Niemiecki historyk: Ci, którzy skorzystali na upadku muru, domagają się budowy nowego | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 13.08.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polska i Niemcy

Niemiecki historyk: Ci, którzy skorzystali na upadku muru, domagają się budowy nowego

W 57. rocznicę budowy berlińskiego muru badacz enerdowskiej dyktatury Ilko-Sascha Kowalczuk ostrzega przed panującymi m.in. we wschodnich Niemczech i Polsce nastrojami zagrażającymi demokracji.

Ilko-Sascha Kowalczuk: „Akurat ci, którzy najbardziej skorzystali w Europie na upadku muru, najgłośniej domagają się budowy nowych” (imago/W. Wagner)

Ilko-Sascha Kowalczuk: „Akurat ci, którzy najbardziej skorzystali w Europie na upadku muru, najgłośniej domagają się budowy nowych”

Niemiecki historyk, badacz dyktatury komunistycznej w b. NRD Ilko-Sascha Kowalczuk ostrzega przed wzrostem znaczenia sił prawicowych we wschodnich Niemczech i krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce. „Mury mają powstrzymywać intruzów. Inaczej mur berliński: ten miał udaremniać ucieczkę” – powiedział na łamach „Berliner Zeitung” (13.08.2018) w 57. rocznicę budowy muru berlińskiego.

W latach 1989/90 myślał, że czas murów dobiegł końca. Było to jednak pomyłką – powiedział Kowalczuk.

„Najbardziej jestem zszokowany tym, że akurat ci, którzy najbardziej skorzystali w Europie na upadku muru – wschodni Niemcy, Polacy, Czesi, Węgrzy, Słowacy – najgłośniej domagają się budowy nowych murów” – dodał były członek komisji Bundestagu badającej historię i skutki dyktatury SED, obecnie szef działu badawczego urzędu Pełnomocnika ds. Dokumentacji Służby Bezpieczeństwa byłej NRD (STASI) i autor licznych książek na temat historii NRD.

Resztki berlińskiego muru są dziś przede wszystkim atrakcją turystyczną (DW/F. Hofmann)

Resztki berlińskiego muru są dziś przede wszystkim atrakcją turystyczną

Winne nierealistyczne oczekiwania

Rosnącą znowu popularność skrajnie prawicowych sił należy traktować „bardzo poważnie, ponieważ jest to we wschodnich Niemczech zjawisko zagrażające demokracji” – podkreślił historyk. Przyczyn należy szukać, jego zdaniem, w latach po przełomie politycznym 1989/90. „Po tym wielkim przełomie i często nierealistycznych oczekiwaniach wiele osób przeżyło bolesne doświadczenia: bezrobocie, bezsensowne przekwalifikowywanie, odpływ ludności, deindustrializacja”. Czołowe stanowiska w byłej NRD obsadzali ponadto przybysze z Zachodu.

Obejrzyj wideo 09:59

Jak powstawał Mur Berliński [WIDEO]

„Wielu mieszkańców Saksonii, Turyngii czy Meklemburgii-Pomorza Przedniego odczuwali tę sytuację podobnie jak Polacy, Węgrzy, Czesi czy Słowacy. W ich postrzeganiu samowyzwolenie zastąpiono okupacją” – zaznaczył Kowalczuk.

Nie pozostało to bez skutków. „Gdzieś musi znaleźć upust oburzenie rzekomym czy faktycznym wykluczeniem, dyskryminacją czy brakiem empatii aż po wrażenie, że elity z zewnątrz, dziennikarze, politycy działają ponad ich głowami” – uważa naukowiec.

„W historii niestety często było tak, że ta złość jest odreagowywana na innych: tak powstał w XIX wieku radykalny antysemityzm, tak awansowały po I wojnie światowej komunizm i nacjonalizm i tak od lat 90-tych poprzedniego stulecia rasizm, antysemityzm i ksenofobia obecne początkowo na marginesie społeczeństwa obejmują jego coraz szersze kręgi” – powiedzial w „Berliner Zeitung” Ilko-Sascha Kowalczuk.

(epd/stas)

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat