Odporność na koronawirusa. Ile przeciwciał potrzeba? | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 03.09.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Odporność na koronawirusa. Ile przeciwciał potrzeba?

Czy moja szczepionka działa? Odpowiedź może dać test na obecność przeciwciał. Problem w tym, że nie wiadomo jeszcze gdzie przebiega granica odporności.

Trzy białka kolca koronawirusa

Trzy białka kolca koronawirusa

Po szczepieniu albo przebytym zarażeniu koronawirusem organizm produkuje antyciała przeciwko tak zwanemu białku kolca (spike). Wirus SARS-CoV-2 wykorzystuje to białko, aby za jego pomocą przyczepić się do komórek i do nich wniknąć. Antyciała rozpoznają wirusa po białku kolca, osadzają się na nim i w ten sposób powodują, że jest widoczny dla komórek układu odpornościowego. 

W przypadku szczepionek typu mRNA (Biontech/Pfizer czy Moderna) naukowcy wychodzili dotychczas z założenia, że osoby zaszczepione mają ochronę przed koronawirusem przekraczającą 90 procent. Nie dotyczy to jednak nowego wariantu Delta. W porównaniu z oryginalnym wirusem, ten nowy wariant jest o wiele bardziej zaraźliwy i rozprzestrzenia się już w wielu regionach.

Wariant Delta często dopada osoby, które przyjęły dopiero pierwszą dawkę szczepionki. Immunolog Carsten Watzl z Instytutu Leibniza przy Uniwersytecie w Dortmundzie szacuje, że efektywność preparatu Biontech/Pfizer spada przez to z początkowych 90 do 88 procent, a w przypadku szczepionki wektorowej firmy AstraZeneca z 66 do 60 procent.

Dane z Izraela wskazują wręcz, że ochrona przez zarażeniem wariantem Delta wynosi w przypadku szczepionki Biontech/Pfizer tylko 64 procent. Ochrona przed ciężkim przebiegiem pozostaje jednak wysoka i sięga 93 procent.

Szczepienie na koronawirusa

Szczepienie na koronawirusa

Wariant Delta stanowi dla naukowców spore wyzwanie. Osoby w pełni zaszczepione są w większości uodpornione na wszystkie znane dotąd mutacje wirusa, choć nie wszyscy –ostrzega Watzl.

– Samo szczepienie nie jest jeszcze gwarancją tego, że jest się odpornym. Decydujące jest to, czy nasz organizm wytworzył wystarczającą ochronę immunologiczną. Jak dotąd nie da się jej jednak zmierzyć – mówi.

Inaczej jest choćby w przypadku szczepionki na tężec, która działa przeciwko bakterii Clostridium tetani. Jeśli nie wiemy, czy mamy jeszcze wystarczającą ochronę, można to sprawdzić, badając krew. Jeśli poziom przeciwciał przekracza określony poziom, to dana osoba jest odporna na bakterie wywołujące tężec. Jeśli jest poniżej, to konieczne jest szczepienie odświeżające.

– W przypadku koronawirusa nie jesteśmy jeszcze na tym etapie. Nie wiemy jeszcze dokładnie, co trzeba zmierzyć, aby móc naprawdę stwierdzić, że ktoś jest odporny albo nie. Decydującą rolę odgrywają przy tym zapewne przeciwciała neutralizujące. Wiążą one wirusa, który nie może atakować kolejnych komórek. Ale nie wiadomo, jak wysoki musi być poziom tych przeciwciał – mówi.

Rola limfocytów T

Ale nie tylko przeciwciała odgrywają rolę w zwalczaniu infekcji. Gdy wirus wedrze się do komórki, przeciwciała nie są już go w stanie powstrzymać, bo same nie są w stanie dostać się do środka, a wirus może się namnażać. – Aby z tym walczyć, nasz system odpornościowy ma limfocyty T. Są one w stanie zwalczać zainfekowane komórki. To znaczy, poświęcamy parę komórek naszego ciała, tych zarażonych, żeby uniemożliwić wirusowi namnażanie się – tłumaczy Watzl.

Da się zmierzyć poziom limfocytów, choć test jest dość skomplikowany. – Same przeciwciała nie świadczą jeszcze o tym, jak dobra jest ochrona. Może zdarzyć się tak, że ktoś prawie nie ma przeciwciał. To znaczy, że może zarazić się wirusem. Ale odpowiedź limfocytów może być tak silna, że nie zachoruje ciężko – dodaje.

Oznacza to, że osoba o wysokim poziomie przeciwciał jest prawdopodobnie dobrze chroniona przed koronawirusem. Ale nie działa to w drugą stronę, czyli osoba o niewielkiej liczbie przeciwciał nie musi być pozbawiona ochrony.

Ile wynosi norma?

Badania na obecność przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2 wciąż posługują się różnymi normami. Zazwyczaj laboratoria mają jasne wytyczne oraz określone wartości minimalne i maksymalne. Lekarze mogą na tej podstawie stwierdzić, czy jakaś wartość jest w normie. W przypadku koronawirusa nie zostało to jednak jeszcze określone.

Produkcja szczepionki firmy Biontech/Pfizer w Marburgu

Produkcja szczepionki firmy Biontech/Pfizer w Marburgu

Można tylko szacować odpowiednie wartości, ale liczba przeciwciał może wahać się od kilkudziesięciu do kilku tysięcy. – Jeśli jestem w górnej jednej trzeciej albo w górnej połowie, to prawdopodobnie mam dobrą ochronę. Ale nie sposób jeszcze określić dokładnej wartości granicznej – mówi immunolog.

Wciąż nie wiadomo też, jak szybko obniża się poziom przeciwciał, choć wiadomo już, że z biegiem czasu się to dzieje. – Odbywa się to w dwóch falach. Kiedy spojrzymy na wartości bezpośrednio po szczepieniu, to poziom przeciwciał jest najwyższy. W pierwszych miesiącach spada on relatywnie szybko. W pewnym momencie spadek zwalnia, a potem pogłębia się już bardzo powoli. Znamy ten schemat z innych szczepionek, wydaje się, że tak samo jest z tymi przeciwko koronawirusowi – mówi Watzl. Zastrzega jednak, że nie zostało to jeszcze naukowo potwierdzone.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Są ludzie, którzy mimo dwóch dawek szczepionki, praktycznie nie mają przeciwciał przeciwko koronawirusowi. Można podejrzewać, że nie są one właściwie chronione – ostrzega immunolog. Niski poziom przeciwciał może być efektem wielu czynników. Jednym z nich jest wiek albo osłabiony układ odpornościowy, który nie działa tak jak u osób zdrowych. Czasami potrzebne jest trzecie szczepienie, aby organizm w ogóle zaczął wytwarzać przeciwciała.

Mimo tak wielu znaków zapytania Watzl jest optymistą. – Gdzie jest wartość graniczna, od której jesteśmy naprawdę chronieni? Tego nie wiadomo. Ale jeszcze do tego dojdziemy – przekonuje.

Obejrzyj wideo 02:00

Lockdown. Koszmar dla osób z depresją

Redakcja poleca