Prasa niemiecka: o niepotrzebnej regulacji na czasie oraz o dalszych reperkusjach afery kredytowej prezydenta Niemiec | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 21.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Prasa niemiecka: o niepotrzebnej regulacji na czasie oraz o dalszych reperkusjach afery kredytowej prezydenta Niemiec

Otwieramy kwestią płac minimalnych dla pracowników czasowych. Osobą prezydenta Niemiec zajmują się niemal wszystkie dzienniki.

default

„Późno, ale nie po niewczasie” – zwraca uwagę Frankfurter Allgemeine Zeitung w komentarzu na temat płac minimalnych dla pracowników czasowych:

„Od 1 stycznia będą obowiązywały dla pracowników krajowych i zagranicznych płace minimalne. W zasadzie politycy i strony chciały uregulować tę kwestię już 1 maja, rzekomo po to, by zapobiec zawirowaniom na rynku pracy po otwarciu go (Niemiec, dop. red.) dla ósemki państw Europy środkowej i wschodniej. Fakt, że Polacy, Czesi czy Słowacy woleli zostać w domu, niż pracować nad dumpingiem płacowym w naszym kraju, równie niewiele wpłynął na plan rządu jak i na i to, że jak dotąd niemal wszyscy krajowi pracownicy czasowi opłacani są według stawe taryfowych”.

Prezydent, wzorzec dla obywateli.

Monachijska gazeta Süddeutsche Zeitung zauważa:

„Christian Wulff jako premier był dość aktywnym magnesem. Teraz przynosi mu to wielki wstyd, bowiem meandry demokracji zawiodły go aż na fotel, który już jako taki, czyli nawet pusty, jest synonimem pojęcia prominencja. Nie, nie chodzi wcale o to, by człowiek, pełniący tę funkcję, był perfekcyjny. Ale winien słowem i czynem wykazać, że zdefiniował własne błędy z poprzedniego wcielenia, a przede wszystkim, że nie chce ich powtarzać”.

Z kolei Der Tagesspiegel oczekuje od prezydenta Niemiec słów samokrytyki:

„Wstydliwe i małostkowe w gruncie rzeczy symptomy afery Wulffa odzwierciedlają w sobie także ów upór przed wyjaśnieniem sprawy do końca. To wielkie, ale niezbędne słowa. Przy czym owi wyjaśniający (do których obok właściwych polityków należą zawodowi dziennikarze), powinni zdać sobie sprawę z tego, że łatwo dochodzi tu do głosu pewien (niemiecki) purytanizm, w równym stopniu narażony na kult cnoty, co i zarozumialstwo. Teolog Friedrich Schorlemmer określił występek Wulffa mianem grzechu powszedniego. A za to nie grozi piekło, lecz czyściec. Lecz o tym, jak długo skazany będzie na czyszczącą moc ognia, decyduje przede wszystkim sam Wulff”.

Wiele hałasu o nic? Komentator gazety Rhein-Neckar-Zeitung uważa, że:

„To, co dotąd poznaliśmy, nie starcza na żądanie dymisji. Wprawdzie Wulff – w odróżnieniu od słów – nie świecił przykładem, ale zarzuty muszą być większej wagi, by Merkel poświęciła swego prezydenta. A zatem łączy ich wspólnota losu. Oczywiście okresowa. Ale i to zaskakuje. Zazwyczaj prezydenci przeżywają kanclerzy na stanowisku. Jeśli jednak jest na odwrót, to znaczy, że polityczna konstrukcja szwankuje”.

A Main Post stwierdza:

„Christian Wulff powinien sobie postawić pytanie, czy wśród swych bogatych przyjaciół nie brak takiego, przed którym powinna go była ostrzec własna matka. A już jako premier zarobił wystarczająco dużo dodatku urlopowego”.

Andrzej Paprzyca

red. odp.: Elżbieta Stasik

Reklama