Niemiecka prasa: Hollande myśli o hamaku wysłanym niemieckimi pieniędzmi | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 25.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Hollande myśli o hamaku wysłanym niemieckimi pieniędzmi

O niemieckich rozterkach z euroobligacjami i paktem fiskalnym w piątkowych wydaniach prasy.

--- DW-Grafik: 2011_11_23_Eurobonds_EU_Finanzkrise.psd

Die Welt jest zdania, że "euroobligacje podkopują zaufanie ludzi, że można by coś zmienić w czynnikach, które wywołały kryzys. Atenom pozwolono by na zaniedbania i odmowę kooperacji. Inne kraje zachęciłyby one być może do bezczynności. Po co przeprowadzać reformy, po co modyfikować systemy socjalne, rynki pracy i administrację państwową, żeby mogły działać także w przyszłości, jeżeli manna sama leciałaby z nieba? Hollande określając różnice w stopie procentowej mianem "dogłębnie niesprawiedliwych" myli dwa pojęcia: równości i sprawiedliwości. Nie potrafi jednak wyjaśnić, w jaki sposób euroobligacje miałaby dostarczyć impulsów do rozwoju. Poza tym lata całe trzeba byłoby czekać na zmianę traktatów unijnych. Hollande nie pożegnał się jeszcze z myślą o błogim życiu w hamaku wysłanym pieniędzmi niemieckich podatników".

Der Tagesspiegel zaznacza, że "Wielu wyborców przeciwnych jest złożeniu odpowiedzialności za wszystkie długi na niemieckich barkach. Gdyby SPD tak szybko nie miała uzgodnionego stanowiska, szybko rozwiałaby się euforia po wygranych wyborach w Nadrenii Północnej - Westfalii. Podobnie będzie w sporze wokół aprobaty dla paktu fiskalnego i europejskiego mechanizmu stabilizacji ESM. Koalicja rządząca w Berlinie potrzebuje co prawda głosów SPD dla uzyskania wymaganej większości dwóch trzecich głosów i musi w kilku punktach pójść na ustępstwa. Ale jeżeli pakt fiskalny nie przeszedłby w czerwcu przez Bundestag i Bundesrat, wznieciłoby to natychmiast ponowne spekulacje przeciwko słabemu euro. Winę za to ponosiłaby SPD. Ta okoliczność jest dla socjaldemokratów jak młyńskie koło wiszące im u szyi".

Berliner Zeitung jest zdania, że "Także partyjno-taktyczne elementy odgrywają w tym istotną rolę. Choć i SPD i Zieloni mogą podać wystarczająco dużo merytorycznych powodów swojego stanowiska. Dosłownie z dnia na dzień rosną wątpliwości wobec europejskiego kursu kanclerz Merkel. Niewyjaśnione pozostaje, co pakt fiskalny oznaczałby dla krajów związkowych i ich sposobów dojścia do zrównoważonych budżetów. W ten sposób w Europie powstaje przedziwny obraz Niemiec: partnerzy z eurogrupy muszą pod presją Berlina zobowiązać się do szybkiej i rygorystycznej redukcji deficytu budżetowego. A sama Republika Federalna ociąga się z zaaprobowaniem paktu fiskalnego. Po prostu wstyd".

Westfaelische Nachrichten pisze: „Francois Hollande wyraźnie zepchnął Angelę Merkel do defensywy. Francuski prezydent fetował swój wyborczy triumf na brukselskim parkiecie, ale już wkrótce będzie musiał spojrzeć realiom prosto w twarz. Los Grecji także w Paryżu wywoła już wkrótce otrzeźwienie. Same impulsy wzrostu nie pomogą leżącej na łopatkach Grecji. Lecz pomimo to: czasy, kiedy to w UE wszyscy tańczyli, jak Angela Merkel zagrała, już się chyba skończyły. Także w domu, w Berlinie, Merkel czuje się zagoniona w kozi róg. W głosowaniu nad paktem fiskalnym skazana jest na głosy opozycji. Ale pani kanclerz chce chyba jeszcze nacieszyć się swoim szczęściem tak długo, jak się da".

Muenchner Merkur podsumowuje: "Tam, gdzie do tej pory niemiecko-francuski duet grał melodię unisono, teraz zapiał francuski kogucik: solo i z napuszonym grzebieniem. Niektóre zachowania Francois Hollande'a można kłaść na karb tego, że w czerwcu we Francji szykują się wybory parlamentarne. Ale jeżeli jeszcze dłużej będzie on tak się wyżywał na nieszczęsnych euroobligacjach, może to ściągnąć na jego głowę niebezpieczną publiczną debatę na temat, jakim prawem kilka krajów, które nie są w stanie zapanować nad swoim zadłużeniem, pozwala sobie na sute apanaże i przywileje dla swoich polityków, jak we Włoszech, czy obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat jak we Francji. A to wszystko z kieszeni niemieckiego podatnika, który musi harować do 67. roku życia".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama