Niemieckie kłopoty ze zwrotem energetycznym. Kto za niego zapłaci? | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 15.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemieckie kłopoty ze zwrotem energetycznym. Kto za niego zapłaci?

Niemcy gorączkowo szukają sposobu finansowania programu rezygnacji z energetyki jądrowej. Problem narasta, bo ostatnia elektrownia atomowa ma zostać wyłączona w 2022 roku, a koncernom energetycznym brakuje pieniędzy.

Bundesparteitag Grüne

Jürgen Trittin: "Sprawca zapłaci"

Niemieckie plany rezygnacji z energetyki jądrowej do roku 2022 nastręczają w praktyce sporo trudności. Koncerny energetyczne nie chcą przejąć nieprzewidzianych wcześniej kosztów rozbiórki elektrowni atomowych oraz składowania odpadów radioaktywnych i proponują powołanie specjalnej fundacji, która miałaby się zająć tym problemem. Na to jednak nie ma zgody ze strony polityków. Wiceprzewodniczący rządowej komisji ds. rezygnacji z energii jądrowej Jürgen Trittin z partii Zielonych powiedział w wywiadzie dla "Rheinische Post", że takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę.

Nie będzie "fundacji atomowej"?

- W razie powołania takiej fundacji koncerny energetyczne zostałyby całkowicie zwolnione z ponoszenia odpowiedzialności za możliwy wzrost kosztów realizacji transformacji energetycznej - oświadczył Trittin we rozmowie. W jego przekonaniu zaprzeczałoby to zasadzie "sprawca płaci", choć może zrozumieć powody, dla których wielkie koncerny E.ON, RWE, EnBW i Vattenfall domagają się ze strony władz federalnych poręczenia, że nie zostaną obciążone dodatkowymi kosztami rezygnacji z energetyki jądrowej w Niemczech. Koncerny przeznaczyły ze swej strony do tej pory na ten cel 38,3 mld euro.

Komisja rządowa zaproponowała w związku z tym rozwiązanie kompromisowe w postaci funduszu, który zajmie się kosztami przejściowego i ostatecznego składowania odpadów promieniotwórczych z elektrowni atomowych, a mówiąc ściślej zużytych prętów paliwowych. Ponieważ do roku 2050 nie ma co liczyć na powstanie w Niemczech ostatecznego składowiska takich odpadów, utrzymuje się niepewność co do wyboru właściwego miejsca i zastosowanych w nim rozwiązań technicznych. Komisja rządowa wychodzi z założenia, że do roku 2022 za składowanie atomowych odpadów płacą koncerny.

Deutschland Atomkraftwerk Gundremmingen

Kto zapłaci za rozbiórkę elektrowni i składowanie odpadów?

Na spotkaniu członków komisji rządowej z przedstawicielami koncernów w ub. piątek (12.02.2016) obie strony uzgodniły wstępnie, że sprawą ewentualnych dodatkowych kosztów mógłby zająć się specjalny fundusz majątkowy, na który koncerny wpłacą to, co jeszcze nie zostało wydane ze wspomnianej wyżej sumy 38,3 mld euro, a w zamian za to ograniczona zostanie ich odpowiedzialność finansowa za koszty dodatkowe zwrotu energetycznego w Niemczech.

Jak zawsze chodzi o pieniądze

W tej chwili sprawa wygląda tak, że jakiś fundusz jednak powstanie, ale nikt nie wie dokładnie, jaki ostateczny kształt on przyjmie i kto i ile nań wpłaci. Jürgen Trittin podkreślił zdecydowanie, że koncerny nie mogą wykpić się wpłacaniem udziałów, tylko muszą wnieść doń "żywą gotówkę". Wydaje się to jednak mało realne. Koncerny czują się ofiarą niemieckiej transformacji energetycznej i zwracają stronie rządowej uwagę na ich wciąż się pogarszającą sytuację finansową.

Wpłacanie przez nie gotówki na fundusz podkopałoby ich wiarygodność finansową i w skrajnym przypadku mogłoby oznaczać konieczność upaństwowienia niektórych z nich. - Nie leży to w interesie ani państwa, ani samych tych przedsiębiorstw - powiedział Jürgen Trittin w wywiadzie dla "Rheinische Post". Koncerny najchętniej oddałyby państwu eksploatowane przez siebie elektrownie węglowe, ale tych nikt nie chce. Wydłużenie ich eksploatacji, a tym bardziej unowocześnianie, w gruncie rzeczy zaprzecza celom transformacji energetycznej, zmierzającej w stronę tzw. "czystej, zielonej energii".

Wspomnianych już 38,3 mld euro istnieje tylko na papierze, ale - niestety - nie w postaci papierowych pieniądzy, tylko stanowią część walorów należących do koncernów obiektów: elektrowni, sieci przesyłowych i, w znacznie mniejszym stopniu, ich aktywów finansowych.

Ostatnio pojawiły się pogłoski, że nie stać ich w ogóle na opłacenie kosztów rezygnacji z energetyki jądrowej, które w tej chwili ocenia się na co najmniej 47,5 mld euro. Z tego względu komisja ds. zerygnacji z energetyki jądrowej chce spotkać się ponownie z szefami koncernów, a 29 lutego br. zamierza przedłożyć raport końcowy w sprawie modelu finansowania niemieckiej transformacji energetycznej.

rtrd, afdp, dpa / Andrzej Pawlak

Reklama