Niemiecka prasa: Ten konflikt potrwa jeszcze długo | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 10.02.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Ten konflikt potrwa jeszcze długo

Niemieckie gazety nie wierzą w szybkie rozwiązanie kryzysu ukraińskiego. Wizyta kanclerz Merkel w USA nic tu nie zmieni - twierdzą komentatorzy.

Merkel bei Obama 09.02.2015

Angela Merkel i Barack Obama w Białym Domu (09.02.2015)

Stołeczna "Die Welt" uważa, że: "Przyszłość Europy nie zależy tak bardzo od (dostaw, red.) broni dla Ukrainy. Rozstrzyga o niej pytanie, czy wolny świat gotowy jest zmobilizować równie silną i stałą wolę stawienia oporu rosyjskim planom zaborczym jak kiedyś podczas zimnej wojny. Dostarczenie Ukrainie broni, aby lepiej bronić nowej linii demarkacyjnej pomiędzy wolnością i zniewoleniem, jest tylko jednym z wielu możliwych działań w celu powstrzymania i okiełznania Rosji. To jest przedmiotem debaty, na którą Zachód musi się zdobyć".

"Der Tagespiegel" z Berlina podkreśla, że: "Eksperci ds. obronności po obu stronach Atlantyku zdają sobie dobrze sprawę z kiepskiej kondycji ukraińskiej armii. Mężczyźni, walczący po stronie Kijowa przeciwko separatystom nie są najwidoczniej w stanie obsługiwać tak nowoczesnej (jak amerykańska, red.) broni, ani też zapobiec jej zdobyciu przez stronę rosyjską. Co to oznacza w praktyce? To, że amerykańscy specjaliści musieliby stanąć naprzeciwko rosyjskich żołnierzy walczących na wschodnim krańcu Ukrainy. A tych specjalistów należałoby przed nimi chronić. Czy taką wojnę możnaby jeszcze w ogóle nazwać zimną?".

Zdaniem "Volksstimme" z Magdeburga: "Baracka Obamę z Angelę Merkel łączy to, że oboje nie chcą żadnych dostaw broni na Ukrainę. Ale jest tak, jak jest. Różnica pomiędzy tym, czego się chce, a tym, co jest akurat konieczne, zwłaszcza w polityce potrafi być wyjątkowo duża. I tak oto w Waszyngtonie spotkało się tych dwoje, którzy nie bardzo wiedzą, czego mogą się po sobie spodziewać. W USA upieranie się przez Merkel przy rozmowach z Rosją i Ukrainą traktuje się często jako oznakę słabości i grę na zwłokę. Obama z kolei przez długi czas starał się pozostawić kryzys ukraiński tam, gdzie się toczy, a więc w Europie. Ale wskutek walki przedwyborczej prezydent USA znajduje się pod stale rosnącą presją. Coraz więcej Republikanów, ale także Demokratów, chce się zaangażować w sprawy Ukrainy. I tak podczas spotkania w Waszyngtonie zarówno Merkel jak i Obama sprawiali wrażenie, że unoszą się na fali wydarzeń, a nie wpływają na nie, bo nie bardzo wiedzą jakie działania z ich strony byłyby słuszne. Pewno jest tylko jedno: ten konflikt potrwa jeszcze długo, a jego ostateczny wynik jest niejasny".

"Sächsische Zeitung" z Drezna pisze, że "Analiza sytuacji w wydaniu Angeli Merkel kryje w sobie coś nad wyraz otrzeźwiającego i sprzyjającego pozbyciu się złudzeń. Jej uwaga, że świat poradził sobie także z murem berlińskim, oznacza przede wszystkim jedno: potrzeba będzie jeszcze dużo czasu, być może całych dziesięcioleci, zanim dojdzie do rozwiązania konfliktu osnutego wokół niepodległości Ukrainy. W tej chwili nie da się uzyskać niczego poza zamrożeniem działań wojennych. Ale dla ludzi kryjących się w piwnicach Doniecka nawet to oznaczałoby postęp".

Wychodzący w Düsseldorfie dziennik gospodarczy "Handelsblatt" zaznacza, że "To, że Merkel w roli rzecznika Europy może w ogóle rozmawiać jak równy z równym z Rosją i USA, wynika z faktu, o którym często się zapomina. Jej pozycja międzynarodowa opiera się na sile niemieckiej gospodarki, która bez trudu poradziła sobie z finansowymi i polityczno-gospodarczymi problemymi ostatnich lat. Niemiecki eksport przekroczył granicę biliona euro i był w roku 2014 tak wysoki, jak nigdy dotąd. O takich rekordach niezbyt fortunny prezydent Francji Hollande, który ostatnio znalazł dla siebie temat w postaci walki z terroryzmem i kryzysu na Ukrainie, może tylko pomarzyć. Brakuje mu politycznego znaczenia, między innymi dlatego, że jego kraj walczy przeciwko spadkowi do drugiej ligi".

opr. Andrzej Pawlak

Reklama