Problemy patroli w regionie przygranicznym. Polacy wciąż je odwołują | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 26.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Problemy patroli w regionie przygranicznym. Polacy wciąż je odwołują

Wspólne polsko-niemieckie patrole policji cierpią na skutek niedoborów personalnych po polskiej stronie, wyjaśnia dziennik „Saechsische Zeitung”.

Grenze Deutsch-polnische Polizeiübung (picture alliance/dpa/P. Sosnowski)

Ćwiczenia policji w Zgorzelcu

Saksońska gazeta zaznacza, że wspólne polsko-niemieckie patrole są znakiem firmowym policji w regionach przygranicznych. Praktykowane są m.in. wzdłuż granicy na Nysie, bo już przed kilkoma laty kierownictwo policji we Wrocławiu i Dreźnie podpisało odpowiednie umowy. Od tego czasu sporadycznie niemieccy i polscy funkcjonariusze jeżdżą radiowozami raz po jednej, raz po drugiej stronie granicy.

Gazeta opisuje, że w Weißwasser patrole takie pojawiają się często, w Żytawie czesko-polsko-niemieckie trójnarowowe patrole wyruszają w teren dwa razy w miesiącu. Inspektorat policji drogowej z siedzibą w Budziszynie kontroluje według ustalonego planu wspólnie z polskimi i czeskimi kolegami. Nie udaje się to tylko w Goerlitz. Między dowództwem policji w Goerlitz i Komendą Powiatową w Zgorzelcu co prawda zaplanowanych jest najwięcej wspólnych patroli, ale też niestety najwięcej jest odwoływanych – z reguły przez polską stronę.

Szef biura dyrekcji policji Goerlitz Andre, zapytany o powody takiego stanu rzeczy, sugeruje, że wynika to ze słabej obsady personalnej polskich posterunków.

Prozaiczne powody

Jak informuje saksońska gazeta, Andre Schaefer, odpowiadający za program współpracy transgranicznej Interreg Saksonia/Polska wielokrotnie był już po drugiej stronie granicy i przyznaje, że władze w Zgorzelcu niechętnie i dość skrycie mówią o tym problemie. Polaków wyraźnie krępuje tak niekorzystna sytuacja personalna. Po cichu mówi się, że dla znających niemiecki Polaków bardziej intratne zdają się być płace minimalne w Niemczech niż uposażenie pracowników policji. Tłumaczy to, dlaczego coraz mniej jest mówiących po niemiecku policjantów w Zgorzelcu”.

Obojętnie, jakie powody wpływają na taki rozwój sytuacji, nam się to nie podoba – podkreśla Andre Schaefer. Zaradzić na biolączki ma nowy projekt, polegający na stworzeniu innego modelu niemiecko-polskich patroli i trwalszej formy współpracy w tym zakresie. Patrole nie mają być planowane długofalowo, lecz opierać się na tworzeniu konkretnych zespołów funkcjonariuszy, którzy znają oba języki.

Do realizacji tych planów wzięto się od zaraz: od kwietnia jeden z funkcjonariuszy z Goerlitz na 10 tygodni pojechał do Zgorzelca, gdzie należy do obsady radiowozu i jeździ na wszystkie wezwania. Potem przez 10 tygodni jeden z policjantów ze Zgorzelca będzie jeździł w niemieckim radiowozie po stronie Goerlitz.

„W ten sposób więcej się o sobie dowiemy, grupy te będą bardziej spójne i jednocześnie nie trzeba będzie pojedynczo ustalać każdego wspólnego patrolu” - tłumaczy zalety tego modelu Andre Schaefer.

Polacy jak najbardziej zainteresowani

Dowództwo polskiej policji wciąż sygnalizuje, że dalej zainteresowane jest wspólnymi patrolami. Coraz lepiej udaje się to w praktyce, od kiedy w roku 2014 w życie weszła poszerzona umowa policyjna. Przyznaje ona policjantom po obu stronach granicy prawa wykonywania władztwa w kraju sąsiada. Co do korzyści tej współpracy przekonani są zarówno mundurowi jak i cywilni pracownicy policji. Wspólna grupa śledcza Nysa z 10 niemieckimi i 10 polskimi śledczymi może wykazać się sukcesami w pracy po obu stronach granicy, a Inspektorat Policji Kryminalnej w Goerlitz może potwierdzić, jak przez szybki, bezpośredni kontakt  udało się wyjaśnić szereg spraw.

Opr.: Małgorzata Matzke

 

Reklama