Opiekunki do dzieci w czasach korony. „Jak się nie da legalnie...” | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 16.10.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Opiekunki do dzieci w czasach korony. „Jak się nie da legalnie...”

Pandemia koronawirusa wyhamowała życie w wielu niemieckich rodzinach, gdzie dzieci miały opiekunki z zagranicy.

2,5-letni Jakob sam nalał wody do szklanki i dumny jest z tego, co już potrafi. Potem próbuje wlać wodę z powrotem do butelki. Zanim Oliver, jego tata jest w stanie zapobiec temu eksperymentowi, woda już rozlała się po kuchennym blacie, przy którym na krześle stoi mały blondynek. Dla Jakoba to żaden problem: „posprzątam!” - woła radośnie i z zapałem wyciera wodę kuchenną ścierką.

„Zostaw go, to tylko woda” – uspokaja męża mama chłopca, Caroline. Ten z westchnieniem opada znów na fotel, by za chwile znowu się poderwać: brat bliźniak Jacoba, Jaron, znalazł pustą butelkę po piwie na półce w otwartej kuchni i wymachuje nią w powietrzu. „Z bliźniakami jest coraz łatwiej” - mówi Caroline ze śmiechem. „Od czasu do czasu nawet potrafią już się wspólnie bawić. Ale niestety nie śpią już w południe, mimo że budzą się o piątej rano”. Caroline i Oliver, oprócz opieki nad dziećmi, jeszcze normalnie pracują. Sprawiają wrażenie wyczerpanych. Obydwoje mają wymagającą pracę, na którą już nie zawsze starcza im sił. Do tego długie wieczorne konferencje i podróże służbowe. „W marcu i kwietniu mniej się działo” - mówi Caroline - „ale od maja pracuję praktycznie w akordzie”. Do końca września udawało im się jeszcze pogodzić pracę i rodzinę, bo wtedy mieszkała z nimi Diana.

Przytulona do rodziny

Młoda Kolumbijka przez rok żyła jako au pair z rodziną w Berlinie-Friedrichshain. Opiekowała się bliźniakami i ich 5-letnią siostrą Clarą. Pomagała w praniu i sprzątaniu mieszkania. Ale przede wszystkim była na każde zawołanie - nawet jeśli dzieci zachorowały i nie mogły chodzić do przedszkola.

Termin „au pair” pochodzi z francuskiego i oznacza „na zasadzie wzajemności”. 30 godzin opieki nad dzieckiem i lekkich prac domowych tygodniowo w zamian za własny pokój, wyżywienie, kieszonkowe w wysokości 280 euro tygodniowo, prawo do wakacji i czasu wolnego oraz nauki języka na kursie. Dla młodych ludzi taka oferta jest atrakcyjna, ponieważ pozwala im na intensywne poznanie języka i kultury kraju goszczącego. Dla rodzin przyjmujących au pair jest to często jedyny sposób, by finansowo utrzymać w równowadze życie zawodowe i rodzinne i popyt na ten model rośnie po obu stronach.

W czasach korony niemieckie władze wstrzymały wizy dla opiekunek do dzieci z zagranicy

W czasach korony niemieckie władze wstrzymały wizy dla opiekunek do dzieci z zagranicy

W 2019 roku do Niemiec przyjechało ponad 15 tys. au pair. Ponad 9 tys. pochodzi z krajów spoza UE. Listę te otwierają Kolumbia i Gruzja, a następnie Ukraina, Rosja, Madagaskar, Zimbabwe, Brazylia i Wietnam.

Wymiana kulturowa z długofalowymi konsekwencjami

„Wszystkim bardzo nam brakuje Diany”- wzdychają tęsknie Oliver i Caroline. Również ze względu na to, jak wzbogacała ich życie przez swoja kulturę. „Gotowała dla nas specjały ze swojej ojczyzny, w zabawie uczyła Clarę liczyć po hiszpańsku i często rozmawiała z mężem o polityce” - wspomina Caroline. „Zamiast podróży do Kolumbii, mieliśmy część tego kraju w domu”.

Przyjaźń między rodzinami i ich opiekunami często trwa przez całe życie. Po wyjeździe Diany do berlińskiej rodziny miała przyjechać 23-letnia Seheno z Madagaskaru. Ale z powodu pandemii koronawirusa nie otrzymała wizy, a teraz i tak nie mogłaby przyjechać do Niemiec. Oliverowi trudno to zrozumieć. Nie chodzi tu przecież o krótki wyjazd wakacyjny, ale pobyt długoterminowy, który można zorganizować „bardzo, bardzo bezpiecznie i bez narażania innych”. Rodzina byłaby gotowa przejąć koszt testów i hotelu w okresie kwarantanny - w razie potrzeby zapłaciliby za wszystko. „Utrzymujemy kontakt i regularnie rozmawiamy z Seheno” - mówi Caroline. „Podobnie jak my jest bardzo niezadowolona z sytuacji, ale nie chce tracić nadziei. Uczy się niemieckiego w Instytucie Goethego i poza tym opiekuje się swoim czteroletnim bratem”. Ale rodzina z Berlina nie chce anulować zaproszenia. „Ma od nas przyrzeczenie”.

Jak się nie da legalnie, można inaczej

Inne rodziny nie są aż tak cierpliwe. Znane są przypadki, w których au pair przybyły do ​​UE przez Francję, a stamtąd wjechały do Niemiec, relacjonuje Caroline. Bardzo poszukiwane są także au pair, których wizy wygasają, ale opiekunki nadal przebywają w Niemczech. W mediach społecznościowych otrzymują atrakcyjne finansowo oferty, aby zachęcić je do pozostania i przeniesienia się do innej rodziny, nawet nielegalnie. Monika Supernok, wiceprezeska Stowarzyszenia Pomocy Au Pair, nieustannie słyszy o takich historiach. Głównym zadaniem jej organizacji jest prowadzenie przejrzystych kontaktów i zawieranie umów z młodymi ludźmi i minimalizowanie nielegalnego zatrudnienia. Supernok od miesięcy walczy o au pair chcące przyjechać do Niemiec. Pisała nawet do polityków i zainicjowała petycję online.

Nie ma zgody Bundestagu

We wrześniu tematem tym zajął się również Bundestag. Choć popierany przez partie opozycyjne wniosek o ponowne umożliwienie wjazdu au pair został odrzucony przez partie rządzące, Supernok nie chce się poddać. Szukając punktów zaczepienia, odkryła dyrektywę UE 2016/801. Reguluje ona wjazd i pobyt obywateli państw trzecich w celach naukowych lub studyjnych, w celu odbycia stażu, udziału w wolontariacie, programie wymiany studentów lub projekcie edukacyjnym oraz do pracy jako au pair.

Wytyczne zostały implementowane w prawie niemieckim przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, ale z pominięciem wolontariuszy i opiekunek au pair. Supernok uważa to za oburzające. Na podstawie tego rozporządzenia studentom nadal wolno przyjeżdżać do Niemiec w czasie pandemii, ale opiekunkom do dzieci odmawia się tego prawa. We Francji i Belgii jest inaczej: kraje te wdrożyły dyrektywę UE tak, jak została pierwotnie wydana.

Byle do wiosny

Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę infekcji koronawirusem, Supernok nie ma złudzeń, żeby niemiecki zakaz wjazdu mógł się zmienić w najbliższym okresie. „To wielka szkoda, bo młodzi ludzie nie będą w stanie nadrobić tego roku za granicą. Zazwyczaj wyjeżdżają tuż po szkole, a nie wtedy, kiedy zaczęli już uczyć się zawodu”. Caroline i Oliver również nie wierzą, że Seheno będzie mogła tak już wkrótce przylecieć z Madagaskaru do Berlina. Rodzina łata teraz luki w opiece nad dziećmi angażując dochodzącą opiekunkę, a starszą córkę od czasu do czasu wysyłając do dziadków do Dolnej Saksonii. „Mam nadzieję, że do wiosny jakoś damy radę” - mówi Caroline. W nadziei, że będzie wtedy szczepienie przeciwko Covid-19 i może wszystko się jakoś poprawi.

 

 

 

Reklama