Nina Hagen - ikona niemieckiego punk-rocka | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 12.01.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Nina Hagen - ikona niemieckiego punk-rocka

Z okazji wydania nowego albumu „Volksbeat” piosenkarka Nina Hagen opowiada o pracy nad płytą, o jej poglądach religijnych i politycznych oraz o wielu innych ważnych dla niej kwestiach.

Już od prawie czterech dekad pięćdziesięciopięcioletnia Nina Hagen jest aktywna na niemieckiej scenie muzycznej. Szerszej publiczności znana jest ponadto z jej krzykliwego stylu ubierania oraz kaprysów à la diwa operowa. Urodziła się i dorastała w NRD. W wieku siedemnastu lat wyjechała do Polski, gdzie śpiewała w kilku zespołach muzycznych. W 1974 roku wróciła do NRD, gdzie kontynuowała karierę muzyczną. Jej fani nazywają ją chętnie ikoną punk rocka lub „matką niekonwencjonalności”. Zasłynęła także z zaangażowania w propagowanie pokoju na świecie. Obecnie prowadzi ustabilizowane życie w kręgu rodzinnym i od czasu do czasu wydaje nowe płyty.

Dziś Nina Hagen lubi opowiadać, jak w wieku siedemnastu lat po zażyciu LSD ujrzała samego Boga. Lecz chrzest przyjęła dopiero w 2009 roku, wcześniej wyznawała hinduizm. W 2010 roku wydała swoje pamiętniki, a rok później album „Volksbeat” z coverami utworów Boba Dylana, Wolfa Biermanna, i Curtisa Mayfielda.

Nina Hagen podczas koncertu w szwajcarskim Biel, rok 1998

Nina Hagen podczas koncertu w szwajcarskim Biel, rok 1998

Dlaczego nazwała Pani swój nowy album „Volksbeat”?

Ponieważ bicie serca narodu to też rytm, a właśnie ten rytm odzwierciedla się w tym, co śpiewa naród. Wprawdzie krytycy twierdzą: „No dobrze, ale Adolf Hitler mówił także cały czas o narodzie”. Ale my przecież też jesteśmy narodem. Pomimo faktu, że jakiś psychopata nadużywa tego słowa. We are the people – śpiewa także Patti Smith, w jednym ze swoich utworów. Power to the people – John Lennon również. To my jesteśmy narodem, koniec kropka. To my jesteśmy narodem dobrego ducha, miłości, pokoju i wolności. I to musimy znów sobie wywalczyć za pomocą tylko jedynej broni: naszej miłości.

Proszę opowiedzieć, dlaczego Pani nowy album czerpie w tak dużym stopniu z muzyki lat siedemdziesiątych?

Piosenki protestu z ubiegłych dekad nie straciły na aktualności. Pewien czarujący mężczyzna, który niedawno zaprosił mnie do swojego programu telewizyjnego, twierdził, że ja na tej płycie prawię kazania. Jeśli to jest głoszenie kazań, to jestem z tego dumna. Może to było jego pierwsze porządne kazanie w życiu, bo mam wrażenie, że dzisiejsza młodzież jest trochę zagubiona. Młodzi ludzie są bardzo rozpraszani, są ciągle tylko zabawiani. Nie potrafią dostrzec prawdziwego życia. Oni w ogóle nie interesują się polityką, a już wcale sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Ja jestem człowiekiem, który już od dzieciństwa interesował się polityką. Mój tata był antyfaszystą. Mój dziadek niestety nie przeżył II Wojny Światowej, ale mojemu ojcu udało się przetrwać. Tata w dzieciństwie często brał mnie na kolana i grał na gitarze, i śpiewał jedną piosenkę za drugą. To była atmosfera, w której się wychowałam. Od taty otrzymałam moją pierwszą edukację muzyczną. Dlatego moja muzyka to „volksbeat”, pomimo tego, że moje płyty nosiły różne nazwy.

Nina Hagen śpiewa hinduską pieśń w Berlinie w 2003

Nina Hagen śpiewa hinduską pieśń w Berlinie w 2003

Jakie jest przesłanie Pani płyty?

Chcę tylko prawdy, całej prawdy. Chcę pokoju, tylko pokoju – i żeby miłość się szerzyła, i żeby ludzie nie musieli się więcej bać. Dokładnie tego, co Brecht zawarł w piosence pt. „Bitten der Kinder” (w wolnym tłumaczeniu: „Dziecięce prośby”). To pierwsza piosenka na mojej nowej płycie. Jest to pewnego rodzaju krzyk, modlitwa, ale także wyraz oburzenia – widziane przez pryzmat militarny i międzyludzki. Powinniśmy bardziej angażować się w prawa człowieka.

Każdy ruch obrony praw obywatelskich, także w byłej NRD, czerpał swoją siłę z muzyki. W NRD ludzie byli ze sobą solidarni. Spotykali się w często w kościołach, którym w ten sposób przywrócono ich pierwotną funkcję tzn. miejsca schronienia dla potrzebujących bez względu na wyznanie. Tam czuli, że są zjednoczeni. Z kościoła wyruszali co tydzień na demonstracje poniedziałkowe. W końcu udało im się w pokojowy sposób wpłynąć na pozytywne zakończenie rewolucji pokojowej w NRD.

Na płycie znajdują się covery utworów takich artystów jak, Bob Dylan, Wolf Biermann i Curtis Mayfield. Jaki wpływ wywarła twórczość tych artystów na Panią?

Oni są moimi duchowymi braćmi. Ja chcę ciągle z nimi obcować. Jak również z wielu innymi artystami. Od dziesięcioleci śpiewam na koncertach oprócz własnych utworów, również piosenki innych muzyków. Na przykład pieśń autorstwa Theodora Fontane „Das Trauerspiel von Afganistan” (w wolnym tłumaczeniu: Tragedia Afganistanu), Brechta „Im Gefängnis sitzen” (W więzieniu) lub Biermanna „ Soldat, Soldat” (Żołnierz, żołnierz). Niestety wszystkie te utwory nie zmieściły się na jedną płytę. Nagrywając ten album chcieliśmy przekazać naszym fanom, że najważniejsza jest wierność swoim ideałom.

Jak ważna jest dla Pani religia?

Bliskie mi są wszystkie ofiary tortur, ludzie prześladowani, afrykańskie niemowlęta kąsane przez komary przenoszące malarię. Jestem częścią ludzkości. Jako matka i, miejmy nadzieję, przyszła babcia, oraz naturalnie jako niemiecka poetka, myślicielka, autorka tekstów i piosenkarka, chciałabym dotrzeć do jak największej liczby ludzi na całym świecie. Chciałabym przekazać im wszystkim, że nie jest ważne, czy wierzy się w życie wieczne, czy nie. Ważne jest, żeby dbać o zachowanie naszych etycznych zasad.

Proszę opowiedzieć kilka słów o utworze „Soma, Koma”, który zainspirowany jest książkami Georga Orwella i Aldousa Huxleya.

Obie książki przedstawiają przerażającą wizję ludzkości. Wszystko w tym fikcyjnym świecie jest kontrolowane. Ludzie mają wszczepione chipy i są genetycznie zmanipulowani. Myślę, że jeśli my sami nie zaczniemy się informować, także w internecie, to grozi nam podobnie przerażający los.

Piosenkarka wydała także swoje pamiętniki

Piosenkarka wydała także swoje pamiętniki

Napisała Pani także swoją biografię. Czy pomogło to Pani w zamknięciu pewnego rozdziału w życiu?

Miałam wspaniałe życie, więc chciałam się nim podzielić. Niestety jest kilku takich idiotów, którzy najwyraźniej nie wiedzą, co mają pisać, więc wyzywają mnie od krzykliwych skandalistek. Ale co to jest, proszę Pana, za nazwa zawodu? Gdybym urodziła się facetem, traktowano by mnie z trochę większym szacunkiem. Gdybym nazywała się Nino Grönemeyer, nikt nie miałby potrzeby wymyślać tak infantylnych przezwisk. To jest bardzo ciekawe zjawisko.

W wieku siedemnastu lat przeżyła Pani podobno spotkanie z Bogiem. Czy to prawda?

Proszę przeczytać moje pamiętniki. O takich doświadczeniach nie można rozmawiać w pośpiechu. Nie mamy teraz na to czasu. To było dla mnie bardzo ważnym przeżyciem. Doświadczyłam śmierci. Dotarłam do nieba. Widziałam Boga. To był ogromny prezent dla mnie, ponieważ dowiedziałam się, że Bóg mnie kocha. Błagałam go, żeby móc tam zostać. Nie chciałam wracać do mojego starego życia. Ale w końcu wyjaśniono mi, dlaczego muszę wrócić i dlaczego ludzie muszą umierać śmiercią naturalną.

Jakie Pani ma plany na najbliższą przyszłość? Myśli Pani o kolejnej trasie koncertowej?

Tak, w marcu ruszymy w trasę po Niemczech. Odwiedzimy także kilka miast we Francji. Poza tym nie pozostaniemy bezczynni. Niedawno znowu weszłam do studia. Nad nową płytą pracuję aktualnie z moją matką, córką, synem i przyjaciółmi. Rodzinnie nagrywamy muzykę taneczną i sprawia nam to wiele przyjemności.

Wywiad przeprowadził: Marc Mühlenbrock

Deborah Friedman / Magdalena Jagła

red. odp.: Elżbieta Stasik

Reklama