Praca, nauka, podróże: testy na koronawirusa jako panaceum? | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 10.04.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Praca, nauka, podróże: testy na koronawirusa jako panaceum?

Kończą się ferie wielkanocne, rodziny wracają z urlopów, dzieci zaś – do szkół. Wszystko to zwiększa ryzyko zarażenia się koronawirusem. Intensywne testy mają temu zapobiec, ale powodują także frustrację.

Testy na koronawirusa w Niemczech

Czy intensywne testy mogą być rozwiązaniem problemu?

Za kilka dni Tuelay i Mehmet Oenal [nazwisko zmienione] przylecą z Turcji do Niemiec, gdzie mieszka ich syn, który niedawno został ojcem i chce się ożenić. Dlatego ci świeżo upieczeni dziadkowie otrzymali w pandemii w drodze wyjątku niemiecką wizę. Ponieważ Turcja jest obszarem ryzyka, państwo Oenalowie muszą wypełnić dodatkowe formularze. Ciąży na nich obowiązek elektronicznej rejestracji podróży, nałożony przez Ministerstwo Zdrowia. Taki formularz jest dostępny w 15 językach, w tym po turecku.

Poza tym, chociaż niedawno oboje zostali zaszczepieni, muszą okazać podczas odprawy na lotnisku negatywny wynik testu na koronawirusa, który nie może być starszy niż 24 godziny. Państwo Oenalowie są tym wszystkim mocno podekscytowani. – Boimy się, że na koniec możemy nie zostać wpuszczeni do Niemiec – mówi Tuelaz Oenal w rozmowie z DW.

Testy na koronawirusa w Niemczech

Testy na lotnisku w Stambule

Negatywny wynik testu wystarczy do wjazdu

Ich obawy są raczej nieuzasadnione. Wylądują na lotnisku Kolonia/Bonn, a więc w Nadrenii Północnej-Westfalii. W porównaniu z innymi niemieckimi krajami związkowymi wymagania w tym landzie nie są tak surowe.

Osoby przybywające z obszarów ryzyka i wysokiego ryzyka nie muszą udawać się na kwarantannę. Na kwarantannę kierowani są tylko ci, którzy przyjeżdżają z terenów, na których grasują bardziej zaraźliwe mutacje koronawirusa. Wszystkich innych obowiązuje tylko przedstawienie negatywnego wyniku testu.

Zgodnie z niemieckimi przepisami od końca marca taki wynik muszą mieć wszystkie osoby przylatujące do Niemiec z zagranicy. W ten sposób rząd Niemiec zareagował na liczne podróże na Majorkę, ale także do innych regionów urlopowych. Od 14 marca Majorka nie jest już obszarem ryzyka. Od tego czasu loty na tę wyspę przeżywają prawdziwy boom. Od 26 marca do 5 kwietnia hiszpańskie przedsiębiorstwo państwowe AENA, które jest właścicielem i zarządcą wszystkich lotnisk w tym kraju, odnotowało 530 lotów z Niemiec i do Niemiec; mimo wszystkich apeli niemieckich polityków, którzy nakłaniali swoich rodaków, aby na Wielkanoc pozostali w domu.

Testy na koronawirusa w Niemczech

Niemcy masowo wyjeżdżają na Majorkę

Z powrotem do szkoły i do pracy

Powoli w całych Niemczech kończą się ferie wielkanocne. Rodzice muszą znowu udać się do pracy, a w niektórych z 16 niemieckich krajów związkowych ponownie rozpoczną się zajęcia w szkołach. W większości landów ferie skończą się 12 kwietnia, a w niektórych dopiero 19 kwietnia. Nie ma jednolitego uregulowania, czy uczniowie będą odbywać zajęcia w szkole, czy zdalnie u siebie w domu. Każdy kraj związkowy samodzielnie podejmuje decyzję w tej sprawie, która jest uzależniona od liczby nowych zakażeń koronawirusem.

Eksperci tymczasem przestrzegają, że liczba łóżek na OIOMach gwałtownie się kurczy.

Odpowiedzialni za tę sprawę landowi ministrowie oświaty opowiadają się zgodnie za jak największym osobistym udziałem uczniów w zajęciach szkolnych. – To nieodpowiedzialne – twierdzi przewodniczący związku zawodowego nauczycieli „Oświata i Wychowanie” Udo Beckman. Zwraca uwagę na gwałtowny wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem wśród uczniów, zwłaszcza młodszych, po wcześniejszym ponownym otwarciu szkół.

Czy intensywne testy mogą być rozwiązaniem problemu?

Landowi ministrowie kultury chcą temu zaradzić poprzez akcję powszechnego testowania uczniów na koronawirusa. – Testy należy tak rozbudować, żeby wszyscy uczniowie i nauczyciele oraz inne osoby zatrudnione w szkołach dwa razy w tygodniu mogły przeprowadzić samodzielnie test na koronawirusa – powiedziała przewodnicząca Komisji Ministrów Kultury (KMK) i szefowa tego resortu w Brandenburgii, Britta Ernst z SPD.

Taką akcję jeszcze przed feriami wielkanocnymi uruchomiono w Berlinie. Do szkół dostarczono zestawy testów, które następnie rozdzielono między uczniów. Nie obyło się jednak bez problemów. Zamiast obiecanych dziesięciu testów na każdego ucznia, w wielu miejscach rozdzielono ich tylko sześć, a niektóre zestawy okazały się bezużyteczne i trzeba je było odbierać od uczniów.

Testy na koronawirusa w Niemczech

Tylko w nielicznych szkołach prowadzone są testy. Tak jak w tej placówce w Dreźnie

Diabeł tkwi w szczegółach

Ale nie tylko takie niedociągnięcia budzą wątpliwości w skuteczność akcji masowych, samodzielnych testów na koronawirusa. Nie wiadomo na przykład, czy młodsi uczniowie potrafią przeprowadzić taki test zgodnie z załączoną do niego instrukcją. Związek zawodowy „Oświata i Wychowanie” twierdzi, że na taki pomysł musiał wpaść chyba ktoś, kto nigdy nie pracował w szkole.

Ale czy jest jakiś inny, lepszy sposób? W niektórych szkołach testy na koronawirusa przeprowadzają rano przed zajęciami osoby do tego przeszkolone. Ale to zabiera sporo czasu i kosztuje dużo więcej niż rozdanie zestawów do samodzielnego przetestowania się.

A jak będzie dalej w przedsiębiorstwach?

Zakażenia w szkołach, ale także w miejscu pracy, przez długi czas odgrywały drugoplanową rolę. Sytuacja zmieniła się, gdy w połowie marca Instytut Roberta Kocha w Berlinie opublikował raport, z którego wynikało, że źródłem licznych zakażeń są nie tylko gospodarstwa domowe, przedszkola i w coraz większym stopniu szkoły, ale również „otoczenie zawodowe”, czyli miejsce pracy. Instytut zalecił więc „wyraźne zwiększenie wysiłków na rzecz ograniczenia liczby i przerwania łańcucha nowych zakażeń”.

Testy na koronawirusa w Niemczech

Rząd naciska na firmy, by testowały pracowników

Rząd w Berlinie zaczął naciskać na przedsiębiorstwa, żeby rozszerzyły u siebie pracę w trybie home office i testowały regularnie na koronawirusa tych pracowników, którzy muszą pozostać na miejscu. Na początku marca zrzeszenia pracodawców dobrowolnie się do tego zobowiązały. Ale czy można na tym polegać?

– To zdumiewające, jak wiele już osiągnęliśmy – powiedział minister gospodarki Peter Altmaier po spotkaniu z przedstawicielami organizacji przemysłowców i pracodawców w czwartek 8 kwietnia. Ale potrzebą chwili są nowe, dodatkowe rozwiązania.

Czy trzeba będzie wprowadzić obowiązkowe testy?

Po wspólnej analizie sytuacji, resorty gospodarki i pracy doszły do wniosku, że w tej chwili tylko połowa przedsiębiorstw w Niemczech oferuje swoim pracownikom przynajmniej jeden test na koronawirusa tygodniowo. Inne firmy dopiero to planują. W rezultacie można liczyć na to, że w sumie 69 procent zakładów pracy w całym kraju wprowadzi u siebie w najbliższym czasie takie testy.

Kanclerz Angeli Merkel to nie wystarcza i twierdzi, że będzie zadowolona dopiero wtedy, gdy odsetek ten wyniesie 90 procent. – Jeśli tak się nie stanie, państwo wprowadzi urzędowe uregulowania w tej sprawie – zapowiedziala Merkel w połowie marca w Bundestagu.

Decyzja w sprawie obowiązkowych testów w przedsiębiorstwach zapadnie najprawdopodobniej już w przyszłym tygodniu.

Najważniejsze pytanie: co dalej?

Kraje związkowe liczą na to, że zwiększenie liczby testów na koronawirusa uchroni je przed wprowadzeniem ponownego lockdownu. Czy tak się stanie, o tym przekonamy się w najbliższych tygodniach.

Wtedy państwa Oenal nie będzie już w Niemczech. Ich wizyta u syna potrwa dwa tygodnie, a po niej odlecą do siebie do Stambułu. Będą ich obowiązywać te same formalności, co przy przylocie do Niemiec. Muszą powiadomić o przylocie tureckie Ministerstwo Zdrowia i wylegitymować się po wylądowaniu ważnym, negatywnym wynikiem testu na koronawirusa. To także w Turcji wystarczy, żeby nie musieli udać się na kwarantannę.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>