Niemiecka prasa: Dla Orbana nie ma miejsca w europejskiej chadecji | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 04.03.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: Dla Orbana nie ma miejsca w europejskiej chadecji

Komentatorzy niemieckich mediów są zgodni, że rozwód Fideszu i Europejskiej Partii Ludowej powinien był nastąpić już dawno.

Premier Węgier Viktor Orban

Premier Węgier Viktor Orban

Niemieckie gazety obszernie komentują w czwartek (04.03.2021) decyzję premiera Węgier Viktora Orbana o wystąpieniu europosłów Fideszu z frakcji Europejskiej Partii Ludowej w PE. „Sueddeutsche Zeitung” ocenia, że relacje między Fideszem a Europejską Partią Ludową przypominały w ostatnich latach „operę mydlaną”.

„Kręcono się w kółko. Po atakach premiera Viktora Orbana na UE i jej politykę migracyjną, poszczególnych komisarzy albo krytycznych dziennikarzy przychodziły rytualne apele o umiarkowanie. Co gorsze, Orban osłabił państwo prawa, a upominające go reakcje wykorzystał do tego, by zaprezentować się jako konserwatywny bojownik o dziedzictwo Helmuta Kohla” – pisze „SZ”. 

Gazeta chwali decyzję frakcji EPL, która zmieniła swój regulamin tak, by w przyszłości możliwe było zawieszenie całych grup europosłów. Było to „konsekwentne i odważne” – pisze. „Tego rodzaju zdecydowania od dawna brakowało CDU i CSU. To od nich wszystko zależało, bo stanowią największą grupę we frakcji” – przypomina dziennik.

Czas na wykluczenie z EPL

„Sueddeutsche Zeitung” dodaje, że ostatecznie wszystko „rozegrało się szybciej niż w telenoweli”. Szef Fideszu, czyli Viktor Orban, bowiem ogłosił, że jego europosłowie opuszczą frakcję i uprzedził jej ewentualną decyzję w sprawie zawieszenia Fideszu. W ocenie „Sueddeutsche Zeitung“ to, że niemiecka chadecja zrezygnowała z chronienia Fideszu ma zapewne związek z „szantażem” Orbana, który pod koniec ubiegłego roku zagroził zablokowaniem Funduszu Odbudowy po koronakryzysie, jeżeli UE przyjmie tzw. mechanizm praworządności.

Także przed wyborami do Bundestagu w tym roku „lojalność wobec Orbana mogłaby zaszkodzić”. Według „SZ” nowy szef CDU Armin Laschet i przewodniczący CSU Markus Soeder powinni teraz zabiegać o to, by Fidesz został usunięty z europejskiej rodziny partii centroprawicowych.

„Die Welt” ocenia, że w EPL „nie ma miejsca dla Orbana”. Jak pisze dziennik od objęcia władzy przez Fidesz w 2010 roku na Węgrzech ma miejsce „pełzająca rewolucja”, której celem jest przekształcenie państwa i społeczeństwa w „nieliberalną demokrację”.

„To eufemizm. Ma zamaskować kierunek, w którym zmierza ta podróż: do autorytarnego reżimu, gdzie trójpodział władzy wprawdzie jest zapisany w konstytucji, ale ostatecznie zostaje uchylony” – pisze „Die Welt”. I dodaje, że europosłowie Fideszu nie kryli, iż blisko im do neofaszystów w Parlamencie Europejskim.

Plakat wyborczy w Budapeszcie w 2019 r. krytykujący UE i George'a Sorosa

Plakat wyborczy w Budapeszcie w 2019 r. krytykujący UE i George'a Sorosa

Orban traci wpływy w UE

Zdaniem dziennika decyzja frakcji EPL pokazała jedynie to, co było jasne od dawna. „Że Orban i jego Fidesz mają tyle wspólnego z chrześcijańską demokracją w Europie, ile Władimir Putin z Gretą Thunberg. Orban chce nie tylko całkiem innej Europy, ale też ma całkiem inne rozumienie państwa; takie, które trudno pogodzić z pojęciami demokracji. Demokracje opierają się na założeniu, że mniejszość kiedyś może stać się większością. Fidesz Orbana od dawna tak nie uważa. Jego partia na pewno ma miejsce w Europie, ale nie w szeregach rodziny partii chrześcijańsko-demokratycznych” – konkluduje „Die Welt”.

Także dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że „nacjonalista i zwolennik ››nieliberalnej demokracji‹‹ po prostu nie pasuje do obywatelskiego zrzeszenia, które od pokoleń promuje integrację europejską”. Dodaje, że wystąpienie 12 europosłów partii Orbana z frakcji EPL nie ma znaczenia dla jej codziennej działalności w PE. Przechodząc do frakcji bardziej na prawo od centrum europosłowie Fideszu będą mieć mniejszy wpływ na prawodawstwo unijne. „To dotyczy też samego premiera. Orban traci nie tylko chadecki listek figowy, który zawsze był dla niego czymś ważnym, pomimo flirtu z populistyczną prawicą w Europie, ale także cenne partyjne i polityczne powiązania” – pisze „FAZ”, wyjaśniając, że z EPL wciąż wywodzi się najwięcej szef rządów w UE.

„A jednak da się!”

Lewicowy berliński dziennik „Die Tageszeitung” („taz”) pisze, że EPL już dawno powinna była wyrzucić Fidesz ze swojej frakcji w PE. „No proszę, da się!” – ironizuje dziennik. Jak ocenia, Viktor Orban ze swym dążeniem do budowy „nieliberalnej demokracji“ nie przepuścił żadnej okazji, by okazywać wzgardę dla takich wartości europejskich jak demokracja i praworządność.  

„Podporządkowanie mediów, jaskrawe ingerencje w niezawisłość sądów, wygnanie uniwersytetu Sorosa z Budapesztu czy nagonka na migrantów w połączeniu z odmową przyjęcia ludzi szukających schronienia; lista grzechów nia ma końca. A UE? W przypadku Węgier stawiała na ograniczenie szkód i kulawe kompromisy” – ocenia „taz”.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Redakcja poleca