tys. osób. Szczególnie brutalnie policja rozprawiła się z ostatnimi protestami w Moskwie i Sankt Petersburgu. Zdarzało się, że funkcjonariusze bez żadnego powodu wciągali ludzi do furgonetek. Władze twierdzą, że protesty były nielegalne, dlatego stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa. W rzeczywistości to sami policjanci byli jednak zagrożeniem dla innych – czasami dla postronnych przechodniów.

„Proszę pomóżcie mi znaleźć mojego syna!” - pisze Lusine Khaczatrian w grupie na czacie dla poszkodowanych. „Jego imienia nie ma na żadnej liście zatrzymanych”. 25-latek trafił w ręce policji 2 lutego w centrum Moskwy. Wcześniej spotkał się ze znajomym w jednym z barów. Potem pisał tylko, że jest na posterunku na wschodzie Moskwy. Po szybkim procesie wymierzono mu karę 10 dni więzenia.

Przepełnione furgonetki

„Mój syn został przewieziony do Sacharowa. Początkowo miałam z nim kontakt, ale od jakiegoś czasu nie odpowiada – mówi DW. Ostatni znak życia to zdjęcie na Instagramie z przepełnionej policyjnej furgonetki.

Lusine Khaczatrian sama nie może pojechać do Sacharowa, bo nie ma samochodu i musi zajmować się córką. – Mój syn był zszokowany. Jeszcze nigdy go nie zatrzymywano. Studiował w USA, ale wrócił do Rosji, bo kocha swoją ojczyznę. Teraz zastanawia się, czy nie opuścić Rosji na zawsze – mówi, płacząc do telefonu.

Policja wyłapuje demonstrantów w Moskwie

Policja wyłapuje demonstrantów w Moskwie

Szerokim echem odbiło się ostatnio w mediach nagranie, na którym widać grupę młodych ludzi ściśniętych przez wiele godzin w ciemnym policyjnym busie. Młody mężczyzna opowiada, że po zatrzymaniu spędził 12 godzin w budynku sądu, gdzie musiał spać na podłodze. Inny narzeka na ciasnotę i brak świeżego powietrza. Jak mówi, siedzi w furgonetce od siedmiu godzin, bo więzienia są pełne.

Solidarność nie tylko zwolenników Nawalnego

Także 25-letnia Amaja stoi na mrozie przed więzieniem w Sacharowie. Za kratami nie siedzi nikt z jej bliskich czy znajomych. Amaya pochodzi z nieodległego Podolska, sama nie miała z protestami nic wspólnego. – Na początku chciałam po prostu pomóc ludziom, którzy tu marzną całymi dniami. Zaproponowałam im, żeby u mnie przenocowali – mówi w rozmowie z DW. – Potem ludzie z Moskwy zaczęli przysyłać mi kurierem paczki dla swoich bliskich w więzieniu z prośbą, żebym je dostarczyła, bo sami nie mogą przyjechać – opowiada.

Amaja pomaga ludziom marznącym przed więzieniem

Amaja pomaga ludziom marznącym przed więzieniem

Teraz Amaja marznie razem z innymi, już prawie 12 godzin. – Oczywiście, że to wszystko, co się dzieje, napawa mnie strachem.  To wszystko jest takie surrealistyczne. Nie wiemy dokąd to wszystko zmierza. Nie stoję tutaj dla Nawalnego czy jakiegoś innego polityka. Stoję dla lepszego, wolnego życia, dla lepszej przyszłości w Rosji.

Przed więzieniem zapadł już zmierzch. Kolejka ledwo się ruszyła. Reklamówki, które przyniósł dla swojej współlokatorki młody mężczyzna, nadal stoją w śniegu. Swietłana tej nocy znowu nie dostanie ciepłej odzieży. Zasmucony mężczyzna pakuje swoje rzeczy. Tak jak wielu innych, jutro przyjdzie tu znowu.

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat