Ostatni świadkowie – więźniowie obozów koncentracyjnych odwiedzają niemieckie szkoły | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 21.05.2010
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Ostatni świadkowie – więźniowie obozów koncentracyjnych odwiedzają niemieckie szkoły

Fundacja im. Maksymiliana Kolbe z Fryburga otacza byłych więźniów obozów koncentracyjnych z Polski nie tylko opieką. Organizuje im także w całych Niemczech spotkania z uczniami. Coraz częściej na prośbę młodzieży.

default

Niemieccy uczniowie wsłuchani w historię na spotkaniu z byłymi więźniami obozów koncentracyjnych z Polski

Gisela Multhaupt, jedna z wolontariuszek Fundacji im. Maksymiliana Kolbe (Maximilian-Kolbe -Werk) z Fryburga, mówi, że zapytań ze szkół o możliwość spotkań ze światkami historii z Polski jest „niebywała ilość". Szczególnie w tym roku - w 65. rocznicę wyzwolenia Auschwitz i rocznicę zakończenia II wojny światowej. Nie wszystkie zaproszenia do szkół udało się w tym roku przyjąć. Dwutygodniowy pobyt grupy więźniów obozów koncentracyjnych oprócz spotkań z niemiecką młodzieżą, przewiduje też wycieczki krajoznawcze, spotkania m. in. z Polonią, z włodarzami miasta, wizytę w winnicy, koncert itd. Ale najważniejsze jest zdrowie i samopoczucie gości z Polski - mówi Gisela Multhaupt. Najmłodszy uczestnik grupy, która w tym roku przyjechała na spotkania z młodzieżą do Kolonii ma 72 lata, najstarszy 86.

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk Flash

Gisela Multhaupt

Gisela Multhaupt po raz siódmy opiekuje się grupą byłych więźniów obozów koncentracyjnych z Polski. Dawniej angażowała się w organizowanie spotkań Niemców i Francuzów. W latach 90. jeździła do Polski i składała wizyty byłym więźniom obozów koncentracyjnych, tym, którzy potrzebowali pomocy medycznej. A teraz opiekuje się tymi, którzy mają jeszcze siłę na to, żeby przyjeżdżać na spotkania z uczniami do jej rodzinnego miasta, do Kolonii. Gisela Multhaupt ma 73 lata. Jest prawie rówieśniczką kilku z jej podopiecznych, których jako dzieci hitlerowcy osadzili z rodzicami w obozach koncentracyjnych. Po co to robi? Odpowiada po prostu: "Polska jest naszym najbliższym sąsiadem" .

Jestem po to, żeby coś podobnego nigdy miejsca nie miało

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Karol Gdanietz i Dominika Adamczewska

Karol Gdanietz był więźniem w Stutthofie i Sachsenhausen. Przyjeżdża do Niemiec, żeby – jak mówi - przekazać ludziom, a szczególnie młodzieży to, co się zdarzyło. „Tylko jestem po to, żeby coś podobnego nigdy więcej miejsca nie miało. Chodzi o to, żeby człowiek dla człowieka pozostał zawsze człowiekiem, i żeby nigdy jeden człowiek drugiemu człowiekowi nie wyrządzał nic złego”.

Młodym ludziom, którzy urodzili się kilkadziesiąt lat po wojnie, trudno jest sobie wyobrazić życie w obozie koncentracyjnym. Ale klasy, w których gościł Karol Gdanietz, były dobrze przygotowane, a pytania, które padały, na ogół były rzeczowe – chwali i opowiada o spotkaniu, jakie miał z młodzieżą dzień wcześniej. „W czasie mojej prelekcji była cisza, jakby makiem zasiał, wszyscy słuchali. Potem dali mi uprzednio przygotowany zestaw pytań, które ja starałem się rozwinąć. Mam bardzo miłe wrażenie z tych spotkań”. Karol Gdanietz wielokrotnie spotykał się w ciągu ostatnich lat z uczniami w zachodniej i wschodniej części Niemiec. Dobrze je wspomina. „Dla mnie satysfakcją jest to, że młodzież uważnie słucha i interesuje się”. Kiedyś padło pytanie, jak spędzał w obozie urodziny. Teraz śmieje się z tego, ale przyznaje, że go w pierwszej chwili zamurowało, i nie wiedział, co odpowiedzieć chłopakowi. „Bo przecież nikt o tym nie wiedział i nikt się tym nie interesował”- wyjaśnia.

C o myślała Pani w chwili oswobodzenia obozu?

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Byli więźniowie obozów koncentracyjnych z Polski na spotkaniu z młodzieżą w konsulacie generalnym w Kolonii

Dominika Adamczewska była więźniarką licznych obozów przejściowych zanim trafiła do Majdanka. Już czwarty raz przyjechała, żeby spotkać się z niemiecką młodzieżą. Dobrze pamięta pierwsze spotkanie. „Nie mogłam mówić, bo się rozpłakałam. Ale kolejne razy już coraz śmielej młodzieży opowiadam i młodzież słucha. Wczoraj, kiedy skończyłam swoją opowieść o pobycie w obozie jako dziecko, uczniowie powiedzieli: "Schade" (szkoda). Chcieliby jeszcze posłuchać. Bardzo mnie to usatysfakcjonowało, że młodzież chętnie słuchała, bardzo skupiona i za to jej podziękowałam”. Dominika Adamczewska uważa, że młodzież niemiecka jest bardzo dojrzała, bardzo zdyscyplinowana i „tak mądre pytania zadawała”. Ale jedno z pytań ją zaskoczyło. Chłopiec zapytał, co myślała, kiedy była wolna, kiedy oswobodzono obóz? Odpowiedziała, że o tym siostra i ona dowiedziały się od mamy. „Pomodliłyśmy się a potem uciekałyśmy, chociaż nikt nas nie gonił”.

C zy w obozie miała Pani zabawki i majtki?

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Marianna Bogusz (l.) i Alodia Witaszek-Napierała

Marianna Bogusz była więźniarką Ravensbrück. Do Niemiec na spotkanie z uczniami przyjechała po raz drugi. Przypomina sobie pierwsze spotkanie w niemieckiej szkole. Było bardzo emocjonalne. „Najpierw opowiadałam i wszystko było dobrze. Jak mówiłam o konkretach, to się rozpłakałam. Nie mogłam tego wytrzymać, bo uczniowie też płakali”. Miała 14 lat, kiedy była w obozie. Pracowała po 12 godzin dziennie w fabryce amunicji. „Strasznie było. Zimno, głodno, aufseherki pilnowały nas z psami. Jak szliśmy ulicą, to patrzyliśmy pod nogi, żeby się nie przewrócić. Bo jak się człowiek przewrócił, to bito nas”. Na tym pierwszym spotkaniu w szkole, z czwartą klasą, jakaś dziewczynka zapytała ją, czy miała majtki, a o rok młodszy chłopiec był ciekawy, czy w obozie była piaskownica, zabawki, klocki, jak się bawiły dzieci? „Już wtedy nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Ja myślałam wtedy tylko o chlebie, a nie o zabawkach. A on mnie się takie rzeczy pyta. Przykro było o tym mówić”.

Maximilian-Kolbewerk Hilfen für ehem. KZ Häftlinge Flash-Galerie

Pracownicy Fundacji Maximilian-Kolbe-Werk we Fryburgu. To oni organizują opiekę nad chorymi więźniami obozów koncentracyjnych w Polsce i ich pobyty w Niemczech

D laczego nic nie wiemy?

Andrzej Korczak-Branecki był więźniem m. in. Dachau i Buchenwaldu. Przeżył też dwa tzw. marsze śmierci. Sam do dzisiaj odnosi wrażenie, że to, co przeżył, było złym snem. „Chciałby o tym zapomnieć, ale to w głowie tkwi”- mówi. Pamięta, jak pierwszy raz pojechał do Buchenwaldu i nie był w stanie przez parę minut przekroczyć bramy obozowej.

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Andrzej Korczak-Branecki

Przyznaje, że bał się chyba wspomnień o tym, co tam przeżywał. O tym właśnie chce opowiadać młodzieży. Dlatego przyjeżdża do Niemiec. Ale za każdym razem, jak o tym powiada, to się denerwuje, bo „odżywa pamięć i te straszne rzeczy, te straszne widoki, ten głód, te wszy, które nas gryzły, te choroby” – to wszystko przeżywa za każdym razem. Andrzej Korczak-Branecki mówi, że młodzież niemiecka przeważnie słucha jego opowiadań z zaciekawieniem. Kiedyś uczniowie zapytali go, dlaczego o tym nic nie wiedzą. „Co ja mogłem takiemu uczniowi odpowiedzieć? Że powinien się spytać swoich dziadków i ojców, dlaczego im tego nie mówili? U nas w Polsce trudno było mówić, a w Niemczech było wygodniej o tym nie mówić. Ale ja zacząłem przyjeżdżać w latach 90. i o tym opowiadać”.

Mówimy i chcemy mówić o tym, co naprawdę było

Byłym więźniom obozów koncentracyjnych, którzy przyjeżdżają do Niemiec na spotkania z młodzieżą nie jest łatwo opowiadać o tym, co przeżyli.

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Brigida Czekanowska

„Ale musimy z tym walczyć” – mówi Brigida Czekanowska. Była więziona w Sachsenhausen i Ravensbruck. „Jesteśmy ostatnimi świadkami tego, co naprawdę było. Jeśli nie będziemy mówić, to nic nie będzie wiadomo”. Pani Brigida przyjeżdża do Niemiec, żeby pokazać, że mimo tego, co przeżyła w czasie wojny, można mieć w Niemczech przyjaciół.

Marian Jakubowicz, ma 85 lat. Był więźniem m.in. Gross-Rosen i Ravensbrück. Opowiada, że gdyby tylko myślał o tym, co przeżywał w obozach koncentracyjnych, to by teraz nie rozmawiał z młodzieżą. „Trzeba było stać się normalnym człowiekiem wychodząc z obozu koncentracyjnego, myśleć o przyszłości, założyć rodzinę, zdobyć wykształcenie, być człowiekiem normalnym. Nie należy zapominać, ale nie można było w tym tylko tkwić. Trzeba myśleć o przyszłości”.

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Marian Jakubowicz

Marian Jakubowicz mówi, że byli więźniowie obozów koncentracyjnych mają też dużo znajomych Niemców, dobrych przyjaciół, między innymi z kręgu Fundacji im. Maksymiliana Kolbego.

Marianna Bogusz spotyka się z niemiecką młodzieżą i opowiada o przeżyciach obozowych, „żeby więcej nie było wojny, żeby młodzież nie przeżyła tego, co my. Żeby był na całym świecie spokój, bo to jest najważniejsze” – mówi.

Chciałam tak jak motyle polecieć do góry!

Byli więźniowie obozów koncentracyjnych z Polski opowiadają młodzieży, że nikt z nich nie wierzył w normalne życie. Byli tylko numerami. Ale jak było możliwe po tak traumatycznych przeżyciach odzyskać wiarę w człowieka? – pytali młodzi ludzie.

Alicja Kubecka była dziewczynką, kiedy trafiła do Ravensbrück. Opowiada, że w obozie nie wyobrażała sobie, że jeśli kiedykolwiek przeżyje, nauczy się żyć normalnie jak każdy człowiek.

Polen KZ-Häftlinge Maximilian Kolbe Werk

Alicja Kubecka i Andrzej Szpotański

„Ale gdy nadeszła wolność, gdy zobaczyłam, że już nie ma koło mnie esesmanów, kiedy żołnierz amerykański pozwolił mi pójść do domu niemieckiego się wykąpać i zdjąć moje pasiaste, więzienne ubranie, i dano mi bluzkę z szerokimi jedwabnymi rękawami, i wiał wiatr majowy, i moje rękawy również wiały z tym wiatrem, i ja wtedy chciałam tak jak motyle polecieć do góry - bo taka była moja ogromna radość, radość wolności”.

Wielka wiara w człowieka, to jest najważniejsza rzecz, żeby przetrwać, a potem móc się cieszyć życiem – zapewniała młodzież Alicja Kubecka, którą przeżycia obozowe skłoniły do tego, żeby „myśleć o innym człowieku. Nie potrafię tylko żyć dla siebie”. Dlatego przyjeżdża do Niemiec, żeby o tym opowiadać młodzieży i przekonywać, żeby się cieszyli z tego, co mają.

Autor: Barbara Coellen

red.odp.: Małgorzata Matzke, Agnieszka Rycicka

Redakcja poleca

Linki

Audio i wideo na ten temat

Reklama