Niemiecka prasa: Merkel to nie ′lame duck′ tylko ikona Zachodu | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 30.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Merkel to nie 'lame duck' tylko ikona Zachodu

W niemieckiej prasie nie cichną komentarze na temat rozdźwięku w relacjach transatlantyckich po szczycie G7.

Ekonomiczny dziennik „Handelsblatt” pisze: „Angela Merkel narazie pogrzebała cichą nadzieję, że nowy amerykański prezydent dorośnie do swojego urzędu. Lecz ten populista jest po prostu zbyt nieobliczalny. Nie należy jednak zbyt wcześnie spisywać na straty ponad 70-letniego transatlantyckiego sojuszu tylko dlatego, że do Białego Domu na następne cztery lata wprowadził się jakiś rozrabiaka. Relacje Europy ze Stanami Zjednoczonymi przetrzymały już kilka innych kryzysów, żeby przypomnieć tylko polityczną epokę lodowcową podczas wojny irackiej w 2003 r. Trump to nie Ameryka. Historia czasami robi jeden krok w tył, aby potem zrobić dwa do przodu – powiedział swego czasu były prezydent Obama, wskazując na swojego następcę Trumpa. Dla Europy oznacza to, że musi pozostać cool. Demokracja to władza tylko na jakiś czas, także w Ameryce”.

„Ludwigsburger Kreiszeitung” zaznacza: „Możliwe, że to akurat amerykański awanturnik Trump spowoduje, że Europejczycy wreszcie się wezmą w garść. Merkel, podobnie jak jej adwersarz z SPD Martin Schulz opowiada się za wzmocnieniem Europy w reakcji na trumpowskie hasło ‘America first'. Amerykański prezydent unaocznia wszystkim Europejczykom, jak ważne jest, by ciągnąć wózek w jedną stronę. Kiedy w Europie panować będzie zgoda, Trump dwa razy pomyśli, czy naprawdę ma iść na konfrontacje z najsilniejszym obszarem gospodarczym świata. Dlatego najwyższy czas, by zrealizować unijną politykę zagraniczną z prawdziwego zdarzenia i poprawić współpracę wojskową”.

„Straubinger Tagblatt / Landshuter Zeitung” podkreśla: „Europa musi lepiej uzasadnić, co jest jej istotą. Nie może tylko mówić o wartościach, ale musi je wyraźnie zdefiniować i potem się ich trzymać. Unia Europejska musi wyraźniej niż do tej pory sformułować własne interesy i powiedzieć, jak chce je forsować, także wspólnie z partnerami. Nie może chodzić o to, żeby zerwać nić transatlantyckiego porozumienia. Stany Zjednoczone pozostaną najważniejszym partnerem – pomimo Donalda Trumpa. Ale to akurat on daje Europie szansę, by się mogła sama odnaleźć. Trump na tej drodze nie jest żadną przeszkodą. Następny ruch należy do Europy”.

„Berliner Zeitung” twierdzi: „Znowu wszystko zależy od Europy, a Merkel jest jej niekwestionowaną przywódczynią. Przy tej okazji Merkel przygotowuje opinię publiczną i własną partię na to, że po wyborach do Bundestagu należy się spodziewać dużych reform w Unii Europejskiej. Mówiąc mniej patetycznie: dzień, w którym Merkel w piwnym namiocie zabrała głos i wzniosła kufel, był przypuszczalnie momentem nowego początku Europy”.

„Die Welt” pisze, że „Merkel ze stoickim spokojem, jak ornitolog, obserwuje tokowanie ponoć najpotężniejszych mężczyzn ze swojego otoczenia. Widziała już wielu: Busha, Sarkozy'ego, Berlusconiego, Hollanda, Putina. Bada ich słabości i pozwala im rozkładać pawie ogony. (…) Kto obserwował Merkel w ostatnich tygodniach jako nieoficjalną przywódczynię wolnego świata, ten z trudem może sobie wyobrazić, żeby większość Niemców zechciała wybrać kogoś innego. Inaczej niż przed ostatnimi trzema wyborami krajowymi, stanie ona w szranki z SPD nie jako ‘lame duck', tylko jako ikona Zachodu”.

opr.: Małgorzata Matzke