Prasa niemiecka: co naprawdę zajmuje ludzi i „bzdura” z dymkiem | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 14.01.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Prasa niemiecka: co naprawdę zajmuje ludzi i „bzdura” z dymkiem

Komentarze prasy w Niemczech z szeregu aktualnych kwestii wybierają przede wszystkim tematy wewnątrzniemieckie. Oprócz polityki prym wiodą opublikowane wczoraj dane demograficzne i groźba zabrania przerw na papierosa.

default

Braunschweiger Zeitung komentuje planowane powołanie parlamentarnej komisji śledczej mającej wyjaśnić wpadki w serii morderstw o neonazistowskim podłożu:

„Ohyda tych czynów jest trudna do przebicia, wstrząsnęły one Niemcami i zaszkodziły ich wizerunkowi. Dlatego nie wystarczy przeproszenie bliskich i przeczytanie nazwisk ofiar w Bundestagu, podczas gdy za kulisami będzie miało miejsce rozpracowywanie błędów i uchybień. Nie, wyjaśnienia musi podjąć się parlament, muszą wziąć je w swoje ręce ci, którzy są przedstawicielami społeczeństwa. Nie ulega wątpliwości, że parlamentarne komisje śledcze zaplątane w polityczne gierki, nie zawsze osiągają swój cel. Ta komisja jednak może wskazać drogę. Wyniki jej pracy w sprawie morderstw o neonazistowskim podłożu mogą wyjaśnić, czy zakaz NPD jest w tym roku w ogóle realistyczny”.

Westfälische Nachrichten zajmują się opublikowanym też wczoraj (13.01) barometrem politycznym:

„Mimo pojawiających się niemal codzienne nowych zarzutów wobec głowy państwa, CDU/CSU wyraźnie zyskało na poparciu społecznym. Dla chadeka Christiana Wulffa nie jest to jeszcze powód do zaczerpnięcia oddechu, bo prawie dwie trzecie Niemców uważa, że trwale zaszkodził piastowanemu przez siebie urzędowi. Co jest już wystarczająco złe. Ale w badaniach odzwierciedla się zarazem ranga problemów najbardziej pilnych do rozwiązania: afera Wulff, którą za ważną uważa 16 procent respondentów, jest daleko za kryzysem euro i kryzysem bankowym – 41 proc. głosów. Ważne decyzje zapadają nie tyle w pałace Bellevue, ile w Urzędzie Kanclerskim i w Brukseli. Tam drzemią prawdziwe troski ludzi”.

Dane Federalnego Urzędu Statystycznego o wzroście liczby mieszkańców Niemiec, który nastąpił po raz pierwszy od 8 lat, Westdeutsche Zeitung podsumowuje w ten sposób:

„Napływ (imigrantów – przyp. red.) minie. Powody: ci, których przyciągnął nowo otwarty rynek pracy, już tu są. Przybysze z nękanych kryzysem państw UE odjadą, kiedy tylko sytuacja się poprawi. Dlatego to, czego potrzebują Niemcy, to inwestycje w opiekę nad dziećmi, by więcej par decydowało się na dziecko. Wówczas nasze społeczeństwo nie będzie się kurczyło”.

Bańki mydlane z dymkiem

Opublikowane wczoraj na łamach Bild-Zeitung żądanie pracodawców ze Stowarzyszenia Małych i Średnich Przedsiębiortstw o wprowadzeniu w czasie godzin pracy całkowitego zakazu palenia, wywołało – jak można się było spodziewać – małą burzę:

Allgemeine Zeitung z Moguncji:

„Bańki mydlane, ważniactwo, krótko mówiąc: bzdura. Próba podjęta przez szefów małych i średnich przedsiębiorstw o zniesieniu przerw na papierosa, po raz kolejny pokazuje, do czego zdolni są niektórzy szefowie, jeżeli nie mają na głowie innych trosk. Nie trzeba u nas zakazów, bo prawa do tych przerw i tak u nas nie ma. Poza tym – i to najważniejsze – w wielu przedsiębiorstwach dawno już wypertraktowano w związku z tym obopólne porozumienie”.

Na ten sam temat Fränkischer Tag z Bambergu:

„Kto w ciągu ośmiogodzinnego dnia pracy, co 60 minut opuszcza na 5 minut miejsce pracy, opłacany jest codziennie za 40 minut nie robienia niczego. Ciąży to na przedsiębiorstwie, na kolegach i mówiąc krótko, jest po prostu niesolidarne. Jeżeli już przerwy dla palaczy, to proszę bardzo – to samo prawo dla wszystkich: co godzinę, pięć płatnych minut pracy”.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Barbara Coellen

Reklama