Niemiecki pacjent. Chora służba zdrowia | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 12.03.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Niemiecki pacjent. Chora służba zdrowia

Koronawirus ukazuje, jak chora jest niemiecka służba zdrowia, a szczególnie szpitale.

Od lat już lekarze i personel pielęgniarski uskarżali się na katastrofalną sytuację w szpitalach w Niemczech. Kryzys wywołany teraz przez koronawirus ujawnia całą prawdę.

Instytut Roberta Kocha wezwał szpitale, by ze względu na szerzącą się epidemię koronawirusa, były przygotowane na większą liczbę ciężko chorych pacjentów. Nie jest to jednak takie proste. Z 28 tys.  łóżek na niemieckich OIOM-ach aktualnie zajętych jest już 80 proc. To właściwie normalna sytuacja na przełomie zimy i wiosny, bo to sezon grypowy i na oddziałach intensywnej terapii leżą także pacjenci ze „zwykłą” grypą.

Plany awaryjne w szpitalach przewidują, że w momentach kryzysowych, także normalne oddziały przekształcane są w OIOM-y i ustawia się tam np. dodatkowe respiratory, obsadza inaczej personelem medycznym i pielęgniarskim. Planowane operacje są przekładane na dalsze terminy. Pacjenci nie wymagający natychmiastowej terapii odsyłani są do domu. To odnosi się nawet do pacjentów z nowotworami – wyjaśnia prof. Joachim Labenz, dyrektor kliniki w Siegen. – Tłumaczymy im, że ze względu na koronawirusa teraz nie mogą być operowani i muszą zostać w domu.

Przeciążeni lekarze

Trudno na razie przewidzieć, jak z koronawirusem poradzą sobie niemieckie szpitale. Prof. Labenz powtarza przy tej okazji swoje ostrzeżenie: chrońcie lekarzy i personel szpitalny, bo inaczej rozleci się cała służba zdrowia.

Ma on na myśli nie tylko epidemię koronawirusa. Jego zdaniem niemiecka służba zdrowia jest od dawna poważnie chora i to zakaźnie.

– Cały system jest chory i zaraża swój personel. Presja czasu, kosztów i przerost biurokracji doprowadziły do tego, że lekarze dochodzą do kresu swoich sił. Prawie 60 proc. lekarzy czuje się przeciążonych, bo często albo ciągle docierają oni do granic swojej fizycznej wytrzymałości. Przede wszystkim w szpitalach, w imię rentowności, cały system wyciśnięto jak cytrynę.

Ryczałt zamiast faktycznych kosztów

Winę za to ponosi bezwzględna ekonomizacja służby zdrowia. Do roku 1985 obowiązywał ustawowy zakaz generowania zysków przez szpitale. W dalszych latach zakaz ten sukcesywnie poluzowywano, by w roku 2004 wprowadzić zasadę tzw. ryczałtów za zabiegi medyczne, co jest ewenementem w skali świata. Kasy chorych refundują klinikom nie faktyczne koszty leczenia, lecz płacą za poszczególne usługi, zgodnie z ustalonym cennikiem. Liczono na to, że w momencie, kiedy wszystkie kliniki będą dostawały tyle samo, powstanie konkurencja, która zgodnie z zasadami wolnej gospodarki rynkowej miała doprowadzić do obniżenia kosztów leczenia szpitalnego. Stało się jednak zgoła odwrotnie. Niemcy mają obecnie jeden z najdroższych systemów ochrony zdrowia na świecie. Rokrocznie przez model ryczałtów prawie 2000 niemieckich szpitali dostaje 75 mld euro.

Lukratywne operacje

Szpitale najlepiej zarabiają na wszelkich operacjach z wykorzystaniem techniki medycznej. Na oddziałach ortopedycznych i kardiologicznych operuje się w Niemczech rekordową w skali świata liczbę pacjentów. Jak na taśmie pod nóż idą stawy biodrowe, kolanowe, kręgosłupy, bo przynosi to większy zysk niż opieka nad przewlekle chorym pacjentem. Kiedy wolna jest tylko jedna sala operacyjna, a trzeba operować dwóch pacjentów, robi się operację, która przyniesie większy dochód – wyjaśnia prof. Labenz. Ryczałtowa refundacja jest niezależna od tego, ile personelu zajmowało się pacjentem albo jakiej jakości materiału użyto podczas operacji. Zysk powstaje wtedy, kiedy koszty są niższe niż refundowany ryczałt. To doprowadziło do tego, że w klinikach redukowano personel, obarczając pracą pozostałych jeszcze pracowników.

Ekspresowe wziernikowanie 

Kolonoskopię, czyli wziernikowanie odbytu, w ramach profilaktyki nowotworowej doświadczony lekarz robi w pół godziny – wyjaśnia prof. Labenz. Od 1 kwietnia 2020 ryczałt za to badanie obniżony zostanie o 10 proc. Żeby w dalszym ciągu się ono opłacało, administracja kliniki obliczyła, że powinno trwać tylko 18 minut.

Jak wynika z sondażu niemieckiego związku lekarzy Marburger Bund, co piąty lekarz w Niemczech rozważa zmianę zawodu. Dotyczy to szczególnie młodych ludzi. W grupie lekarzy poniżej 35 lat 70 proc. ma pierwsze oznaki wypalenia zawodowego. Szczególnie u młodych lekarzy idealistyczne wyobrażenia o zawodzie bardzo szybko rozwiewają się w warunkach szpitalnych realiów – wyjaśnia Reinhard Strametz, wykładowca akademicki i działacz akcji na rzecz bezpieczeństwa pacjentów.

Co piąty lekarz w Niemczech rozważa zmianę zawodu

Co piąty lekarz w Niemczech rozważa zmianę zawodu

Lekarze, którzy w czasie całodobowych zmian nie mają czasu ani na jedzenie, ani na drzemkę, cierpią na skutek wyczerpania, braku snu i stresu.  Takie wycieńczenie organizmu obniża ich refleks tak samo jak gdyby spożywali alkohol. Prowadzi to do błędów, których w placówkach tak wysokiego ryzyka jak szpitale należałoby za wszelką cenę unikać – krytykuje Strametz.

Warunki muszą się zmienić

Przez długi czas panowało wyobrażenie, że lekarzy można obciążać pracą właściwie bez końca. Lecz ze względu na coraz więcej popełnianych przez nich błędów, nastawienie to musi się zmienić. Ich błędy nie wynikają z braku wiedzy czy braku odpowiedzialności, lecz są wyrazem niepewności podczas pracy w niepewnych warunkach.

Dyrektor kliniki w Siegen domaga się od polityki, by zadbała o lepsze warunki pracy w szpitalach, zniesienie ryczałtów za operacje i ustaliła minimalny standard obsady lekarskiej w klinikach.

W odniesieniu do personelu pielęgniarskiego wprowadzono już takie standardowe obsady. Niemiecki parlament pod koniec ubiegłego roku otworzył drogę ustawie wzmacniającej branżę pielęgnacyjną i w przyszłości koszty personelu opiekuńczego mają być wyjęte z ryczałtowych refundacji. Będą wypłacane w formie rocznego budżetu, uzależnionego od faktycznej liczby personelu. Nie dotyczy to jednak lekarzy.

Prof. Labenz uważa, że jest całkiem możliwe, że kliniki będą dalej próbować oszczędzać na personelu lekarskim, tym bardziej że coraz dotkliwszy deficyt lekarzy prowadzi do wielu wakatów.

Jak taka kulejącą służba zdrowia poradzi sobie więc z epidemią koronawirusa?

Będzie to zależało od tego, jak wielu pacjentów trafi do szpitala i ilu lekarzy będzie wtedy jeszcze gotowych zająć się nimi. W przekonaniu internisty z Siegen służba zdrowia może nawet skorzystać na epidemii koronawirusa, bo ukazuje ona wszystkim jak na dłoni, jak wydolne czy niewydolne są struktury służby zdrowia i ich personel.