Niemieckie spojrzenie na Jana Pawła II | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 27.04.2014
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Niemieckie spojrzenie na Jana Pawła II

Jan Ross w swojej niezwykłej, jak na niemiecki rynek, papieskiej biografii "Jan Paweł II. Papież stulecia" nie kryje fascynacji Janem Pawłem II, choć sam jest protestantem. Z autorem rozmawiał Tomasz Kycia.

Tomasz Kycia: Jest Pan ewangelikiem. Dlaczego zafascynowała Pana osoba Jana Pawła II?

Jan Ross: Wszystko zaczęło się od tego, że interesują mnie relacje polityki z religią. Pamiętajmy, że Jan Paweł II został papieżem mniej więcej w czasie, gdy w Iranie władzę przejął ajatollah Chomeini. To były czasy, gdy religia wróciła do powszechnej świadomości jako faktor polityczny. Oczywiście te dwie osobowości bardzo się różnią, ale łączył je pewien fenomen historyczny. Później zacząłem się wczytywać w nauczanie Wojtyły, głównie w jego myśł filozoficzną, bo na początku był bardziej filozofem niż teologiem. Próbowałem zrozumieć jego osobiste doświadczenia, a także jego historyczne osiągnięcia. Po pierwsze wymieniłbym jego walkę z komunizmem. Później Jan Paweł II był jednym z najciekawszych, nieubłaganych i niewzruszonych krytyków zwycięskiego Zachodu.

Galerie: Papst Benedikt Bild 14, Ratzinger begrüßt den Papst

Jan Paweł II i kardynał Ratzinger (2003): niemiecki teolog należał do najbliższych współpracowników polskiego papieża

TK: Ale z takimi poglądami należy Pan pewnie do mniejszości wśród niemieckiej inteligencji, a już na pewno w liberalnym środowisku tygodnika „Die Zeit”. A może krytyka papiestwa jest już tam niemodna?

JR: Polemika zawsze trochę pomaga w pisaniu. A ja na dodatek miałem wrażenie, że papież jest krytykowany niesłusznie i o tym pisałem. Później Jan Paweł II znalazł wśród niemieckich krytyków wielu sympatyków, szczególnie pod koniec pontyfikatu i po śmierci. Istnieje coś takiego jak respekt, a może nawet osobiste uczucie sympatii do kogoś, kto ma kompletnie inne zdanie, ale jednocześnie oryginalny charakter. Myślę, że to przekonało wielu przeciwników Jana Pawła.

TK: Co ma Pan na myśli, twierdząc, że Jan Paweł II był tu w Niemczech krytykowany niesłusznie?

JR: Kościół katolicki w Niemczech i w ogóle niemieckie społeczeństwo odbierało go jako kogoś osobliwego. Wojtyła nie mógł się wpasować w tutejsze ramy. Miał opinię człowieka nieidącego z duchem czasu, konserwatywnego. Jego duchowość maryjna przeszkadzała nawet katolikom, nie mówiąc już o protestantach. Miało się wrażenie, że ten papież zainteresowany był ekumenizmem w kontekście kościołów prawosławnych, że zależało mu na dialogu międzyreligijnym. Ale uważał chyba protestantów za wyczerpane i niewiele znaczące stowarzyszenie. To oczywiście nie było mile widziane w kraju, w którym ważny jest dialog między katolikami i protestantami.

"Był bastionem"

Papst Johannes Paul II. in Deutschland - 1980

Papież Jan Paweł II przybywa z pierwszą pielgrzymką do RFN (1980)

TK: Spróbujmy odwrócić sytuację: a może Wojtyła był ważny dla niemieckiej polityki i niemieckiego społeczeństwa?

JR: Był ważny jako kontrapunkt. Jako ktoś, kto prowokuje do myślenia. Niemieckie społeczeństwo zrozumiało to dopiero po latach. Proszę pomyśleć o debatach bioetycznych. One były tu dużo intensywniejsze niż w innych krajach. Kościół katolicki był tu kontrapunktem dla tych, którzy wierzyli jedynie w postęp. Był bastionem, w którym twierdziło się, że każdy człowiek ma swoją godność od momentu poczęcia. To był oczywiście Kościół Jana Pawła. W tym sensie odegrał on dużą rolę w tutejszej pluralistycznej debacie.

TK: A propos pluralistycznej debaty. W swojej książce o Janie Pawle II pisze Pan, że jego pochodzenie miało dla Niemców duże znaczenie, ponieważ Wojtyła przyszedł ze świata heroicznego, a Niemcy są przyzwyczajeni do dyskursu.

JR: Niemcy są krajem, który ma problemy z ludźmi argumentującymi wyraźnie: to jest dobre, a to złe. Niemcy nie lubią ludzi operujących wyraźnymi, bezkompromisowymi moralnymi pojęciami. Dobrym przykładem jest znienawidzony tu George W. Bush, który myślał w czarno-białych kategoriach. Wojtyła bardzo się od Busha różnił, ale mechanizm był podobny, bo nazywał po imieniu dobro i zło. Po części brał to ze swojej wiary, po części ze swojej dramaturgicznej perspektywy rzeczywistości. Przecież Wojtyła był aktorem, pisał dramaty, a dla dramaturgów ważny jest kontrast. Tymczasem niemieckie społeczeństwo nie lubi kontrastów, jest raczej społeczeństwem płynnych przejść i szarych odcieni. Dlatego ten papież był tu problematyczny.

Strona 1 | 2 | Pełna wersja

Reklama