Niemiecka prasa: „Duch europejski jest w niebezpieczeństwie” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 23.11.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: „Duch europejski jest w niebezpieczeństwie”

Brukselski maraton negocjacyjny, podział unijnych pieniędzy oraz co się stanie z brytyjskim premierem, jeśli pójdzie na kompromis - to tematy zajmujące niemieckich komentatorów w związku ze szczytem budżetowym UE.

NEUE OSNABRUECKER ZEITUNG pisze: „To nie jest szczyt UE podobny do innych. Prawie wszystkie kraje członkowskie chcą i muszą oszczędzać. Obecny czas nie sprzyja przelewaniu większej składki na konto Brukseli. Jednak redukcja unijnego budżetu także nie byłaby mądrym rozwiązaniem. Przede wszystkim mieszkańcy krajów południowo- i wschodnioeuropejskich są nadal zdani na duże wsparcie. Kraje takie jak Polska czy Węgry mają wiele do nadrobienia w sferze rozbudowy infrastruktury. A państwa pogrążone w kryzysie jak Portugalia, Grecja czy Hiszpania, dlatego potrzebują szczególnego wsparcia, ponieważ uzdrawiają budżety publiczne poprzez wdrażanie bolesnych w skutkach programów oszczędnościowych. Jeśli UE uchwali następne cięcia, wtedy grozi kolejne wyhamowanie koniunktury. A przecież potrzebne jest coś wręcz przeciwnego: impuls do jej rozwoju”.

BADISCHES TAGBLATT komentuje:„Uczucie wielkiego rozczarowania Unią Europejską oraz pozbawienia iluzji wobec niej, narasta nie tylko w Londynie. ‘Duch europejski jest w niebezpieczeństwie' - martwi się francuski filozof Bernard-Henri Levy. Ani przywódcy rządów, ani większość mieszkańców krajów unijnych w decydującej fazie dziejów kontynentu nie wiedzą, jakiej unii chcą. Zamiast tego gubią się w szczegółach dotacji rolnych i strukturalnych. UE - dokąd zmierzasz i po co istniejesz?

Ten brak sensu i celu jest po targach o pieniądze tym właściwym i większym zagrożeniem dla Europy. Jednakże ten problem na skutek ciągłych kryzysów nie jest w stanie wejść do porządku obrad”.

NEUE WESTFAELISCHE uważa, że:

„Ulubionym frazesem jest mówienie o ‘Brukseli’, jako molochu pochłaniającym pieniądze. ‘Bruksela’ trwoni miliony na bezsensowne projekty, słychać w związku z targami o unijny budżet na kolejne lata. Kto tak twierdzi, ten nie zadaje trudu myślenia. Ale nie tylko ‘Bruksela“, czyli Komisja Europejska, sprawuje pieczę nad przepływem miliardowych sum z programów pomocowych UE. To państwa członkowskie Unii są współodpowiedzialne za sensowne wydawanie tych pieniędzy. Jeszcze niedawno Europejski Trybunał Obrachunkowy upominał unijne kraje, aby z większą pieczołowitością rozdzielały unijne pieniądze. Tylko w ubiegłym roku zostało zaprzepaszczonych 5 mld euro z budżetu opiewającego na ogólną sumę 130 mld euro. To państwa członkowskie UE rozstrzygają, ile pieniędzy z wpływów podatkowych przekażą do kasy budżetowej UE. 'Bruksela', więc nie może tak sobie żądać więcej pieniędzy. Pieniądze nie znikają też w ‘czarnych dziurach’ UE, lecz płyną w większości przypadków z powrotem do kas państw członkowskich Unii. Tam urzędnicy rządowi i powiatowi planują częściowo z pieniędzy z unijnych programów dotacje na rolnictwo, programy regionalne oraz strukturalne. Dlatego kanclerz Merkel słusznie podkreśla, że dla państw ważne jest bezpieczeństwo planowania przyszłościowych inwestycji. Teraz musi się tym kierować i to negocjować”.

WESER-KURIER koncentruje się na roli Wielkiej Brytanii w pokerze o europejskie pieniądze:

„Można nazwać to bezkompromisowością lub brakiem solidarności. Lecz błędem byłoby wierzyć, że David Cameron działa bez planu. Inaczej niż się uważa, tu chodzi mniej o pieniądze, bardziej o zasadę. Jeśli Wielka Brytania przegra walkę przeciwko rozszerzeniu ram finansowych UE, musiałaby w przyszłości wpłacać rocznie do unijnej kasy o 500 mln funtów więcej. To odpowiadałoby 0, 03 proc. brytyjskiego produktu narodowego brutto. Rządząca koalicja mogłaby z tą ofiarą się pogodzić, ale nie z politycznymi negatywnymi konsekwencjami powstałymi na skutek uległości premiera w brukselskim maratonie negocjacyjnym, lub, co gorsze, jeśli nie zademonstruje on dostatecznie silnego ducha walki. Media rozszarpią wtedy Camerona, stanie się on pośmiewiskiem wrogich Unii twardogłowych w szeregach swej partii”.

Barbara Cöllen

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama