Polska górą w sprawie OPAL | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 10.09.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Polska górą w sprawie OPAL

Polska fetuje wygraną w sprawie gazociągu OPAL przed unijnym Trybunałem w Luksemburgu. Ten wbrew argumentom Komisji Europejskiej oraz Niemiec unieważnił decyzję z 2016 r. korzystną dla Gazpromu.

Gazociąg OPAL (lądowe przedłużenie Nord Stream) został oddany do użytku w 2011 r.

Gazociąg OPAL (lądowe przedłużenie Nord Stream) został oddany do użytku w 2011 r.

OPAL to lądowe przedłużenie gazociągu Nord Stream prowadzące przez terytorium Niemiec aż do granicy z Czechami. Budowa OPAL została ukończona w 2011 r. i pierwotnie Gazprom mógł wykorzystywać tylko połowę jego przepustowości z powodu unijnych przepisów, które – choć możliwe są wyjątki – nakazują właścicielom lub głównym operatorom rurociągów, by udostępniali część ich przepustowości innym graczom rynkowym. Jednak Komisja Europejska w 2016 r. po długich wahaniach i lobbowaniu m.in. ze strony Niemiec i Polski (reprezentujących sprzeczne interesy) zezwoliła, by ową zarezerwowaną dla innych graczy przepustowość mógł zagospodarować Gazprom poprzez formalny udział w wolnorynkowych aukcjach.

Decyzja Komisji Europejskiej z 2016 r. w praktyce zupełnie oddała rosyjskiemu gigantowi przesył gazu przez OPAL wbrew – jak od początku przekonywali krytycy – intencjom unijnego prawa i polityki energetycznej. Ich celem jest bowiem dywersyfikowanie źródeł energii zwłaszcza w Europie Środkowej żmudnie wydostającej się z – odziedziczonej jeszcze po czasach bloku radzieckiego – sytuacji uzależnienia energetycznego od Rosjan. Dlatego władze Polski, wspierane przez Litwę i Łotwę, wniosły do Sądu UE (to część TSUE) o unieważnienie decyzji Komisji Europejskiej z 2016 r. Natomiast przed unijnymi sędziami tej decyzji w sprawie OPAL bronili z urzędu prawnicy Komisji Europejskiej oraz przedstawiciele rządu Niemiec.

Sąd UE przychylił się dziś (10.09.2019) do argumentów Polski i unieważnił decyzję Komisji Europejskiej z 2016 r. jako „sprzeczną z zasadą solidarności energetycznej w UE. – Cieszę się, że racje Polski w tak ważnej instytucji europejskiej są dobrze słyszane. Wygrana Polski w tej sprawie zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia poważnego kryzysu gazowego na Ukrainie, który mógłby uderzyć też w inne państwa regionu, w tym w Polskę – komentował minister energii Krzysztof Tchórzewski. Triumfował też prezes PGNiG Piotr Woźniak. – Gazprom po przegranej z Polakami powinien zmniejszyć przesył gazu Nord Stream i OPAL o 12,4 mld m sześciennych – powiedział Woźniak dziennikarzom w Polsce.

Komisja Europejska zapomniała o solidarności

Natomiast w sprawie dalszych działań nie zadeklarowały się Niemcy oraz wyroku dotyczącego OPAL-u nie skomentowała we wtorek Komisja Europejska (przysługuje jej prawo apelacji), choć to właśnie jej Sąd UE wytknął poważne błędy z 2016 r. Uznał, że ciążył na niej obowiązek dokonania oceny, czy zaproponowana przez niemieckiego regulatora zmiana warunków z gazociągu OPAL „może naruszyć interesy innych państw członkowskich w dziedzinie energetyki”, a w przypadku odpowiedzi twierdzącej – „obowiązek wyważenia tych interesów z interesem, jaki owa zmiana stanowi dla Niemiec i dla całej Unii”. Tymczasem Komisja Europejska – jak wytknął Sąd UE – w ogóle nie przeprowadziła badania skutków zmiany warunków korzystania z OPAL dla bezpieczeństwa dostaw w Polsce. Ponadto Komisja „nie poruszyła szerszych

aspektów zasady solidarności energetycznej”.

Co z Nord Stream 2

Polska zwalczała ustępstwa wobec Gazpromu w kwestii OPAL-u, bo boi się zwiększenia uzależnienia energetycznego UE (głównie poprzez uzależnienie największego kraju, czyli Niemiec) od Rosji, co – w przekonaniu przeciwników Gazpromu – może przekładać się na uzależnienie polityczne. Jednak Berlin przekonuje, że już od dekad Niemcy i Rosja (a na początku Związek Radziecki) potrafiły utrzymywać powiązania energetyczne w separacji od polityki. Ponadto ogłoszone jesienią 2018 r. poparcie dla budowy niemieckich terminali do odbioru gazu skroplonego (np. LNG z USA) zwiększy potencjał dywersyfikacji dostaw gazu do Niemiec.

Ponadto Polska boi się wszelkich projektów gazowych osłabiających rolę Ukrainy jako kluczowego kraju przesyłowego dla gazu z Rosji do UE. To dla Kijowa oznacza bowiem zmniejszanie wpływów z opłat tranzytowych, zwiększa groźbę odcinania dostaw dla samej Ukrainy, a także – co bodaj ważniejsze – spadek znaczenia geopolitycznego Ukrainy w oczach Zachodu, a tym samym ryzyko spadku zainteresowania dla gospodarczej stabilności kraju (w tym w kontekście relacji Kijowa z Moskwą).

Kraje Unii i Parlament Europejski ostatniej wiosny przyjęły poprawki do dyrektywy gazowej, które powinny nieco utrudnić Gazpromowi wykorzystywanie pozycji monopolistycznej w sprawie budowanego obecnie gazociągu Nord Stream 2. Jednak te nowe przepisy oddają pewną uznaniowość w ręce Komisji Europejskiej, której Polska obiecuje patrzeć na ręce w sprawach gazu także za kadencji Ursuli von der Leyen.

 

Redakcja poleca

Reklama