Niemiecka prasa o podatku na meczety: „Kto płaci, decyduje” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 27.12.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o podatku na meczety: „Kto płaci, decyduje”

Dominującym tematem w komentarzach poświątecznej niemieckiej prasy jest planowany podatek kościelny dla muzułmanów, tzw. podatek na meczety.

Meczet DITIB w Duisburgu (picture-alliance/dpa/M. Kusch)

Meczet DITIB w Duisburgu

Frankfurter Rundschau" sięga po słynne zdanie wypowiedziane w 2012 r. przez ówczesnego prezydenta Niemiec Christiana Wulffa „Islam należy do Niemiec”:

„Jeżeli islam ma „należeć do Niemiec”, będzie musiał znaleźć własne formy organizacyjne, możliwie niezależne od pieniędzy i wpływów instytucji politycznych za granicą. O tyle propozycja rozszerzenia zasady podatku kościelnego na meczety przekonuje. Ale jednocześnie odwraca uwagę od zasadniczych pytań. Jeżeli już uważa się wierzących za bezwolne obiekty propagandy z zewnątrz – kto mówi, że podatek coś zmieni? A co z papieżem i katolikami? Albo: kto mówi, że zbliżone do państwa organizacje kościelne, jakie znamy, nadają się jako wzór do naśladowania? Chrześcijanie, żydzi czy muzułmanie: im bardziej ludzie czują się w tym społeczeństwie w domu, tym bardziej będą w stanie chronić się przed kuratelą. Rzeczywistym zadaniem jest praca właśnie nad tym”.

Zdaniem „Kölnische Rundschau”:

„Propozycja wprowadzenia dla praktykujących muzułmanów porównywalnego z podatkiem kościelnym „podatku na meczety", jest słuszna. Oczywiście na przeszkodzie stoi jeszcze niejeden problem biurokratyczny. I tak, także z „podatkiem na meczety” nie uniknie się tego, że radykalne kręgi z zagranicy datkami pieniężnymi będą próbowały wywrzeć wpływ na muzułmanów w Niemczech. Ale przeszkody biurokratyczne można pokonać. A dzięki ściąganemu w Niemczech podatkowi wielu muzułmańskim gminom wyznaniowym w ogóle umożliwi się zrezygnowanie z pieniędzy z wątpliwych źródeł. Śledzenie tej idei jest więc warte zachodu. Kto płaci, decyduje”.

Wątek ten podejmuje też „Neue Osnabrücker Zeitung":

„Kto opłaca imama, decyduje o modlitwie. Dlatego jest tak fatalnym, że wiele meczetów w Niemczech jest zależnych od pieniędzy z Turcji czy państw Zatoki Perskiej. Umacnia to a nie rozbija paralelne społeczeństwa. Od lat istnieje tu ogromna potrzeba reform. Jednak mimo niezliczonych konferencji islamskich prawie nic się nie stało. Także propozycja podatku na meczety analogicznego do podatku kościelnego nie jest niczym nowym. Ale nadzieję budzi tym razem fakt, że niemal wszystkie partie opowiadają się za położeniem kresu wpływowi zagranicznych sił na tutejsze muzułmańskie gminy wyznaniowe”.

Dziennik „Nordwest-Zeitung" z Oldenburga jest sceptyczny:

„Jeżeli chce się przytłumić zagraniczne wpływy, podatkowi na meczety musiałby towarzyszyć zakaz finansowania ich z zagranicy. Już teraz słychać larum podnoszone w Turcji i muzułmańskich gminach wyznaniowych tu w kraju. Przy tym wszystkim islam jest tak rozdrobniony w najróżniejsze ugrupowania, sekty, szkoły prawa czy narodowe społeczności, że przypuszczalnie niemożliwe będzie oszacowanie liczby organizacji, które będą mogły zostać uznane za „kościoły”. Wreszcie prawo do nałożenia i ściągania podatku nie jest też lekarstwem na radykalne sekty islamskie. Ci ludzie zawsze finansowali się sami. W równym stopniu nienawidzą Zachód i rządy w świecie islamskim. Z zasady nie robią oni interesów z państwem”.