Reiter: „Naszym sojusznikiem najczęściej będą Niemcy” [WYWIAD] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 16.06.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Reiter: „Naszym sojusznikiem najczęściej będą Niemcy” [WYWIAD]

Zdaniem byłego ambasadora RP w RFN Janusza Reitera, pozycja Polski zależeć będzie w dużej mierze od tego, jak szybko Warszawa zdecyduje się na wejście do strefy euro.

Janusz Reiter Journalist und Diplomat

Janusz Reiter

DW: W Trójkącie Weimarskim Polska wydaje się być już nie tylko tym trzecim, przygarniętym przez dwóch wielkich partnerów, lecz znaczącym graczem, jak to się okazało podczas niedawnych wydarzeń w Kijowie. Czy to znaczy, że pozycja Polski w Europie się zmienia?

Janusz Reiter: Na pewno tak. Zmieniły się dwie rzeczy: Z jednej strony Polska wyraźnie wzmocniła się zarówno gospodarczo, jak i politycznie. Z drugiej zaś w tym samym czasie kilka krajów, które tradycyjnie odgrywały poważną rolę w Europie, osłabło. Powstała więc próżnia, którą Polska do pewnego stopnia dzisiaj wypełnia. Podkreślam: do pewnego stopnia.

Czy to znaczy, że Polska będzie odgrywała coraz istotniejszą rolę w Unii Europejskiej?

Tego oczywiście nie wiemy. W dużej mierze będzie to zależeć od tego, jak Polska będzie sobie radziła gospodarczo. Można tylko mieć nadzieję, że tak właśnie będzie. Ale będzie to też zależeć od tego, czy Polska wreszcie podejmie decyzję, kiedy przystąpić do Europejskiej Unii Gospodarczej i Walutowej. Powinna zrobić to szybko, bo pozostawanie na dłuższą metę poza strefą euro będzie coraz bardziej ograniczać jej realne możliwości wpływania na centralne decyzje w Unii Europejskiej.

W ostatnim czasie głośna jest zgłoszona przez premiera Tuska inicjatywa unii energetycznej, która cieszy się poparciem coraz większej liczby państw członkowskich. Czy Polska może odegrać podobną rolę również na innych polach?

No, nie należy przesadzać. To nie jest tak, że w każdej dziedzinie Polska może odrywać rolę przywódczą, ponieważ jej zasoby są jednak bardzo ograniczone zarówno w sensie ekonomicznym i finansowym, jak też politycznym i intelektualnym. Nie na wszystkim się znamy, nie w każdej dziedzinie mamy jakieś tradycje. Ale istnieją takie obszary, na których Polska może odgrywać pewną rolę. Jednym z nich jest polityka energetyczna, innym polityka wschodnia, która jest częścią wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii Europejskiej.

Ale już na przykład w sprawach partnerstwa śródziemnomorskiego Polska nie będzie odgrywała jakiejś istotnej roli. Jednak i w takich sprawach powinna mieć pewne kompetencje, bo inaczej trudno jej będzie utrzymać kontakt z tymi krajami, dla których właśnie to partnerstwo jest priorytetem.

Zresztą w Europie nie ma państwa, które byłoby we wszystkim najlepsze, na wszystkim się znało. Jeżeli Polska będzie miała coś do powiedzenia w paru dziedzinach ważnych dla Unii Europejskiej, to już będziemy mogli być zadowoleni.

A w kwestii rolnictwa?

Wszystko zależy od tego, czy Polska będzie miała zdolność i wolę formułowania nowych pomysłów, czy też będzie bronić tego, co już uzyskała. To drugie jest zresztą bardziej prawdopodobne, jeśli zważyć, że nasze rolnictwo ma za sobą bardzo silne lobby. Trudno mi więc powiedzieć, czy Polska może być motorem zmian w unijnym rolnictwie, czy też skuteczność jej polityki będzie raczej mierzona tym, na ile będzie potrafiła bronić korzystnego dla siebie stanu posiadania.

Czy metodą uzyskiwania mocnej pozycji jest budowanie koalicji z innymi? Na przykład w ramach Grupy Wyszehradzkiej? Czy też z Niemcami? Albo z Francją, jak to się stało przy okazji konceptu unii energetycznej?

W Unii Europejskiej w zasadzie nie ma kraju, który mógłby cokolwiek przeforsować samodzielnie. Jedynie Niemcy mogłyby próbować to robić, ale i one mają ograniczone możliwości. Unia jest na szczęście tak zbudowana, że żaden z jej członków nie ma tyle siły, żeby swoją wolę narzucić innym.

Każdy unijny kraj, nawet ten najsilniejszy, potrzebuje sojuszników. A Polska nie należy do grona najsilniejszych, lecz silnych. Żeby więc cokolwiek przeforsować, musi szukać poparcia. W różnych sprawach znajdzie je w różnych miejscach, natomiast najczęściej jej sojusznikiem będą Niemcy, ponieważ są krajem, bez którego trudno cokolwiek w Unii Europejskiej przeforsować, ale także dlatego, że nasz sposób myślenia dobrze koresponduje z niemieckim.

Wróćmy do tematu unii energetycznej. Na Europejskim Kongresie Ekonomicznym w Katowicach mówił Pan, że polski rząd popełnił w tej kwestii kilka błędów. Czy mógłby Pan przypomnieć, jakie?

Uważam, że pomysł unii energetycznej jest bardzo słuszny i sądzę, że ma pewne szanse powodzenia. Jeżeli jednak zgłasza się pomysł tak nowy i z natury swojej trudny, trzeba dobrze obliczać siły i szukać jak największej liczby sojuszników. I nie wolno nikogo do siebie zrażać.

Moim zdaniem w prezentacji tego pomysłu powstało zupełnie niepotrzebnie wrażenie, że jest on mocno związany z pewnymi specyficznie polskimi pomysłami na politykę energetyczną: z silną rolą węgla i z wyraźnym sceptycyzmem wobec polityki klimatycznej i energii odnawialnej.

Jeżeli wiadomo, że węgiel ma w Unii Europejskiej wrogów, którzy go demonizują – trzeba z tym polemizować, ale trzeba też wiedzieć, że tak właśnie jest. Po drugie zaś wiadomo, że polityka klimatyczna i odnawialne źródła energii mają bardzo silne lobby, i trzeba to wziąć pod uwagę.

Dlatego moim zdaniem idea Unii Energetycznej wymaga dyskusji w tej części, która dotyczy wspólnych zakupów gazu. Tę ogólnie słuszną ideę trzeba bowiem pogodzić z realiami, czyli z wymaganiami rynku. Ale to jest możliwe. Nie jest bowiem tak, że albo ktoś przyjmie ten pomysł, albo go odrzuci. To jest rzecz do dyskusji. Jeżeli na końcu wyjdzie z tego coś, co w zarysach będzie odpowiadało intencjom polskiego rządu, to już będzie całkiem dobrze.

Czy błędem był zbyt mały nacisk na energię odnawialną w sytuacji, kiedy przydałoby się, żeby tym mocnym partnerem stały się Niemcy?

Powtarzam, to nie jest tak, że Polska położyła coś na stół i teraz mówi „albo to bierzecie, albo nie”, tylko to jest oferta do dyskusji. I w tej dyskusji polska strona musi uwzględnić różne interesy różnych krajów, a także różne wrażliwości różnych społeczeństw. Bo sprawa polityki klimatycznej to nie jest tylko sprawa interesów, ale również wrażliwości. I trzeba to po prostu wziąć pod uwagę.

Rozmawiał Aureliusz M. Pędziwol

Urodzony na Kaszubach germanista, dziennikarz i dyplomata Janusz Reiter (rocznik 1952) był od 1990 do 1995 roku ambasadorem Polski w Republice Federalnej Niemiec, a w latach 2005-2007 w USA. W 1996 stworzył w Warszawie Centrum Stosunków Międzynarodowych, którym kierował łącznie przez 11 lat.

red. odp.: Elżbieta Stasik