Niemiecka prasa o skandalu w Kolonii: katolicka moralność ważniejsza od ludzkiego współczucia | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 18.01.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o skandalu w Kolonii: katolicka moralność ważniejsza od ludzkiego współczucia

Przypadek odmówienia pomocy zgwałconej kobiecie przez dwa katolickie szpitale w Kolonii odbija się szerokim echem w niemieckiej prasie.

Beschauliche Szene in der Erfurter Innenstadt am 070.9.1995: Auf einer Bank genießen drei Ordensschwestern geruhsam die wärmende Herbstsonne.

"Berliner Zeitung" pisze: "Dwa katolickie szpitale nie tylko odmówiły udzielenia pomocy zgwałconej kobiecie i wydania recepty na tabletki wczesnoporonne, ale nie chciały także zabezpieczyć materiału dowodowego gwałtu. Jako powód podały ustalenie zawarte z kolońskim kardynałem Meisnerem. Jego rzecznik podkreśla, że klinikom nie wolno jedynie przepisywać tych pigułek, wolno natomiast zabezpieczać dowody. Inaczej mówiąc: katolickie szpitale mogą tylko przyczynić się ewentualnie do ustalenia sprawcy gwałtu, ale z moralno-teologicznych pobudek nie mogą udzielić zgwałconej kobiecie pomocy. Jeżeli egzystencja Kościoła katolickiego miałaby zależeć od praktykowanego miłosierdzia, to jego godziny są już policzone".

"Próba Kościoła katolickiego zawoalowania całej sprawy w Kolonii nie mogła wypaść bardziej dyletancko"- pisze "Landeszeitung". "To nie było żadne nieporozumienie w komunikacji z lekarzami. To był tylko wyraz fundamentalistycznego światopoglądu, który wymyśloną przez człowieka moralność stawia wyżej niż ludzkie współczucie i nakaz pomocy w nieszczęściu. Jest to postawa, która pozwala żywić wiele obaw co do tego, jak Kościół wywiąże się z przyrzeczenia danego ofiarom molestowania seksualnego przez duchownych. Ile uczciwości i pomocy mogą oczekiwać ofiary od instytucji, która prawo życia poczętego na drodze gwałtu stawia ponad prawo zgwałconej kobiety? Ile kompetencji w sprawie regulacji zachowań seksualnych można się spodziewać po instytucji, która za zwykłą przyjemnością doszukuje się diabła, ale nie jest w stanie potępić przemocy, jeżeli w ten sposób zostało być może poczęte życie?"

"Neue Westfaelische" zaznacza, że "Jak najbardziej na miejscu jest porównanie z mrocznym średniowieczem. Ale zdaje się, że był to tylko jakiś odosobniony przypadek, bo we właściwie wszystkich katolickich szpitalach lekarze wypełniają swoje obowiązki i pomagają kobietom, znajdującym się w opresji: czy zostały zgwałcone czy były maltretowane. Lecz także i ci lekarze mają rozterki moralne, jeżeli przepisują środki wczesnoporonne, doradzają kobietom aborcję czy nawet sami dokonują zabiegu. Tego wszystkiego bowiem zabrania im katolicki kodeks. Przypadek z Kolonii ukazuje, do jakich potwornych wypaczeń może to prowadzić w praktyce".

"Westdeutsche Zeitung" uważa, że "Akurat w tak delikatnych sytuacjach dobro ofiary gwałtu musi stać na pierwszym miejscu. Nie może przecież być tak, żeby straumatyzowana ofiara przemocy odsyłana była do innych szpitali, gdzie dopiero udziela się jej pomocy. Dlatego należy postawić pytanie, czy Kościół katolicki powinien w ogóle jeszcze być organizatorem służby zdrowia, jeżeli nie jest w stanie zapewnić całkowitej opieki, ponieważ coś koliduje z jego zasadami wiary".

"Mitteldeutsche Zeitung" pisze: "Na szacunek zasługuje ten, kto ma respekt wobec wielkiego daru, jakim jest życie i chce bronić nienarodzonych dzieci. Dobrze, że Kościół o to walczy. Sto tysięcy przypadków aborcji, jakie mają miejsce w Niemczech, to niepokojąca liczba. Ale, że Kościół odmawia przepisania zgwałconej kobiecie środka wczesnoporonnego i uświadomienia o jego działaniu, to jest co najmniej tak szokujące jak zdjęcia płodu po aborcji. Zgodnie z nauką Kościoła każde dziecko jest owocem boskiej miłości - i w najlepszym wypadku - miłości kobiety i mężczyzny. Jak jest to do pogodzenia z gwałtem, to pozostanie tajemnicą żyjącej w celibacie kasty księży, ich moralistów i prawników. Hołdują swoim zasadom i przy tym zapominają o ludziach".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama