Rosja na drodze do dyktatury. Kompromitacja bawarskiego sądu | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 27.03.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Rosja na drodze do dyktatury. Kompromitacja bawarskiego sądu

Niemiecka prasa pełna jest oburzenia na rewizje biur niemieckich fundacji i NGO w Moskwie i na brak wyczucia sądu, gdzie będzie się toczył proces NSU

GettyImages 163335052 Policemen detain an opposition supporter taking part in a picketing calling for the release of two jailed members of the Pussy Riot protest punk band in central Moscow on March 8, 2013. Nadezhda Tolokonnikova, a philosophy student, was sent to prison camp in October 2012 along with bandmate Maria Alyokhina, after being convicted of hooliganism motivated by religious hatred for singing a 'punk prayer' in a Moscow cathedral protesting President Vladimir Putin's close links with the Russian Orthodox Church. AFP PHOTO / EVGENY FELDMAN (Photo credit should read EVGENY FELDMAN/AFP/Getty Images)

Protesty rosyjskiej opozycji, październik 2012

"Die Welt" zaznacza, że: "Rosjanie, a szczególnie Kreml są rozgoryczeni moralnymi zastrzeżeniami, jakie nadchodzą z zachodu i które znajdują swój bezpośredni wyraz także w pracy politycznych fundacji. Rosjanie uważają, że jest to upokarzające, kiedy stawia się ich pod moralnym nadzorem z Berlina, Waszyngtonu czy innych zachodnich przedmieść. Władimir Putin już często publicznie czy w prywatnym gronie dawał upust swemu niezadowoleniu. Czego Rosjanie zdaje się jeszcze do tej pory nie pojęli, to to, że praca organizacji pozarządowych służy także budowaniu zaufania. W takiej sytuacji niemieccy politycy nie mogą się tak zachowywać, jakby ich to zupełnie nie obchodziło".

"Handelsblatt" uważa, że: "Rosyjskie państwo raz jeszcze ukazuje swoją manię kontroli. Jego postępowanie jest wyrazem strachu, jaki elicie władzy jeszcze siedzi w kościach od czasu masowych protestów w ubiegłym roku. Ukazały one bowiem, że rosyjskie społeczeństwo rozwija się w szalonym tempie i że obywatele chcą w niektórych sprawach doszlusować do osiągnięć, które w innych krajach są standardem. Lecz większość aparatu władzy boi się wszelkich zmian, ponieważ nowoczesne, otwarte społeczeństwo i większe wpływy obywateli byłyby zagrożeniem do dóbr i przywilejów, jakie zabezpieczyły sobie kręgi władzy w minionych latach. Nikt nie chce oddać obecnego status quo".

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że: "Stylizujący się na wielkiego liberała premier Miedwiediew uważa, że jego kraj dalej kroczy ku demokracji - potrzebuje tylko na to nieco czasu. Dopiero jeżeli za sto lat będą wciąż jeszcze problemy z prawami człowieka, będzie to oznaczać, że coś się nie powiodło, powiedział w ubiegłym tygodniu. Ale te sto lat już minęło i to od momentu, gdy Putin ponownie zasiadł w prezydenckim fotelu. Od tego czasu można zaobserwować, jak autorytarny reżim, który tolerował pewne wolnościowe nisze, tak długo jak nie kwestionowano jego władzy, stopniowo zaczyna przekształcać się w dyktaturę. Rosja jeszcze tak daleko nie zaszła. Są jeszcze massmedia, w których otwarcie krytykuje się władzę. Jest jeszcze legalna polityczna opozycja i jest nawet obywatelskie społeczeństwo".

Sąd bez wyczucia w procesie NSU

"Stuttgarter Zeitung" przypomina: "Osiem ofiar nazistowskiej bandy było Turkami. Ale akurat dla tureckich massmediów rzekomo nie ma miejsca na sali rozpraw. Jest to skandal. W ten sposób obciąża się tylko jeszcze bardziej ten i tak już trudny proces, jeszcze zanim w ogóle się zaczął. Gra toczy się o wysoką stawkę. Po błędach popełnionych przez policję i urzędy ochrony konstytucji Niemcy nie mogą się ponownie skompromitować. Sędziowie w Monachium mogliby wziąć sobie za wzór kolegów z Oslo, którzy suwerennie przeprowadzili proces Breivika".

"Maerkische Oderzeitung" uważa, że "Właściwym skandalem w tej całej sprawie jest to, że, jak się zdaje, nikt w monachijskim sądzie nie przewidział, jak duże zainteresowanie może wzbudzić proces bandy morderców spod znaku NSU. I to po tym, jak przez dziesięć lat nieudolnie prowadzono śledztwo i wyjaśnienie całej sprawy na forum parlamentu, zakrawa na farsę z jakieś republiki bananowej. Jeżeli rodzinom ofiar, ich adwokatom i uwrażliwionej opinii publicznej nie da się teraz możliwości obserwowania pracy wymiaru sprawiedliwości, cały skandal wokół NSU wzbogaci się o jeszcze jeden rozdział. Potrzebna jest większa sala rozpraw - wszystko inne byłoby hańbą dla Niemiec".

"Heilbronner Stimme" pisze: "Wyobraźmy sobie: przed sądem w Turcji toczy się proces ws. zbyt późno i do tego niedbale prowadzonego śledztwa dotyczącego serii zabójstw ośmiorga Niemców. Niemieckie media nie mają niestety wstępu na salę rozpraw - bo salę wybrano zbyt małą. Tylko krajowe radiostacje i gazety dostają zarezerwowane miejsca, jak informują tureckie władze. Reakcją nie byłoby tylko rozczarowanie na twarzach dziennikarzy, tylko z Berlina nadeszłyby sążniste protesty. W dyplomacji określa się to mianem politycznych irytacji. Tylko, że cała ta afera odbywa się w bawarskiej metropolii i właśnie tam kompromituje się wymiar sprawiedliwości, jak w naszym przykładzie. I dziwi się, jak silne wywołuje to reakcje".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Elżbieta Stasik

Reklama