Niemiecki polityk zirytowany po wizycie w Polsce: „Nieładna sytuacja” | Echa polskie | DW | 14.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Niemiecki polityk zirytowany po wizycie w Polsce: „Nieładna sytuacja”

Przewodniczący parlamentu Bremy Christian Weber z SPD wyjechał z Polski z odczuciem, że został zlekceważony. Opowiedział o tym w Radiu Brema.

Christian Weber Präsident der Bürgerschaft der Freien Hansestadt Bremen

Christian Weber (SPD) jest od 1999 roku przewodniczącym parlamentu miasta-landu Brema

Podczas poniedziałkowych uroczystości 71. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof doszło do dyplomatycznego zgrzytu: szef parlamentu Bremy, który wraz z delegacją przybył na uroczystość, nie został dopuszczony do głosu. Jak podaje Radio Brema, „Christian Weber jechał do Polski z najlepszymi zamiarami. (…) Ale nie życzono sobie jego przemówienia” - podaje w swoim serwisie internetowym Radio Brema.

W wywiadzie dla Radia Weber opisuje całą sytuację. Jak mówi jest zirytowany, bo przyjechał do Sztutowa na zaproszenie organizatorów uroczystości - Muzeum Stutthoff. Został zignorowany: w ogóle nie poproszono go o zabranie głosu, choć przyjechał z przemową, którą wcześniej przetłumaczono na polski i przedłożono organizatorom. Dotyczyła niemieckich zbrodni, pojednania polsko-niemieckiego i wspólnej przyszłości w UE. Czekał, aż prowadzący go wywoła, ale się nie doczekał.

Weber: Byliśmy zirytowani

Do nieprzyjemnego momentu doszło też przy składaniu wieńców: – Mieliśmy wieniec od parlamentu Bremy (Brema to miasto na prawach kraju związkowego – red.). Pani Cornelia Pieper, konsul generalna Niemiec w Gdańsku, miała wieniec MSZ z niemieckimi barwami. Musieliśmy stanąć w długiej kolejce, nikt nic nam nie powiedział ani nie pomógł. Po prostu podeszliśmy między innymi i złożyliśmy wieniec. To była bardzo irytująca i nieładna sytuacja, bo nie było wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Przecież byliśmy tam zaproszeni.

Nie zgłosił się do organizatorów i nie interweniował? – Nie, to jest duża uroczystość. Było tam wielu byłych więźniów obozu. W takiej sytuacji człowiek się nie wpycha i nie narzuca, tylko to znosi – padła odpowiedź. – Ale byliśmy skonsternowani i zirytowani, bo przyjechałem z dobrymi zamiarami, żeby powiedzieć coś o Europie. Mamy nie tylko 71 lat od wyzwolenia obozu Stutthof, ale i 21 lat polsko-niemieckiej umowy o przyjaźni - dodał Weber.

Muzeum: To nieporozumienie

Program uroczystości – jak podaje „Gazeta Wyborcza” – został zatwierdzony przez wojewodę pomorskiego Dariusza Drelicha z PiS i goście go znali. – Być może doszło do jakiegoś nieporozumienia – tłumaczy "Wyborczej" dyrektor Muzeum Stutthof Piotr Tarnowski. Przyznaje, że w trakcie uroczystości zgłoszono mu, że Weber chciałby wygłosić przemówienie: – Być może gdyby ta myśl trafiła do mnie wcześniej, to taką korektę programu byśmy wprowadzili.

Przewodniczący parlamentu Bremy czuje się jednak zlekceważony i powodu upatruje w nowej władzy: – Gdy potem byliśmy w Gdańsku, wielu ludzi nam mówiło, że nowa partia rządząca PiS, ludzie Kaczyńskiego, zmieniają wszystko od góry do dołu, wyrzucają ludzi z pracy i funkcji, by wszystko obsadzić swoimi. W weekend, gdy przyjechaliśmy do Polski, była w Warszawie wielka demonstracja przeciw PiS-owi z 250 tys. uczestników. W Polsce wiele się dzieje, ludzie boją się o swoje demokratyczne prawa, które nowy rząd ma im odebrać.

Jak zaznaczył w rozmowie z Radiem Brema, na poziomie regionalnym chce nadal dbać o relacje między Polską a Niemcami: – Gdy prezydent Duda czy szefowa rządu jadą do Berlina, nie ma już tej spokojniej atmosfery między Niemcami i Polakami jak za starego rządu. Zmiana nastrojów jest już widoczna.

Opr. Monika Margraf