Prasa niemiecka o Benedykcie XVI: „Trudno o bardziej żenującą sytuację” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 25.01.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Prasa niemiecka o Benedykcie XVI: „Trudno o bardziej żenującą sytuację”

Były papież skorygował swoje oświadczenie dotyczące raportu o nadużyciach w archidiecezji Monachium i Fryzyngi. Niemiecka prasa komentuje.

Emerytowany papież Joseph Ratzinger

Emerytowany papież Joseph Ratzinger

„Allgemeine Zeitung” z Moguncji:

„Ratzinger po raz kolejny zaniedbał to, by wnieść decydujący wkład w wyjaśnienie przerażających czynów popełnianych przez dziesięciolecia. Przyznanie się do winy przez byłego papieża mogłoby stanowić sygnał dla innych odpowiedzialnych za nie osób: nigdy nie jest za późno na uporządkowanie spraw. Zamiast tego Ratzinger robi wszystko, żeby zachować pozory nieomylności. Jego postępowanie zwiększy liczbę wystąpień z Kościoła i wpłynie na dalszy upadek jego znaczenia. Ratzingerowi należy życzyć, żeby jeszcze długo był w stanie zrozumieć, jakie rozmiary przybrał ten skandal. Prawdziwy przedstawiciel Boga na ziemi powinien mieć dość siły, żeby przyznać się do błędu. A i to byłby dopiero początek”. 

„Suedkurier” z Konstancji:

„Dla wielu pobożnych katolików jest wręcz nie do zniesienia, jak czołowi przedstawiciele Kościoła obchodzą się z zarzutami molestowania. Benedykt XVI musiał sprostować istotne słowa w sprawie raportu o nadużyciach w Monachium po udowodnieniu mu nieprawdy zawartej w oświadczeniu dotyczącym jego odpowiedzialności za tuszowanie nadużyć kapłańskich. Trudno o bardziej żenującą sytuację. Mimo to były papież i jego doradcy najwidoczniej niewiele się z tego nauczyli. Przyznanie się przez Benedykta XVI do winy jest nacechowane wymijającymi sformułowaniami i nie ma w nim samokrytyki, nie mówiąc o skrusze. Winne są «pomyłki w opracowaniu redakcyjnym», czyli winny jest ktoś inny. Ofiary molestowania mogą to odebrać tylko jako kolejny policzek”. 

„Berliner Zeitung”:

„O ile na początku chodziło o same czyny i próby ofiar, by ich głos został usłyszany i uznany, o tyle później skupiono się na zmianach strukturalnych i innym sposobie postępowania ze sprawcami. Kościół jako instytucja przyznał się do ponoszenia współodpowiedzialności, ale nie uczynili tego hierarchowie stojący na jego czele. Z każdą kolejną ekspertyzą będzie im coraz trudniej się z tego wyplątać. Także na tym polega znaczenie analizy przeprowadzonej przez kancelarię prawną z Monachium. Zastój w reformach w Kościele jest w wielu obszarach tak wielki, że teraz trzeba będzie zająć się wszystkim naraz: blokowaniem kobietom dostępu do urzędów kościelnych, feudalnym strukturom w kościelnej hierarchii, stosunkami między państwem i Kościołem, obchodzeniem się w nim z seksualnością i celibatem. Tę listę można ciągnąć długo, ale wszystko, co się na niej znajduje, trzeba poruszyć jednocześnie”.

„Stuttgarter Nachrichten”:

„Ofiary molestowania doświadczają teraz odżegnywania się w dalszym ciągu przez kościelnych przywódców od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Co prawda Benedykt XVI musiał przyznać, że uczestniczył w 1980 roku w posiedzeniu, na którym podjęto decyzję przyjęcia Petera H. do archidiecezji Monachium i Fryzyngi, ale temu i tak nie dałoby się zaprzeczyć, ponieważ protokół tej narady był jednoznaczny. Jednak do tej pory nie bierze współodpowiedzialności za to, że ofiary molestowania zostały napiętnowane na całe życie. Ustępując w roku 2013 ze stanowiska, jako pierwszy papież w historii, Benedykt XVI udowodnił, że potrafi podejmować decyzje i przejmować odpowiedzialność. Teraz powinien to uczynić ponownie”. 

„Badische Neueste Nachrichten” z Karlsruhe:

„Coś się jednak dzieje w Kościele katolickim. Emerytowany papież przyznaje, że brał udział w posiedzeniu, na którym rozpatrywano sprawę księdza, który wielokrotnie molestował seksualnie nieletnich. Dla wydania dalszych ocen, jak ogłosił jego sekretarz, musi najpierw przeczytać pełny tekst ekspertyzy. To jednak nie wystarczy ofiarom molestowania. I słusznie, bo oświadczenie Benedykta XVI jest pokrętne i połowiczne. Ale przynajmniej Joseph Ratzinger sprawia teraz wrażenie, że chce zmienić swój mocno nadszarpnięty wizerunek. A zatem: odwagi!”.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>