Niemiecka prasa: ″Sprzedawczynie od Schleckera″ na bruku | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 30.03.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: "Sprzedawczynie od Schleckera" na bruku

Niemiecka prasa komentuje w piątek (30.03.12) bankructwo drogerii Schlecker i fiasko tzw. spółki transferowej, która miałaby pomóc zwalnianym pracownikom.

"Może landowi ministrowie gospodarki z partii Wolnych Demokratów, (którzy zdecydowali, że nie powstanie spółka transferowa dla zwolnionych pracowników Schleckera - dop. red.) mieli powody dla tej odmowy - zaznacza Sueddeutsche Zeitung - ale wtedy był to najwyższy czas, aby je wyjawić. Jak do tej pory tylko kursowały pisma od jednego ministerstwa do drugiego, albo wydawano oświadczenia, że możliwy będzie wkład do spółki transferowej, jeżeli inni także się do niej dorzucą, ale jeżeli nie, to bardzo nam przykro... jest to polityka spod znaku 'kto jest najbardziej zimny'. W ten sposób doszło do katastrofy, która musiała się skończyć kapitulacją. Jedna kwestia to czy tak jest rzeczywiście w przypadku Schleckera. Druga natomiast to pytanie, czy polityka, która traktuje ludzi serio pokazuje, że o nich naprawdę walczy. Jeżeli politycy tylko kurczowo trzymają się swoich pryncypiów, nie mogą się potem dziwić, że ludzie nie idą na wybory".

Frankfurter Allgemeine Zeitung pisze, że "Nie będzie łatwo wytłumaczyć podniesionym już do rangi symbolu 'sprzedawczyniom od Schleckera', że kilkadziesiąt milionów euro poręczenia dla spółki transferowej to za dużo, ale że kilkaset miliardów euro wydanych w imię europejskiej solidarności jest w porządku. Całej sprawy nie upraszcza fakt, że firmę, o którą chodzi, jeszcze do niedawna otaczał nimb wczesnokapitalistycznej maniery i że trzeba było wiele wysiłku, by móc implementować tam związki zawodowe, by teraz otaczać opieką jej personel wystawiony na zimny podmuch neoliberalizmu. Zaślepienie rekordowym zatrudnieniem, obserwowanym w Niemczech, sprawia, że łatwo zapomina się, że to tacy panowie jak Schlecker dają pracę, albo ją niszczą".

"Cały dramat Schleckera był z punktu widzenia teatrologii na pewno niezłą tragedią" - uważa Nordbayerischer Kurier. "Pokazuje on przegranych bohaterów i okrutne czarne charaktery. Jako typy spod ciemnej gwiazdy występują politycy FDP, którzy walcząc o własne przetrwanie robią z dramatu szmirowaty spektakl. Jak cyrkowi treserzy niedźwiedzi wodzą po arenie na pasku swych partnerów koalicyjnych. W Bawarii w tę rolę wcielił się liberalny minister gospodarki Zell, a rolę niedźwiedzia przejął premier bawarskiego rządu Seehofer. Teraz 11 tys. sprzedawczyń od Schleckera dostanie wymówienie. Nie należą one do wyborczej klienteli Wolnych Demokratów. Dlatego ten dramat jest kiepskim przedstawieniem w jakimś opętanym teatrze".

Koelner Stadt-Anzeiger twierdzi, że "W przypadku Schleckera pod koniec już w ogóle nie chodziło o logiczne argumenty. Były to tylko zagrywki Wolnych Demokratów, którzy za wszelką cenę chcieli wyostrzyć swój profil zagrzewając się do wyborów, żeby w ogóle jeszcze ktokolwiek ich zauważył. Syndyk Schleckera będzie miał ciężko, bo wiele zwolnionych pracownic Schleckera wniesie skargi do sądu licząc na odprawy. A to uniemożliwi wręcz syndykowi znalezienie nowego inwestora".

Landeszeitung z Lueneburga uważa, że "ta słuszna decyzja nie mogła być bardziej błędna. Schlecker nie jest bowiem istotny dla systemu. Dlatego politycy, którzy od miesięcy jak najbardziej popierają wielusetmiliardowe poręczenia dla banków, nagle występują jako wielcy obrońcy gospodarki wolnorynkowej. Trudno jest wytłumaczyć ich postępowanie. Pozostaje tylko uczucie niesprawiedliwości - w społecznej gospodarce rynkowej to uczucie bardzo groźne dla całego systemu. W tym bowiem momencie bankructwa małych firm stają się istotne dla systemu. Dobrze byłoby, gdyby na maksymalną ochronę socjalną mogli liczyć nie tylko ludzie zwalniani z firm, o których bankructwie rozpisywała się prasa, ale wszyscy ci, którzy nagle znaleźli się na bruku bez własnej winy".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama