Niemiecki historyk: „Rosja nie jest imperium“ | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 16.06.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Niemiecki historyk: „Rosja nie jest imperium“

Rosja ma imperialne dziedzictwo, ale nie jest imperium – mówi niemiecki historyk Martin Aust. Na czas po Putinie kreśli trzy scenariusze.   

Martin Aust: Rosja nie jest imperium

Martin Aust: Rosja nie jest imperium

Deutsche Welle: W swojej najnowszej książce „Cienie imperium – Rosja od 1991 roku" podkreśla Pan, że jeśli chce się zrozumieć Rosję, nie wolno jej demonizować jako imperium zła. Ale Rosja jest przecież imperium?

Martin Aust*: Nie, Rosja nie jest imperium. Wynika to z różnicy między Rosją od 1991 r. a starszymi formacjami historycznymi – imperium carskim i Związkiem Radzieckim. Przyjmując tę perspektywę, Rosja „straciła” w 1991 r. wiele terytoriów, które wcześniej były częścią imperium carskiego i Związku Radzieckiego. Dlatego – moim zdaniem – znajduje się ona w sytuacji postimperialnej, ma imperialne dziedzictwo, ale imperium nie jest.

Rosyjskie władze próbują odzyskać te „utracone” terytoria, na przykład Krym. Jest jeszcze Południowa Osetia, Abchazja, Naddniestrze.

- Regiony te mają bardzo różny status. Rosja włączyła Krym do Federacji Rosyjskiej; na Zachodzie mówimy: zaanektowała Krym. To jednak bardzo różni się np. od statusu Naddniestrza czy Osetii Południowej. Regiony te trudno ze sobą porównać. Nie można z tego też odczytać żadnego programu rządu w Moskwie, który byłby nakierowany na odzyskanie utraconego imperium.

Krym ma dla Rosji emocjonalną wartość, której nie mają Naddniestrze, Abchazja i Osetia Południowa. Gdyby dyskutowano o tym, by Naddniestrze stało się częścią Federacji Rosyjskiej, nie wywołałoby to w Rosji tak patriotycznego entuzjazmu, jak w przypadku Krymu w 2014 r. Myślę, że rosyjscy przywódcy działają pod wpływem sytuacji i w zależności od przypadku improwizują. Nie wyklucza to, że w przyszłości mogą powstać sytuacje, w których także inne regiony będą ponownie ściślej związane z Rosją.

Pisze Pan, że Putin w 2014 roku przeliczył się. Kreml nie liczył na tak ostrą i skonsolidowaną reakcję Zachodu na aneksję Krymu i jego ekspansję na wschodniej Ukrainie.

- Biorąc pod uwagę projekt Putinowskiej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, było wielkim życzeniem, by Ukraina stała się częścią tej Unii. Odzwierciedla to silne dążenie Rosji od 1991 r. do utrzymania bliskich więzi między Ukrainą a Rosją. Większość ukraińskich prezydentów uwzględniała to też we własnej polityce huśtawki między Rosją a Unią Europejską. Ale czas tej ukraińskiej polityki huśtawki skończył się definitywnie w 2014 r. Odgradzanie się od Rosji jest na Ukrainie tak silne, jak nigdy dotąd. Putin stworzył zatem dokładnie tę sytuację, której zawsze obawiano się w rosyjskich kręgach rządowych. Ostatecznie stracił Ukrainę.

Ale za to skonsolidował wewnętrznie Rosję.

- Nawet tego bym nie powiedział. W 2014 r. miała miejsce wielka narodowa mobilizacja, może jeszcze w pierwszą rocznicę w marcu 2015 r. Ale od tamtej pory nie widzę już w Rosji żadnego większego zachwytu patriotycznego, że Krym ponownie jest jej częścią. Jeśli chodzi o budżet państwa, pojawiają się też krytyczne pytania: ile kosztuje budowa infrastruktury niezbędnej do związania Krymu z Rosją? Ile kosztują świadczenia socjalne dla ludności Krymu i jakie są koszty widocznego zaangażowania Rosji w tajną wojnę na wschodniej Ukrainie?

Kto po Putinie?

Kto po Putinie?

Na końcu książki kreśli Pan scenariusze na przyszłość. Co może się stać po Putinie?

- Opisałem trzy scenariusze. Jeden byłby kontynuacją scenariusza krymskiego. Według niego, do Rosji zostaną włączone kolejne regiony. Co rusz w tej dyskusji pojawia się Białoruś, która tworzy już z Rosją unię. Ilekroć odbywają się wspólne manewry i rosyjska armia jest obecna na Białorusi, w mediach pojawia się pytanie, czy Białoruś może być kolejnym kandydatem do członkostwa w Federacji Rosyjskiej.

Przeciwny scenariusz polegałby na tym, że wzrosną problemy gospodarcze, zmniejszą się zasoby polityki i ewentualnie pojawią się nowe formy dezintegracji. W czasach po Putinie władza byłaby niepewna, regionalizm byłby w Rosji silniej artykułowany, co prawdopodobnie podważyłoby strukturę terytorialną Federacji Rosyjskiej.

Innym scenariuszem, który lokuje się jak gdyby między tymi dwoma wymienionymi, nie jest wiązanie przyszłości Federacji Rosyjskiej z kwestiami terytorialnymi, ale próba nowego zrównoważenia systemu politycznego w tym kraju. Myślę, że po Putinie Rosję czeka przede wszystkim trudna do oszacowania konkurencja o władzę. Trudno będzie wyobrazić sobie kogoś, kto zagwarantuje Putinowi pełną ochronę i immunitet. Jak tych około 100 rodzin z kręgu władzy Putina ma znaleźć rozwiązanie, które wyznaczy jedną osobę jako następcę Putina, jest dla mnie zagadką.

Rozmawiał Efim Schuhmann

*Profesor Martin Aust jest historykiem i nauczycielem akademickim. Wykłada na  Wydziale Historii Europy Wschodniej Uniwersytetu w Bonn.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na facebooku! >> 

Redakcja poleca