Niemiecka prasa o pandemii: strach jest złym doradcą | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 23.10.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa o pandemii: strach jest złym doradcą

Niemiecka prasa w piątek (23.10.20) nadal analizuje różne aspekty polityki walki z pandemią koronawirusa.

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze: "Każdy, kto kilka tygodni temu z uśmieszkiem reagował na prognozę wykształconej fizyk, Angeli Merkel, że dzienna liczba zarażeń koronawirusem może przed Bożym Narodzeniem sięgnąć 20 tys., musi teraz przyznać jej rację. Ta dramatyczna liczba zakażeń, biorąc pod uwagę ich potęgujący się wzrost, może zostać osiągnięta lub nawet przekroczona w połowie listopada. Ale nawet bez lockdownu, Niemy nadal są w stanie uniknąć scenariusza z Bergamo: poprzez odpowiedzialne zachowanie każdego z osobna i wszystkich obywateli. Maska, odległość, mniej kontaktów społecznych i unikanie ryzyka pozostają najlepszym sposobem, by opanować pandemię. Nawet ten, który był tak ostrożny, zaraził się. Korona może dopaść każdego; korona nie jest spiskiem polityków".

"Sueddeutsche Zeitung" analizuje:

Ci, którzy wiedzą czym jest w matematyce funkcja wykładnicza, nie są dziś lubiani. Traktuje się ich jak panikarzy tylko dlatego, że potrafią przewidzieć przebieg epidemii korony. Ale mimo wciąż nowych rekordów zakażeń, eksperci - tacy jak ostatnio prezes Niemieckiego Towarzystwa Lekarskiego - powtarzają, że ludzie nie powinni popadać w panikę.

Bez wątpienia strach jest złym doradcą. Dlatego politycy nie powinni straszyć ludzi. Ale jest drobna różnica między straszeniem a informowaniem. Jeśli rozprzestrzenianie się wirusa zagraża społeczeństwu pod względem medycznym, ekonomicznym i edukacyjnym, należy to nazwać po imieniu.

Oczywiście powinno się przestrzegać przy tym pewnych reguł. Stale podnoszony palec wskazujący skutkuje zobojętnieniem ludzi, a zbytnie straszenie wpycha ich w ramiona mistyków teorii spiskowych. Dlatego ważne jest, aby obiektywnie wskazać konsekwencje rozprzestrzeniania się Sars-CoV-2, a jednocześnie wskazać rozwiązania. Ludzie nie są bezradni. Każda osoba może zrobić coś przeciwko wirusowi, po prostu rezygnując z czegoś. W żadnym razie nie można dopuścić do tego, żeby osoby odpowiedzialne za zwalczanie pandemii same zaczęły się bać, na przykład ostrzegać o konsekwencjach pandemii".

"Die Welt" zwraca uwagę na to, że:

"Do tej pory polityka walki z pandemią funkcjonowała w ten sposób: kanclerz i premierzy podejmowali decyzje w ramach organu, którego nie przewiduje konstytucja. Latem przez kilka tygodni rządziło jeszcze mniej znane gremium - wideokonferencja szefa Urzędu Kanclerskiego Helge Brauna z szefami 16 kancelarii premierów landów.

Kontrolę niezbędną dla każdej demokracji zapewniały jedynie sądy - ponad 60 razy odrzuciły wprowadzone regulacje jako nieproporcjonalne. Nie trzeba zgadzać się z każdym ich orzeczeniem, aby uznać, że podział władzy fukcjonuje - między władzą wykonawczą a sądowniczą.

Władza ustawodawcza jednak sama się wyciszyła. Ponownie. Parlament zawiódł już w trakcie ostatniej poważnej próby, w kryzysie uchodźczym. W tym czasie polityka otwartych granic była tematem debat w całym kraju - ale nie w niemieckim Bundestagu".

Temat ten podejmuje także prasa regionalna. Na przykład dziennik "Mittelbayerische Zeitung" (Ratyzbona) zauważa, że "oczywiście, nawet w ciężkich czasach korony musi istnieć krytyka władzy wykonawczej. Właśnie dlatego, że ci, którzy są u władzy, otrzymali szerokie uprawnienia, a w wielu przypadkach nawet nie ustanowiono podstaw prawnych; musi być prowadzona dyskusja oraz istnieć kontrola. Teraz bardziej niż kiedykolwiek. Więc to dobry znak, gdy sądy kasują tak bezsensowne zarządzenia jak zakaz zakwaterowania w hotelach. Praca sądownictwa pokazuje, że podział władz działa".

Wychodzący na granicy z Polską dziennik "Märkische Oderzeitung" (Frankfurt nad Odrą) koncentruje się na innym aspekcie: "Jeśli chcesz jechać do Polski na zakupy lub zatankować, musisz się pospieszyć, ponieważ dzisiaj masz praktycznie ostatnią okazję; od jutra granica znowu de facto zostanie zamknięta. Kto od soboty wybierze się do Polski tylko na zakupy, musi po powrocie poddać się 14-dniowej kwarantannie lub zrobić test, by udowodnić, że nie zaraził się koroną. Na razie nie jest jasne, kto tak naprawdę będzie to kontrolować.

Uzasadnione jest również pytanie, dlaczego Brandenburgia nie wprowadzi regulacji zwalniającej od tych obowiązków osoby przebywające w Polsce mniej niż 24-godziny tak jak zrobiła to Badenia-Wirtembergia dla pobytów w Szwajcarii. Ale jest też jasne, że w gęstniejącej dżungli przepisów landowych walka z pandemią polega przede wszystkim na indywidualnym poczuciu odpowiedzialności, z zachowaniem dystansu i zdrowego rozsądku".

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Redakcja poleca