Niemiecka prasa: spór o parytet kobiet. Co myśli Angela Merkel? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 19.04.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: spór o parytet kobiet. Co myśli Angela Merkel?

Tematem komentarzy w prasie jest ustawowy parytet kobiet, którego nie udało się opozycji przeforsować w Bundestagu. Dyskusja, jaka toczyła się w tej sprawie rzuca jednak światło na rząd i jego szefową.

Bundeskanzlerin Angela Merkel geht am 18.04.2013 im Deutschen Bundestag in Berlin, während der Debatte um die Frauenquote an Bundesarbeitsministerin Ursula von der Leyen (beide CDU) vorbei. Im Plenum stand ein Gesetzentwurf des Bundesrats zur Abstimmung, der in Aufsichtsräten börsennotierter Unternehmen die stufenweise Einführung einer Quote für Frauen von 40 Prozent ab 2023 vorsieht. Foto: Wolfgang Kumm/dpa

Angela Merkel i Ursula von der Leyen (p)

Na forum Bundestagu przeszedł tylko "rozmiękczony" model parytetu kobiet w gremiach kierowniczych przedsiębiorstw. Do roku 2020 mają one stanowić 30 proc. składu rad nadzorczych. Nie przeszedł model ustawowej kwoty dla kobiet, propagowany przez opozycję i kilku polityków chadecji, m.in. minister pracy Ursulę von der Leyen, którzy jednak w ostatniej chwili poddali się partyjnej dyscyplinie. Wynik głosowania w Bundestagu komentatorzy interpretują jako wyraz wewnętrznych walk w rządzie i słabości Angeli Merkel.

"Spiegel" pisze": "Zwolenniczki kwoty dla kobiet w CDU sprzedały swoje przekonania za kilka miałkich obietnic. Sztywny parytet kobiet ma co prawda zostać wpisany w program wyborczy CDU i CSU, ale nie zostanie zrealizowany przed rokiem 2020. Mini-rebelia rozwiała się jak dym, kiedy paniom zaoferowano słabiutki kompromis. Nie świadczy to ani o wiarygodności ani o sile charakteru. (...)

Kwota dla kobiet, jak ukazała debata, nadaje się świetnie na etykietkę. Partie przyczepiają ją sobie, by demonstrować postępowość i liberalizm. Ale nie pojmują jej jako okazji, by zamanifestować przekonania, nawet jeżeli są one pod prąd. Dla tego celu temat ten zdaje się być nie dość palący. A sama kanclerz Merkel z większym entuzjazmem odnosi się do piłki nożnej niż do kwestii za i przeciw parytetu kobiet".

"Rhein-Zeitung" podkreśla, że "Ursula von der Leyen może być dumna z tego, że jej partia zapisała jednak sztywną kwotę w swym programie wyborczym, do czego ona zawsze dążyła. Minister ds. kobiet Kristina Schroeder może się pochwalić, że elastyczna kwota, jakiej zawsze chciała, do roku 2020 i tak wykatapultuje wiele kobiet na piętra kierownicze, tak, że żadna ustawa w ogóle nie będzie potrzebna. Jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje kanclerz Merkel, tego tak naprawdę nie wiadomo. Udało jej się uciszyć fale niepokoju w partii, nie określając swojego stanowiska. Nie pierwszy raz".

"Mannheimer Morgen" pisze: "Angela Merkel znowu wszystko puściła luzem i pozwoliła debacie rozwinąć się tak dalece, że rzeczy stanęły na ostrzu noża. Właściwie powinna była zdymisjonować swoją minister pracy (Ursulę von der Leyen), ale było to nie do pomyślenia na pięć miesięcy przed wyborami. Tak więc chadecy znów dokonali zwrotu kursu o 180 stopni. Można nazwać to pragmatyzmem. Ale kto doszukuje się przyczyn, dlaczego dotychczasowi wyborcy CDU nagle zaczynają skłaniać się ku "Alternatywie dla Niemiec", mają gotową odpowiedź. Ludzie po prostu mają już tego dosyć".

"Sueddeutsche Zeitung" uważa, że "Merkel chciała uniknąć nawet najmniejszego ryzyka i ugięła się. Gerhard Schroeder w przypadku takich konfliktów zwykł był reagować zupełnie inaczej. Podobnie jak w przypadku premii opiekuńczej i wyboru prezydenta Niemiec, także teraz widoczna stała się strukturalna słabość Merkel. Joachim Gauck rezyduje w Pałacu Prezydenckim, bo Merkel uległa szantażowi FDP. W przypadku premii opiekuńczej Horst Seehofer groził zerwanim koalicji i kanclerz Merkel poszła na ustępstwa. Co to wszystko oznacza? Z jednej strony, że Merkel wcale nie jest taka silna, jak wielu sądzi. A z drugiej, widocznie w przeszłości było zbyt mało rywali, którzy mieli odwagę stawić jej czoła. To odnosi się także do opozycji".

"Tagesspiegel" uważa, że "W kwestii parytetu kobiet nie trzeba było aż tak wiele odwagi, by uprzeć się przy swoim stanowisku - z szacunku dla swoich własnych poglądów, i z szacunku do otrzymanego mandatu poselskiego. Mandat jest dany zawsze tylko na jakiś czas. Jakby wielka nie była dyscyplina partii i klubu parlamentarnego, nie są one w stanie przedłużyć czasu na ławie parlamentu, jeżeli u wyborcy ugruntuje się przekonanie, że parlamentarzyści wyzbywają się swoich przekonań. Kobiety, które siedzą cicho, nie nadają się do uprawiania polityki równych szans".

Małgorzata Matzke

Reklama