1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Raport ws. Nawalnego. „Tajny, ale godny zaufania”

Mikhail Bushuev
16 października 2020

Jako współpracownik OPCW Marc-Michael Blum* brał udział w śledztwie po zamachu na Siergieja Skripala. W rozmowie z DW ocenia raport w sprawie Nawalnego.

https://p.dw.com/p/3jyxm
Deutschland Berlin | Selfie am Krankenbett | Alexej Nawalny
Zdjęcie: picture-alliance/dpa/D. Nawalny

DW: Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) bardzo ostro zareagowała na próbę otrucia Aleksieja Nawalnego. Z pewnością czytał pan jej komunikat. Jakich konsekwencji można się spodziewać?

Marc-Michael Blum: Organizacja udostępniła podsumowanie raportu, ale sam dokument jest tajny, otrzymały go Niemcy. I to od Niemiec zależy, w jakiej formie udostępni ona go innym krajom członkowskim. Opinia publiczna raczej go nie zobaczy. Ale jesteśmy w sytuacji, w której mamy pięć laboratoriów, które doszły do tych samych wniosków, mających naukowe podstawy. Myślę, że możemy trzymać się tego, że Nawalnego próbowano otruć środkiem bojowym.

Co będzie dalej zależy całkowicie od krajów członkowskich. OPCW sama nie może podjąć żadnych działań. Najpierw któryś z krajów musi złożyć odpowiedni wniosek. To otwiera zaś szerokie spektrum możliwości, na przykład konsultacje grupy ekspertów po oficjalnym śledztwie w sprawie podejrzenia użycia takiego środka. W tym przypadku wniosek może złożyć jednak tylko Rosja, bo chodzi o rosyjskiego obywatela na rosyjskim terytorium.

Marc-Michael Blum
Marc-Michael BlumZdjęcie: Privat

Może też dojść do uruchomienia instrumentu inspekcji, gdy kraj A oskarży kraj B o złamanie traktatu, ale takiej sytuacji nie było jeszcze w historii porozumienia o broni chemicznej. Na końcu to wszystko jest tylko treścią dla procesu politycznego, w ramach którego kraje członkowskie muszą dojść do porozumienia, czy stwierdzają złamanie konwencji. Obecnie mamy stanowisko Niemiec i Francji, aby zaproponować kolejne sankcje. Ale proces ten trwa niezależnie od OPCW.

Odpowiedź Rosji na komunikat OPCW brzmiała: to wszystko teorie spiskowe, a organizacja jest w zachodnich rękach. Co ma pan do powiedzenia na takie zarzuty?

Od ataku z użyciem sarinu w Syrii w 2013 roku było wiele incydentów, w których aktywowano laboratoria OPCW i przebadano setki próbek. Sama analiza chemiczna próbek nigdy nie była podawana w wątpliwość. Myślę, że także w tym przypadku musi być ona absolutnie wolna od wątpliwości.

Raz do roku laboratoria muszą przechodzić bardzo trudny test porównawczy. OPCW wyznacza zawsze dwa laboratoria, oba pracują niezależnie od siebie i nie wiedzą też, z którym laboratorium są w parze. W ten sposób zawsze jest się pod presją, wiedząc, że jest jeszcze drugie laboratorium, które robi te same badania. I każdemu zależy na tym, żeby wykonać dobrą pracę, a nie żeby coś sobie wymyślać. 

Poza tym próbki od Aleksieja Nawalnego zostały pobrane przez samych pracowników OPCW w klinice w Berlinie. Nie było więc przekazywania próbek, które leżałyby wcześniej w jakiś schowkach. Nie wiem, jak mianoby podawać w wątpliwość jakość analizy w tej sprawie.

Rosja przekonuje, że jeśli substancja wykryta w próbkach pobranych od Nawalnego nie znajduje się na liście zakazanych, to mogła być zupełnie nieszkodliwa.

Aleksiej Nawalny z rodziną
Aleksiej Nawalny z rodziną Zdjęcie: Instagram @Navalny/Reuters

W Syrii mieliśmy na przykład do czynienia z użyciem chloru, który jest ważnym gazem dla przemysłu, oczywiście wysoko toksycznym. Nie podlega on jednak żadnej specjalnej weryfikacji, ani nie jest na żadnej liście. Ale gdy użyje się chloru, żeby zabijać ludzi, to staje się bronią chemiczną, a takie jego użycie łamie umowę o broni chemicznej. Nie chodzi o to, czy użyty środek jest na jakiejś liście, tylko o to jak go użyto.

OPCW podaje, że substancja użyta wobec Nawalnego ma bardzo podobną strukturę do innych obecnych na listach, zwłaszcza do tych, które dopisano do nich dopiero w czerwcu tego roku. I one znajdują się na pierwszej liście – na tej, która zawiera naprawdę złe substancje. Obowiązują dla nich bardzo rygorystyczne przepisy dotyczące ich deklarowania, zakazów użycia czy ograniczeń w produkcji. Opracowano je jako wojskowe środki bojowe, do wykorzystania w granatach, bombach, pociskach artyleryjskich, do wykorzystania w czasie wojny.

Czy mając tę wiedzę, którą dysponujemy, można wykluczyć, że za próbą otrucia Nawalnego stoi jakiś niepaństwowy podmiot?

Oprę się teraz kompletnie na analizie chemicznej. To odbywa się trochę tak, jak przy analizie balistycznej. Mamy pocisk, potrzebujemy jednak broni, z której został wystrzelony. Dlatego strzelamy po raz drugi i sprawdzamy, czy ślady na pocisku są takie same. Trzeba móc to z czymś porównać. W przypadku próbek biologicznych które znalezionio, z tak niską koncentracją, nie da się jednak stwierdzić sygnatur, które umożliwiałyby porównanie z próbką referencyjną. Dlatego wnioski z analityki chemicznej co do pochodzenia substancji, są w zasadzie niemożliwe. Poczekajmy co zrobi OPCW w Rosji i co tam ewentualnie znajdzie.

*Marc-Michael Blum jest ekspertem ds. analizy i unieszkodliwiania chemicznych środków bojowych. W latach 2012-2019 pracował dla Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej.

Krytycy Kremla. Życie w niebezpieczeństwie