Niemiecka prasa o manewrach ″szpicy″: ″NATO demonstruje, na co je stać″, | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 19.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o manewrach "szpicy": "NATO demonstruje, na co je stać",

Na poligonie w Żaganiu trwają manewry "szpicy" NATO. "NATO demonstruje, na co je stać", a prezydent Putin powinien odczytać manewry jako ostrzeżenie, dokąd wolno mu się posunąć, piszą komentatorzy niemieckiej prasy.

NATO Übung Noble Jump in Zagan

Minister Ursula von der Leyen wśród niemieckich żołnierzy uczestniczących w manewrach "Szlachetny skok" w Żaganiu

"NATO demonstruje, na co je stać", pisze w dzisiejszym (19.06) wydaniu monachijskiej "Süddeutsche Zeitung" Daniel Brössler. Swój reportaż z manewrów Połączonych Sił Zadaniowych Bardzo Wysokiej Gotowości, czyli tzw. "szpicy" NATO, na poligonie w Żaganiu-Świętoszowie autor zaczyna od przedstawienia jednej z sytuacji, zawartych w programie ćwiczeń: polscy żandarmii kontrolują podejrzany samochód i muszą odpowiedzieć ogniem na strzały z leśnej zasadzki.

"Jestem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem"

Dużo ważniejsze są jednak jego uwagi nt. politycznego znaczenia manewrów w Lubuskiem. Brössler podkreśla, że ich przebieg śledzi sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg i ministrowie obrony Holandii, Norwegii, Niemiec i pełniącej rolę gospodarza Polski.

Manewry "Noble Jump" (Szlachetny skok), w których uczestniczy 2100 żołnierzy z dziewięciu państw NATO, mają pokazać "jak szybko NATO-wska 'szpica', powołana na szczycie Sojuszu w Walii jesienią 2014 roku w reakcji na aneksję Krymu przez Rosję i konflikt zbrojny na Ukrainie, stała się rzeczywistością", pisze dziennik.

"Jestem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem", oświadczył sekretarz generalny NATO po pierwszym spotkaniu z żołnierzami. Następnego dnia Jens Stoltenberg w towarzystwie m.in. niemieckiej minister obrony obserwował z polowej trybuny przebieg starcia "sił separatystów" z jednostkami "szpicy". Tworzyły je: polscy, holenderscy i litewscy komandosi, pododdział czeskiej piechoty i 371 batalion niemieckiej piechoty zmotoryzowanej wyposażony w gąsienicowe BWP typu Marder. Ich akcję wspierali norwescy czołgiści uzbrojeni w Leopardy 2 oraz polska formacja śmigłowców szturmowych Mi-24 i dwa myśliwce F-16.

Polski minister obrony: "Tak tworzy się historię"

Autor artykułu podkreśla, że scenariusz tych ćwiczeń nawiązuje w oczywisty sposób do wydarzeń na Ukrainie Wschodniej, z tym, że tam prorosyjscy separatyści są nieproszonymi gośćmi, a manewry w Żaganiu rozgrywane są "w państwie członkowskim NATO mającym prawo do wsparcia go przez sojuszników" w razie zagrożenia.

"Süddeutsche Zeitung" przytacza wypowiedź polskiego ministra obrony Tomasza Siemoniaka, który oświadczył, że właśnie w taki sposób "tworzy się historię", gdyż manewry pokazały "jak NATO działa w praktyce i w jaki sposób Sojusz wcielił w życie postanowienia szczytu w Walii".

Manewry "Noble Jump" to dopiero początek

Daniel Brössler zwraca uwagę w swym artykule, że manewry "Noble Jump" stanowią tylko część serii czterech ćwiczeń "szpicy" NATO z udziałem ok. 14 tys. żołnierzy i zakrojonych na znacznie większą skalę manewrów na jesieni tego roku. Przypomina również, że USA rozważają rozmieszczenie w Europie Wschodniej ciężkiego uzbrojenia (w tym czołgów) i wyposażenia dla ok. 5 tys. żołnierzy, co już wzbudziło ostry sprzeciw Rosji.

"Wszystko co robimy ma charakter defensywny, odpowiada zaistniałej sytuacji i jest zgodne z naszymi zobowiązaniami międzynarodowymi", oświadczył w Żaganiu sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Ta uwaga odnosi się także do ewentualnego rozlokowania na wschodniej flance NATO ciężkiego sprzętu. Sprawa ta będzie przedmiotem obrad ministrów obrony NATO w przyszłym tygodniu w Brukseli, czytamy w "Süddeutsche Zeitung".

Gazeta cytuje niemiecką minister obrony Ursulę von der Leyen, która uznała możliwe przerzucenie ciężkiego sprzętu z USA do Europy Wschodniej za "wyważone posunięcie defensywne" i podkreśliła znaczenie uświadomienia "państwom bałtyckim, ale także Polsce, Rumunii i Bułgarii, że ich troski są także naszymi troskami, i że wszystkie 28 państw członkowskich Sojuszu ręczą za ich ochronę".

Niemiecka szpica na wschodzie Europy

Taki tytuł nosi gościnny komentarz Wernera Sonne, b. korespondenta pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej ARD w Warszawie i Waszyngtonie, w dzisiejszym (19.06) numerze "Kölner Stadt-Anzeiger".

Sonne przytacza słowa obecnego w Żaganiu naczelnego dowódcy sił NATO w Europie Philipa. M. Breedlove'a, który podkreślając, że manewry "Noble Jump" mają "charakter defensywny" zwrócił jednocześnie uwagę, iż stanowią one "wyraźny sygnał" gotowości Sojuszu Północnoatlantyckiego do udzielenia "odpowiedzi na rozwijające się wyzwania na jego południowej i wschodniej flance".

Innymi słowy, pisze Sonne, prezydent Putin powinien odczytać jako ostrzeżenie, dokąd wolno mu się posunąć. To zdumiewające, stwierdza dalej autor, że w Niemczech tak dużo się dyskutuje o sankcjach gospodarczych nałożonych na Rosję i celowości takich posunięć, a tak mało mówi się o znacznie ważniejszej sprawie w postaci rysującej się coraz wyraźniej, nowej konfrontacji militarnej pomiędzy Rosją i Zachodem.

Jesteśmy świadkami zasadniczej zmiany sytuacji, która jeszcze niedawno, kiedy Rosję postrzegano jako partnera strategicznego, wydawała się nie do pomyślenia. Niestety, stwierdza autor, "Władimir Putin zmarnował udzielony mu kredyt zaufania", łamiąc w swej polityce wobec Ukrainy "sześć umów międzynarodowych".

Nie zanosi się na szybką poprawę. Musimy pogodzić się z myślą, że "niemieccy żołnierze przez dłuższy czas będą obecni na wschodzie Europy", stwierdza na zakończenie autor komentarza w "Kölner Stadt-Anzeiger".

oprac. Andrzej Pawlak