Pięć lat Nord Stream. ″Projekt geopolityczny″ | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 04.11.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Pięć lat Nord Stream. "Projekt geopolityczny"

Od listopada 2011 r. rosyjski gaz płynie przez Bałtyk do Niemiec. Znacznie większe dostawy do UE, z pominięciem tranzytu przez Ukrainę, ma umożliwić Nord Stream II. Jednak ta inwestycja budzi kontrowersje.

Pod względem technicznym Gazociąg Północny (Nord Stream) funkcjonuje bez zarzutu: pod Wyborgiem nad Zatoką Fińską gaz zostaje wtłoczony do rur i po 1224 kilometrach przebiegających na południowy zachód po dnie Bałtyku, dociera do Lubmina w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Gdyby została wykorzystana cała jego roczna przepustowość, mogłoby ogrzewać mieszkania i gotować na syberyjskim gazie 2,6 mln gospodarstw domowych w zachodniej Europie.

Kontrowersje wokół Nord Stream II 

Pod względem politycznym Gazociąg Północny, w 51 procentach należący do kontrolowanego przez rosyjskie państwo Gazpromu, długo budził kontrowersje. Między innymi w Polsce, dla której Gazociąg Północny to nie tylko utrata znaczenia jako kraj tranzytowy dla rosyjskiego gazu, ale i zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego. Także niemiecko-rosyjskie partnerstwo energetyczne nie jest już tym, czym było pięć lat temu, w chwili oddania do użytku pierwszej nitki Nord Stream 8 listopada 2011. Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. i wspieraniu przez Moskwę prorosyjskich separatystów na wschodniej Ukrainie, Unia Europejska obłożyła Rosję sankcjami. Przepaść, jaka powstała między Rosją i jej europejskimi sąsiadami, od końca zimnej wojny jeszcze nigdy nie była tak głęboka.

Jest to jeden z powodów, dlaczego projekt rozbudowy gazociągu budzi takie kontrowersje i to nie tylko w Polsce. Czterema nowymi nitkami gazociągu, które mają być gotowe do 2019 roku, Rosja chce dostarczać do Europy około 110 miliardów m³ gazu ziemnego rocznie. Główny cel przedsięwzięcia to ominięcie tranzytu gazu przez buntowniczą Ukrainę. - Nord Stream 1 i Nord Stream 2 to dla nas projekty geopolityczne - twierdzi prezydent Litwy Dalia Grybauskaite. Równie jasno wyraził się szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski. - To szkodzi europejskiej solidarności - przestrzegał. 

Urodzinowy prezent z Brukseli

Deutschland Gerhard Schröder Nord Stream (picture-alliance/dpa/S. Sauer)

Symboliczne uruchomienie Nord Stream 8.11.2011 w Lubminie

Tymczasem pomimo tej krytyki rząd Niemiec wspiera Nord Stream II. – Projekt ten oznacza wiele korzyści dla niemieckiego rynku gazu – tłumaczy ekspertka Kirsten Westphal z Fundacji Nauka i Polityka (SWP) w Berlinie.

Dla państw Europy Środkowej i Wschodniej niemiecko-rosyjskie umowy zawarte ponad ich głowami budzą najgorsze skojarzenia. Z ekonomicznego punktu widzenia obawiają się utraty statusu krajów tranzytowych dla rosyjskiego gazu i związanych z tym strat finansowych. Z politycznego punktu widzenia obawiają się, że gaz stanie się dla Moskwy instrumentem nacisku politycznego. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej domagają się solidarności z Ukrainą. Także Unia Europejska nie jest stuprocentowo przekonana o potrzebie realizowania kontrowersyjnego projektu Nord Stream II. Przeciwnikiem projektu jest między innymi wpływowy przewodniczący frakcji partii chadeckich w Parlamencie Europejskim Manfred Weber.

Mimo to na piąty jubileusz Gazociągu Północnego Bruksela zrobiła koncernowi Gazprom prezent. Komisja Europejska zezwoliła mu na korzystanie z przepustowości Opalu (lądowej odnogi Nord Stream na terenie Niemiec) nie w połowie, tylko w 80 procentach. Pozwoli to też Rosjanom na wykorzystanie w większym stopniu Gazociągu Północnego. Mimo to wąskim gardłem całego systemu przesyłowego pozostają Niemcy. Dlatego, żeby poradzić sobie z brakiem przepustowości, planowane jest kolejne nowe połączenie prowadzące z Lubmina do Czech, gazociąg o nazwie Eugal.

2020 nierealistyczny

Pierwsze rury na potrzeby Nord Stream II zostały już dostarczone na wybrzeże Bałtyku do Meklemburgii. Realizacja całego projektu w dalszym ciągu stoi pod znakiem zapytania. – Istnieje wiele przeszkód politycznych i regulacyjnych – zaznacza Katja Yafimava z Instytutu Badań Energetycznych Uniwersytetu w Oxfordzie. Ekspertka liczy się z poślizgiem. – 2020 nie jest realistycznym terminem zakończenia projektu – mówi.

Po odmowie koncesji ze strony polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Klientów (UOKiK), koncerny zaangażowane w projekt zrezygnowały w sierpniu br. z planowanego utworzenia spółki joint ventures. Tym samym inwestycja, szacowana na 8 mld euro, jest obecnie czysto rosyjskim przedsięwzięciem. Firmy Uniper, Wintershall (Niemcy), OMV (Austria), Shell (Holandia) i Engie (Francja) są uważane za firmy „wspierające” projekt. Chcą uczestniczyć w budowie gazociągu, nie znaleziono jednak dotąd odpowiedniej formuły dla ich udziału. Według brytyjskiego eksperta z Sankt Petersburga Jacka Sharplesa, utrudnia to uzyskanie kredytu na planowane 70 procent kosztów inwestycji.                                                                                          

Ukrainy będzie się trudno pozbyć

Szef Gazpromu Aleksiej Miller wylicza chętnie, że mógłby zaoszczędzić rocznie 1,45 mld euro, gdyby nie musiał korzystać ze starej sieci przesyłowej przez Ukrainę. – Z punktu widzenia Gazpromu życzenie, by można było korzystać z krótkiej, nowoczesnej i bezpośredniej drogi do swoich klientów, jest racjonalne – mówi Kirsten Westphal.

Ukraina skasowała w 2015 roku za tranzyt rosyjskiego gazu około 1,6 mld euro. Bez tych zysków z tranzytu, straty finansowe narodowej spółki akcyjnej „Naftogaz Ukrainy”, byłyby dwa razy większe. Umowa tranzytowa wygasa jednak w 2019 roku. A Gazprom planuje kolejną obwodnicę – gazociąg Turkish Stream przez Morze Czarne do Turcji.

Deutschland Pipeline Nord-Stream (picture-alliance/dpa/S. Sauer)

Nord Stream jeszcze nie powiedział ostatniego słowa

Gazpromowi może być trudno pozbyć się Ukrainy. I ze względów technicznych, i politycznych. Wpływ KE ogranicza się wprawdzie do budowy rosyjskiego gazociągu – co do tego eksperci są zgodni, ale ostatecznie dojdzie zapewne do kompromisu: Rosja będzie mogła budować Nord Stream II, ale będzie musiała się zobowiązać do dalszych dostaw gazu przez Ukrainę. – Ukraina z kolei musi być gotowa do tego, by oferować konkurencyjne ceny tranzytu – zauważa Yafimava.

Uboczny efekt Nord Stream

Od 2011 roku dwoma nitkami gazociągu dostarczono około 146 miliardów m³ gazu – mówi rzecznik Nord Stream Steffen Ebert. Na czele zarządu rady nadzorczej spółki zarejestrowanej w szwajcarskim Zug, stoi niezmiennie były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder (SPD), który postawił na nogi cały ten interes razem ze swoim kolegą z Kremla, Władimirem Putinem.

Już sama dyskusja tocząca się wokół Nord Stream I i rosyjskich wpływów pomogła w tworzeniu unijnego rynku gazu, mówi Westphal. Na podobne, pozytywne skutki uboczne dla polityki energetycznej UE liczy też w przypadku Nord Stream II. – Oznacza to rozbudowywanie regionalnych kooperacji wzdłuż linii przepływu gazu i przyspieszanie integracji wewnętrznego, europejskiego rynku gazu – podsumowuje ekspertka SWP.

DPA / Elżbieta Stasik