Niemiecka prasa: ″Kandydatura Trumpa to mane, tekel, fares″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 23.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: "Kandydatura Trumpa to mane, tekel, fares"

Donald Trump został kandydatem Republikanów na prezydenta USA. Niemieckie gazety widzą w tym zapowiedź tragedii.

USA Republican National Convention in Cleveland Donald Trump Rede

Dolad Trump na konwencji Partii Republikańskiej w Cleveland

Jak zauważa berliński dziennik "Der Tagesspiegel":

"Kandydatura Trumpa to mane, tekel, fares (zapowiedź bliżej nie określonej tragedii, red.). To próba łatwego rzekomo rozwiązania wszystkich możliwych problemów poprzez ich celowe, drastyczne wyolbrzymianie i upraszczanie. Kto tak mówi, ten niechybnie musi być Zbawicielem. Przerażające jest, że tak wielu ludzi daje się na to nabrać. Nie tylko w Ameryce i nie tylko w Niemczech".

Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung":

"W geście rozpaczy umiarkowani Republikanie, po zdominowaniu przez Trumpa tej partii, optowali za jego kandydaturą argumentując, że wymogi stawiane prezydentowi sprawią, że demagog Trump się im podda. Trump jest przedsiębiercą, więc jako prezydent powinien stać się pragmatykiem. Innymi słowy sami przyznają, że ich kandydat nie wywiąże się ze składanych chojnie obietnic. Byłoby lepiej, gdyby zastanowili się nad tym, co im powiedziała pisarka Maya Angelou, cytująca uszczypliwą opinię Hillary Clinton o Trumpie: «Jeśli ludzie pokazują innym jacy są, to ci im wierzą». Trump nie ukrywa swego narcyzmu, skłonności do autorytaryzmu, ani też populizmu. Zapewne taki jest. Dlatego na konwencji Partii Republikańskiej w Cleveland nie mógł jej zjednoczyć,a tym bardziej nie uda mu się zjednoczyć głęboko podzielonej Ameryki. Tymczasem właśnie tego potrzebuje Ameryka, żeby uporać się ze swoimi problemami".

"Berliner Zeitung" widzi to jeszcze ostrzej:

"Partii Republikańskiej w USA grozi rozpad, ale jej czołówka wciąż wzbrania się przyjąć to do wiadomości. Można to zrozumieć, kiedy widzi się w jaki brutalny sposób Trump ją zdominował, i jak bardzo było to dla niej bolesne. Ale na dłuższą metę nie da ukryć, że Grand Old Party jest rozdarta, pogrążona w kryzysie i przypomina bezradną gromadę ludzi, których łączy jedynie nadzieja, że w listopadzie, po ośmiu latach bycia w opozycji, znowu będzie miała swojego prezydenta. Ale przegrana Trumpa w jesiennych wyborach prezydenckich oznacza koniec tej partii w takiej postaci, w jakiej ją znamy".

Tego samego zdania jest "Kölner Stadt-Anzeiger":

"Z partii Abrahama Lincolna i Ronalda Reagana Republikanie stali się komitetem wyborczym Donalda Trumpa. Tymczasem już dziś wiadomo, że Trump już ich więcej nie potrzebuje w jesiennych wyborach. Zdominował i podbił partię, która poddała się bez walki jego pustosłowiu i demagogii i z partii optymizmu i sukcesu stala się partią wielkiej katastrofy".

Kropkę nad i stawia komentator "Ludwigsburger Kreiszeitung":

"To, co Trump zaoferował (uczestnikom konwencji, red.) było czystą bezczelnością. Jego wizja przyszłości budzi przerażenie. Jest demagogiem i podżegaczem. Można mieć tylko nadzieję, że wyborcy to dostrzegą, iż e Hillary Clinton nie popełni teraz większych błędów i dostanie się do Białego Domu. W przeciwnym razie można lękać się o przyszłość Ameryki i świata".

opr. Andrzej Pawlak