Niemiecka prasa: Europa Hollande′a przeciw Niemcom? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 04.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Europa Hollande'a przeciw Niemcom?

Niemiecka prasa komentuje przedwyborczą debatę telewizyjną Sarkozy'ego i Hollande'a oraz najwyższą cenę, jaką w historii sztuki zapłacono za obraz ("Krzyk" Muncha).

O telewizyjnym pojedynku dwóch kandydatów przed wyborami prezydenckimi we Francji pisze Frankfurter Allgemeine Zeitung:

"Hollande prowadzi we wszystkich sondażach. Dla Sarkozy'ego bezpośrednia konfrontacja ze swoim rywalem była swoistą ostatnią szansą. Debatowano w sposób fachowy, z przytaczaniem cyfr, często głośno, momentami agresywnie. Objawił się przy tym charakter obu uczestników pojedynku - z jednej strony pełen energii Sarkozy, z drugiej nieco profesorsko nadęty Hollande. Tu doświadczony mąż stanu, a tam - nowicjusz, który żyje iluzjami czego to on nie zmieni we Francji i na świecie. Nie można mówić, że jednemu z nich udał się decydujący cios (...). Kto zwyciężył, a kto przegrał okaże się w niedzielę wieczorem".

Saarbrücker Zeitung uważa, że: "Jeśli Sarkozy przegra wybory, będzie ofiarą samego siebie, swojego oportunizmu i swojej arogancji. Dramatycznie zlekceważył Hollande'a, który wydaje się mieć mniej charyzmy. Jednak zręcznie uczynił z wyborów votum przeciw Sakozy'emu. W telewizyjnym starciu udało mu się zmienić role. Nie osoba sprawująca urząd okazała się suwerennym mężem stanu, lecz pretendent do władzy".

Zdaniem komentatora gazety Die Welt ta debata, w której nie było zdecydowanego zwycięzcy, oznacza sukces kandydata socjalistów. "Sarkozy zamierzał doprowadzić swojego przeciwnika do ,eksplozji'. To mu się nie udało. To, czy poprzez ten występ uda mu się w ciągu trzech najlbliższych dni odwrócić trend, wydaje się wątpliwe". Wizja Francji Hollande'a "związana jest z poważnymi żądaniami pod adresem Niemiec. Potencjalnemu ustępującemu prezydentowi Hollande zarzucił, że 'nic nie otrzymał od Niemiec'. Ten zarzut mówi wszystko o wizji europejskiej polityki Hollande'a. Wydaje się, że pojmuje on Europę jako wspólny projekt raczej przeciw, a nie z Niemcami. Ten socjalista widzi się w roli przywódcy przybierającego na sile ruchu, którego celem jest 'nowa orientacja Europy'. Swoich popleczników widzi w dotkniętych niemieckim 'dyktatem oszczędnościowym' południowych krajach Unii Europejskiej, ale także w zwolennikach emisji europejskich obligacji w szeregach niemieckiej socjaldemokracji. (...) Paliwem do tego kursu mają być nowe długi, za które w ostatecznym rozrachunku ręczyć mają Niemcy. Ten kurs z dużym prawdopodobieństwem prowadzi do katastrofy".

Stosunki Niemiec i Francji po ewentualnej wygranej Hollande'a zaprzątają też komentatora Süddeutsche Zeitung: "Jedno jest pewne - po uzupełnieniu paktu fiskalnego o zapisy na temat pobudzenia rozwoju i tworzenia miejsc pracy, Francuzi i inne kraje będą naciskać na ich realizację. A jeśli te reformy nie wystarczą i zabraknie pieniędzy na rozruszanie koniunktury, Paryż przypomni sobie, że rozwiązaniem byłaby licencja bankowa dla funduszu ratunkowego euro ESM. A wtedy nie wiadomo, kto przeforsuje swoje - Merkel czy Hollande".

W opinii dziennika Münchner Merkur "To, że domniemany zwycięzca wyborów Hollande podawał Niemcy za wzór, nie może nas (Niemców, dop. red.), mieszkających po drugiej stronie Renu, na razie uspokoić. Pewne jest, że także w przypadku jego prezydentury wszystkiego nie dałoby rady zjeść na gorąco. Inaczej niż Sarkozy, który zaczął poprawiać kondycję Galii znajdującej się pod presją kryzysu finansowego oraz wobec reformy niemieckiej (pakt fiskalny lub podniesienie wieku emerytalnego), w walce wyborczej Hollande przedstawił dokładnie odmienny plan: wzrost przez miliardowe wydatki".

"Krzyk" bije rekordy

Zdaniem Frankfurter Allgemeine Zeitung "Rekordowa cena ,Krzyku' Muncha znajduje swoje uzasadnienie w tym, że obraz stanowi (to wyrażenie jest tu na miejscu) ikonę. Jest zakotwiczony w pamięci zbiorowej całego świata i przedstawia humanitarną konstytucję, która odważa się wyjść poza wszystkie granice, egzystencjalne lęki i zamęty. Kalkulacja dotycząca ceny ,Krzyku' opiera się zwyczajnie na żądzy posiadania takiego przedmiotu u tych, którzy dysponują pieniędzmi".

Dziennik Märkische Oderzeitung pisze: "Ile tak naprawdę warte są dzieła Muncha, Picassa czy Cézanne’a, nie da się stwierdzić obiektywnie. Fantazja dyktuje cenę. Teraz wprawdzie każdy może osiągnąć dzięki pieniądzom to, co chce. Druga strona medalu jest taka, że muzea nie mogą z reguły uczestniczyć w licytacji. Eksplodujące koszty ubezpieczenia prowadzą do tego, że historyczne dzieła sztuki coraz trudniej wypożyczyć na wystawę".

Gazeta Schwarzwälder Bote z Oberndorfu stawia pytanie:

"Czy rynek sztuki zwariował? 91 milionów euro za ,Krzyk'. To brzmi jak szaleństwo, ale jest prawdą. Rekordy aukcyjne odzwierciedlają rosnące, ekonomiczne znaczenie sztuki. Stanowi ona biznes warty miliardy; nie tak, jak dawniej, dostępny tylko dla wąskiej elity. W krajach uprzemysłowionych więcej ludzi odwiedza muzea niż imprezy sportowe. Każdy zna ten obraz. Nikt nie uważa, że dzieło mogłoby kiedyś utracić swój status. ,Krzyk' jest bezpieczniejszą inwestycją od każdej akcji. Gwarantuje duży zysk".

Monika Skarżyńska

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama