Operowa aria na telefon | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 23.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Operowa aria na telefon

Komu przyjdzie ochota na wysłuchanie operowej arii, ten nie musi wbijać się w wieczorowy strój i podążać do opery. Wystarczy, że wybierze numer telefonu, gdzie śpiewacy wykonają dla niego na żywo wybrany utwór.

"Halo, chciałabym posłuchać Marylin" - mówi Vincenza Benedettino po wybraniu numeru w HAU, berlińskim tetarze Hebel am Ufer. I ze słuchawki płynie wyraziście piosenka filmowej divy, tak że nawet stojący obok w barze ludzie zaczynają się jej przysłuchiwać.

Strangers in a Song installation Menu

Arie można było wybrać z listy

Ta "Opera na telefon" to część audio-instalacji "Strangers in the song", w ramach której zawodowi śpiewacy operowi występują w dość niecodziennych okolicznościach, a mianowicie śpiewając w słuchawkę telefonu. Pomysł tej instalacji pochodzi od niemieckiej reżyserki operowej Sibylli Polster i amerykańskiej mezzosopranistki Dylan Nicole Bandy. Chcą one w nowatorski i niekonwencjonalny sposób zbadać relacje między słuchaczami a klasycznym repertuarem muzycznym.

Berliński krytyk muzyczny Uwe Friedrich z uznaniem wyraża się o tym projekcie, w którym telefon włączony jest w kreatywny proces i tworzy sztuczny dystans pomiędzy wykonawcami i odbiorcami, i który natychmiast jest przełamywany, bo "przez telefon jest się bardzo blisko osoby, która jest właściwie bardzo daleko".

W tym przypadku wykorzystuje się medium nowoczesnej komunikacji dla wypełnienia przestrzeni, której nie muszą pokonywać "klasyczni" słuchacze koncertów. "To postawienie wszystkiego na głowie".

Osobisty koncert

Strangers in a Song installation Zuschauer wählen Song

Publiczność podchwyciła zaproszenie do interakcji

Projekt "Strangers in the Song" prezentowany w ramach "100 Grad Berlin Festival" zdobył nie tylko uznanie krytyki, lecz także nagrodę publiczności.

Sześciu zawodowych śpiewaków rozlokowało się w dość osobliwych miejscach w trzech teatrach należących do HAU: w budce biletera w hallu teatralnym, w ciemnej pakamerze w pobliżu toalet, czy nawet w witrynie wystawowej. Każdy z nich przygotował specjalny repertuar, odpowiadający osobistym preferencjom i możliwościom, i korelujący z miejscem, gdzie miał być wykonywany. Obok telefonów wywieszono listy utworów "na życzenie", z zachętą, by korzystać z możliwości zadzwonienia do śpiewaka z prośbą o utwór.

Muzyka docierała do ludzi w różny sposób: jedni wyławiali ją uchem zza drzwi, za którymi odbywało się wykonanie, niektórzy słuchali jej przez telefon, z uchem przyciśniętym do słuchawki

Arie spod czerwonej latarni

American Mezzo Soprano Dylan Nichole Bandy

Mezzosopranistka Dylan Nichole Bandy

"Wcielam się w charakter pokazujący, jak prostytuuje się śpiewaczka", mówi Dylan Nichole Bandy. Stoi we frywolnym przebraniu w oknie wystawowym budynku HAU1, i wygląda jak dziewczyna żywcem wyjęta z okna amsterdamskiej dzielnicy rozpusty. Umyślnie przygotowała repertuar z podtekstami erotycznymi, jak pieśń Małej Syrenki z filmu Disneya czy "Sequidille" z "Carmen". "Każdy z tych charakterów wymaga innej interpretacji, innego operowania głosem", wyjaśnia artystka.

Żenujące momenty

Większość śpiewaków przygotowała klasyczne arie, ale Bandy miała w swym repertuarze także piosenki Marylin Monroe. Ta frywolność i miejsca występów czasami wywoływały u publiczności zmieszanie. "Najpierw ludzie nie wiedzą, jak w ogóle reagować: niektórzy się śmieją, inni wstrzymują oddech, inni nie reagują w ogóle. Niektórzy zagadywali mnie w połowie utworu, i wtedy nie wiedziałam, czy mam dalej śpiewać, czy zacząć z nimi rozmawiać. Ktoś zapytał nawet, czy sam mógłby mi coś zaśpiewać", opowiada artystka.

Krytyk Uwe Friedrich uważa, że projekt "Strangers in the Song" niewiele miał wspólnego z prawdziwą operą, ale z pewnością rzucił światło na to, jak ludzie traktują operę. "Szczególnie w Niemczech ludzie mają wręcz pseudo religijny stosunek do opery. Widzowie siedzą nabożnie na widowni jakby byli w kościele. Panuje grobowa cisza i wszyscy rozmyślają, co artysta miał na myśli ...".

A ponieważ berliński projekt odziera operę ze wszelkich mitów i burzy to nastawienie, stawiając na prostotę i bezpretensjonalność, znalazł poklask odbiorców. "W normalnym życiu nie słyszy się, jak ci ludzie śpiewają, występują przecież tylko na wielkich scenach", przyznaje jedna ze słuchaczek. "Tam jest się tylko częścią wielkiej widowni, a tu śpiew odbiera się bardzo blisko, to mi się szalenie podoba".

Dla niektórych słuchaczy ten kontakt ze śpiewakami był wręcz za bliski. Ale wtedy można po prostu odłożyć słuchawkę albo odejść, a nie przeciskać się między wąskimi rzędami foteli przepraszająco szepcząc do reszty widowni.

Cinnamon Nippard / Małgorzata Matzke

red.odp.: Barbara Cöllen

Reklama