Niemiecka prasa: Paryż zmieni wiele, ale nie wszystko | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 16.11.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Paryż zmieni wiele, ale nie wszystko

Komentatorzy poniedziałkowych (16.11.15) wydań gazet niemieckich piszą po zamachach w Paryżu o strachu, jego instrumentalizacji przez polityków, o walce z "Państwem Islamskim" w ramach sojuszu NATO.

Frankfurter Allgemeine Zeitung“ pisze, że „Paryż zmieni wiele, ale nie wszystko. Nie zmienią się przyczyny, a także paleta środków do ich zwalczania. Zmieniło się jednak uczucie, że bezpieczeństwo nie konkuruje z wolnością, lecz jest jej niezbędne do ochrony. Sprawdziły się obawy służb bezpieczeństwa, że pewna kombinacja z osób zagrożonych radykalizacją i bliskowschodniego militaryzmu przenosi konflikty ze świata islamskiego do Europy. Jeszcze ważniejszym wnioskiem jest to, że nienawiść skierowana ku zachodniej cywilizacji nie musi być już importowana. Jest ona wszędzie tam, gdzie fanatyzm prostego obrazu świata wykorzystuje słabości społecznej i kulturowej integracji (…). Po krwawym zamachu w Paryżu problem, jak należy zareagować, nie zmienił się od 11 września”.

Süddeutsche Zeitung“ wskazuje na to, że: „Terroryści, którzy dokonali zamachów w Paryżu i ich sympatycy mają główny cel: Chcą siać strach. Sianie strachu jest zbrodnią; wykorzystywanie strachu dla celów politycznych jest niegodziwe.

Ktoś, kto tak jak bawarski karierowicz Soeder (minister finansów Bawarii i polityk CSU, przyp. red.) mówi teraz: <>, ten ukradkiem przekonuje, że uchodźcy i terroryzm są jednak ze sobą związane. To jest instrumentalizacja strachu. To paplanina przekraczająca granicę wstydu”.

Tagesspiegel” przypomina wydarzenia sprzed 10 lat: „Francuzi i ich sąsiedzi przeżywają to samo, co Amerykanie we wrześniu 2001 roku - zamach na serce wielkiego miasta. Także reakcje są podobne. Trzeba zniszczyć agresorów, zwalczać ich tam, skąd pochodzą. A więc walka przeciwko PI w Syrii i w Iraku – czy także za pomocą wojsk lądowych? Tu należy uważać. Bilans operacji w Afganistanie i w Iraku nie przekonuje. Są one dzisiaj chwiejnymi państwami, które dają możliwość PI zakorzenienia się w regionie”.

Die Welt” stwierdza, że: „Mówienie o wojnie przeciwko PI znaczy, przeniesienie jej w miejsce, gdzie jest wróg – i nie tylko nalotami z powietrza, które nie przekonują, lecz także włączając w to na masową skalę potężną, zachodnią wojskową maszynerię. To obejmuje też gotowość do użycia wojsk lądowych. Żadne z państw-członków sojuszu nie może się wyłamać – zaistnienie przypadku z klauzuli wzajemnej obrony odnosi się do tego przekonania. Żadne ostrzeżenia przed ryzykiem i kosztami takiej interwencji jak i przed problemami przed następstwami nie zmienią faktu, że tylko Zachód jest w stanie rozbić PI. W wyniku takiej operacji może on też współtworzyć nowy porządek w Syrii”.

Frankfurter Rundschau” nawiązuje do spotkania grupa państw G20:

„Wynik spotkania ws. Syrii może rozpocząć proces pokojowy w kraju ogarniętym wojną domową. Najpierw USA i Rosja rozmawiały z regionalnymi liderami Iranem i Arabią Saudyjską o możliwych rozwiązaniach. Dążą one do stworzenia pod egidą ONZ przejściowego rządu, do którego wejdą przywódcy reżimu i opozycji. Potem odbędą się wybory. To najpóźniej będzie oznaczać polityczny koniec dyktatora Baszara al Asada, jeśli przedtem potężni gracze nie pozwolą wyjechać mu do wybranego przez siebie kraju i nie zapewnią tam bezpieczeństwa. Trudno będzie posadzić przy jednym stołe wrogie strony wojny domowej. Dlaczego na przykład syryjscy Kurdowie mieliby rezygnować ze swojej autonomii? Syria po zakończeniu wojny w dawnych granicach musi być bardziej zdecentralizowana niż jest dzisiaj. Inną kwestią jest ugrupowanie Państwo Islamskie, które odmawia jakichkolwiek rozmów. Międzynarodowa wspólnota państw ma jeszcze wiele do zrobienia”.

Opr. Barbara Cöllen