Niemiecka prasa: Trump wycofuje się z Syrii. „Niech tam walczą inni” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 21.12.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Trump wycofuje się z Syrii. „Niech tam walczą inni”

Dzisiejsze gazety obszernie komentują decyzję prezydenta USA o wycofaniu oddziałów amerykańskich z Syrii. Komentatorzy uważają, że następstwa tej decyzji mogą być poważne.

US Fallschirmjäger Afghanistan Paktika Abzug Truppen

Zdaniem niemieckiej prasy, wycofanie amerykańskich sił z Syrii to błąd

"Die Welt" z Berlina zauważa:

"Szkody spowodowane tą decyzją wykraczają daleko poza Syrię. Kto jeszcze zaufa USA, jeśli ich tacy długoletni sprzymierzeńcy jak Kurdowie, zostaną poświęceni z dnia na dzień? Jaki pokój mogą im gwarantować Stany Zjednoczone? Jakiego agresora mogą odstraszyć? Jest to zaproszenie skierowane pod adresem wszystkich wrogów Zachodu do wykorzystania przez nich braku woli i słabości koncentracji tego dyletanta".

Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung":

"Z jednej strony Donald Trump ma z pewnością powód, aby drwić ze swoich krytyków, którzy jego nagły rozkaz o wycofaniu się z Syrii nazywają zaskakującym. Prezydent USA już dawno przecież obiecał powrót amerykańskich żołnierzy do domu. Nawet, jeśli kilka miesięcy temu dał się jeszcze raz przekonać, żeby nie pozostawiać pola bitwy w Syrii Rosjanom, Irańczykom, Turkom, dżihadystom i reżimowi al-Asada, to nie ukrywał swoich wątpliwości co do sensu tej misji.

Z drugiej strony, jego administracja, od Pentagonu po Departament Stanu, głosiła ostatnio coś zupełnie innego. Także doradca Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego zapewniał, że Ameryka nie opuści Syrii, dopóki nie opuści jej ostatni Irańczyk. Dla partnerów Waszyngtonu wypływa z tego ponownie wniosek, że Trump w ogóle nie troszczy się o to, co wygadują jego ministrowie".

Jak pisze "Frankfurter Rundschau":

"Ten tweet (o wycofaniu się z Syrii, DW) pomyślany był jako prezent gwiazdkowy dla rodzin żołnierzy. Ostatecznie jednak zaskoczył on większość przyjaciół i wrogów USA na całym świecie. Na kilka dni przed Wigilią prezydent Trump ogłosił, że oddziały amerykańskie wracają do domu, samozwańcze Państwo Islamskie zostało pokonane, a misja w Syrii zakończona. Pentagon stara się teraz usilnie trochę osłabić tę jednostronną i zaskakującą decyzję swego najwyższego przełożonego, ale Trump nie chce już dłużej odgrywać roli policjanta na Bliskim Wschodzie. Teraz, jak napisał pod adresem swoich krytyków we własnych szeregach na Twitterze, niech tam walczą inni.

Prezydent USA świadomie akceptuje negatywne skutki utraty amerykańskiego prestiżu w niespokojnym regionie bliskowschodnim. Europejscy sojusznicy USA gwałtownie protestują, a kurdyjscy bojownicy, którzy do tej pory stanowili główną siłę walczącą z terrorystami z tzw. Państwa Islamskiego i ponosili przy tym duże straty, czują się zdradzeni i pozostawieni samym sobie".

"Rhein-Zeitung" z Koblencji pisze:

"Tym jednym tweetem Trump przeciwstawił się radom i opiniom wszystkich tych w swojej administracji, którzy mieli cokolwiek wspólnego z kształtowaniem amerykańskiej polityki w sprawie Syrii. Ta jednostronna decyzja zmieni układ sił na Bliskim Wschodzie na mniej korzystny od obecnego. USA wzmocniły nią wrogów Izraela stojących tuż pod jego bramami. Równocześnie, prezydent Putin znalazł się o wiele bliżej od realizacji swego marzenia o ustanowieniu ponownie rosyjskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie. Trump zredukował USA w tym regionie do roli widza".

Kropkę nad "i" stawia "Kölner Stadt-Anzeiger":

"Niewykluczone, że Trump nie przemyślał do końca skutków swojej decyzji. Być może do tego stopnia upoił się swoją rolą zwycięskiego wodza i głównodowodzącego troszczącego się o los swoich żołnierzy, że zapomniał o pomyślności i bezpieczeństwie Izraela. Ta jego nieoczekiwana wolta naraża najbliższego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie na śmiertelne zagrożenie: gdy Amerykanie wycofają się z Syrii, nic już nie będzie stało na przeszkodzie ustanowieniu irańskiego pomostu sięgającego od Teheranu, poprzez Irak i Syrię, aż do Wzgórz Golan".