Nienawiść do obcokrajowców – pokłosie NRD? | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 26.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Nienawiść do obcokrajowców – pokłosie NRD?

Rasistowskie ekscesy w Budziszynie (Bautzen) i Clausnitz, Pegida rodem z Saksonii, rosnąca zwłaszcza we wschodnich Niemczech popularność AfD. Dlaczego akurat w dawnej NRD prawicowe ideologie padają na tak podatny grunt?

„Hańba z Clausnitz” – tłuszcza blokująca autobus z uchodźcami; płonące schronisko dla uchodźców w Budziszynie i oklaskujący to motłoch – to tylko dwa najnowsze przykłady jawnej nienawiści do obcokrajowców obserwowanej we wschodnich Niemczech. Zdaniem ekspertów incydenty te są ukoronowaniem długotrwałego procesu.

Potwierdzają go statystyki. Według danych federalnego ministerstwa spraw wewnętrznych połowa dokonanych w ubiegłym roku przestępstw o rasistowskim podłożu, przypada na landy wschodnioniemieckie. W porównaniu do 2014 roku ich liczba wzrosła o 40 procent. Ataki na azylantów, podpalenia, brutalne demonstracje, wandalizm mają miejsce przede wszystkim na wschodzie Niemiec, stwierdzają walczące z rasizmem, ksenofobią i antysemityzmem organizacje „Pro Asyl” i Fundacja Amadeu Antonio.

Począwszy od rasistowskich ataków na dom dla azylantów w Hoyerswerdzie (w saksońskim powiecie Budziszyn) w 1991 roku, socjologów i politologów od 25 lat zajmuje pytanie, dlaczego akurat we wschodnich Niemczech mnożą się przestępstwa o rasistowskim podłożu, dlaczego tam tylu zwolenników zyskuje populistyczny ruch Pegida (Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu) czy prawicowe partie NPD i AfD. Efekt tych przemyśleń: nie ma jednej odpowiedzi. Kluczem jest oddziaływanie wielu czynników. Najczęściej mówi się o następujących przyczynach:

Strach przed stratą i przed obcym

Po upadku muru w 1989 roku życie wielu mieszkańców wyizolowanej dotąd NDR radykalnie się zmieniło. Z gospodarką wolnorynkową przyszło wysokie bezrobocie, którego nie znała socjalistyczna gospodarka planowa.

– Z dnia na dzień życiowe i zawodowe doświadczenie straciło wartość i wszystkiego trzeba było uczyć się od nowa. Ludźmi to wstrząsnęło. I teraz znowu nadchodzą zmiany – tłumaczy socjolog David Begrich. W subiektywnym odczuciu ludzi, z napływem tak dużej liczby imigrantów znowu trzeba się liczyć z utratą wszystkiego i perspektywą nastawienia się na całkowicie nowe warunki życia. Politolog Uniwersytetu Technicznego (TU) w Dreźnie Hans Vorländer mówi o niepewności i strachu, o poczuciu odstawienia do lamusa.

W pozjednoczeniowych latach tysiące mieszkańców wyjechało, zwłaszcza z pogranicznych regionów Saksonii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Socjalne i gospodarcze skutki tego odczuwane są do dzisiaj. A dominującym uczuciem jest tam nierzadko brak perspektyw. – Subiektywni przegrani procesu transformacji szukają sobie innej grupy, która by zrekompensowała im ich sytuację – dodaje Tom Mannewitz, badacz ekstremizmu na TU Chemnitz. Taką grupą są obcokrajowcy, uchodźcy, wyznawcy obcej religii takiej jak islam.

Randalierer Rechte Gewalt Ausländerhass Eisenhüttenstadt 1992

1992: Neonazistowska demonstracja przeciwko cudzoziemcom w Eisenhüttenstadt

Prawie zerowy kontakt z obcokrajowcami

– Wschodnioniemieckie społeczeństwo dopiero teraz – 25 lat po zjednoczeniu Niemiec – odkrywa coś takiego jak różnorodność. Przedtem było w dalekim stopniu homogeniczne – mówi David Begrich prowadzący grupę roboczą „prawicowy ekstremizm” w sieci na rzecz demokracji w Magdeburgu (Saksonia-Anhalt). Rzeczywiście, od zakończenia II wojny światowej liczba obcokrajowców waha się we wschodnich Niemczech między 2 a 4 proc. mieszkańców. W NRD gościli wprawdzie tzw. robotnicy kontraktowi z zaprzyjaźnionych „braterskich krajow”: Polski, Wietnamu, Mozambiku, Węgier czy Kuby. Ale reżim NRD trzymał ich w odseparowanych kwaterach, z dala od mieszkańców. Do 1988 roku cudzoziemskim kobietom nie wolno było nawet rodzić dzieci w NRD.

– Rygorystyczna polityka wobec cudzoziemców, jaką prowadziła NRD, gettoizacja obcokrajowców, niemal całkowity brak kontaktów, wszystko to wycisnęło piętno na mieszkańcach – argumentuje politolog Tom Mannewitz.

Dyktatura zamiast demokracji

Wschodnioniemiecka bezpieka za czasów NRD donosiła o mazaniu ścian swastykami. Już wówczas prawicowi ekstremiści byli skrajnie brutalni, przypomina Matthias Quent z uniwersytetu w Jenie. Ich aktywność była przemilczana, ale sprawcy karani nader surowo. Zatajanie neonazizmu było typowe dla całego sposobu obchodzenia się przywództwa politycznego z ludnością. Nakazywano. Tworzono fakty.

– Oznacza to, że nie ma we wschodnich Niemczech doświadczenia z konkurencją polityczną, z polityczną konfrontacją w sensie prowadzenia polemiki i pluralizmu interesów – tłumaczy Mannewitz. W efekcie część społeczeństwa zamiast prowadzić poważną dyskusję, całkowicie odrzuca establishment i sięga po przemoc.

Krawalle um Flüchtlingslager in Dresden

2015: Sympatycy NDP protestują przeciwko obozowi dla uchodźców w Dreźnie

Kultura polityczna

W Saksonii w latach 2004-2014 przedstawicielom neonazistowskiej NPD udało się zasiąść w krajowym parlamencie. W 2006 posłowie tejże partii znaleźli się w parlamencie Meklemburgii-Pomorza Przedniego, gdzie są do dzisiaj.

Było to swego rodzaju potwierdzeniem i zachętą – uważa wielu politologów. Skrajnie prawicowa ideologia stała się niejako bardziej do zaakceptowania. – Kto sądzi, że nie zostawiło to śladów w kulturze politycznej landu, nie jest w stanie dostrzec, jak długofalowe może być polityczne działanie – mówi David Begrich.

Oczywiście, że rozwój ten pozostawił ślady. Tom Mannewitz wskazuje na rozwój Pegidy i AfD: – Ludzie mniej się boją, bo łatwiej niż kiedyś mogą teraz znaleźć popleczników.

Politolodzy i socjolodzy wypracowali szereg koncepcji, które pozwoliłyby przeciwdziałać tej sytuacji. Nie wszystkie się powiodły. David Begrich z Magdeburga podsuwa dlatego prostą radę. – Z tego doświadczenia możemy nauczyć, że trzeba się przyjrzeć także innej grupie, tym, którzy opowiadają się za demokracją i przede wszystkim tym, którzy zabiegają o integrację uchodźców i azylantów – konstatuje socjolog. Jego zdaniem potrzebna jest wyraźna kultura akceptacji, która wychodziłaby poza okolicznościowe przemówienia, które nie wnoszą niczego.

Wolfgang Dick / Elżbieta Stasik