Niemiecka prasa: decyzję podejmie Merkel; i Orbanistan - kogo obchodzą Węgry? | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 04.01.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: decyzję podejmie Merkel; i Orbanistan - kogo obchodzą Węgry?

Komentowana od wielu tygodni prezydencka afera także dzisiaj (4.01) zajmuje większość niemieckich gazet. Wiele spekuluje na temat ustąpienia Christiana Wulffa albo wręcz już bez ogródek domaga się jego dymisji.

default

Allgemeine Zeitung z Moguncji pisze:

„Od wczorajszego dnia, w którym znowu na światło dzienne wyszły osobliwości, miarka się przebrała. Prawie trzy tygodnie po pojawieniu się pierwszych zarzutów, odsłania się cały wymiar lawiny. Poszczególne jej części byłyby jeszcze do wybaczenia, ale wszystko razem: za dużo, po prostu za dużo. I niejasne jest jeszcze, czy to wszystko. Jak prezydent ten ma być jeszcze wiarygodny – jako instancja moralna? Prezydent Christian Wulff musi uchronić kraj, swój urząd i siebie samego przed szkodami. Powinien ustąpić”.

Nürnberger Nachrichten:

„Są dwa powody tego, że nacisk polityczny nie osiągnął jeszcze stanu, który musiałby katapultować Wulffa z urzędu. Merkel i inne czarno-żółte (barwy CDU i FDP – przyp. red.) wielkości wiedzą, że po pierwsze, w Zgromadzeniu Federalnym mają jeszcze tylko cieniutką, bardzo chwiejną większość. A do tego, to po drugie – prawie wszystkie partie nie ważą się dewaluować dalej najwyższego urzędu w państwie. A urząd ten został już poważnie zdemolowany, kiedy obrażony rzucił go poprzednik Wulffa, Horst Köhler. Renomie instytucji ‘prezydent federalny' Köhler bardzo zaszkodził – Wulff jest na etapie jej ostatecznego zrujnowania”.

Westfälische Nachrichten z Münster:

„Solidarnościowych adresów we własnym obozie politycznym można szukać jak igły w stogu siana, mnożą się za to zdystansowania, formułowane w dystyngowano-eleganckim tonie. Numerowi 1 w państwie robi się ciasno”.

Berliner Zeitung:

„Merkel stosuje wobec Wulffa taką samą metodę jak w przypadku Guttenberga. Codziennie zastanawia się od nowa: przydaje sie jeszcze, czy już szkodzi. Chwilowo jeszcze się przydaje. Kanclerz będzie robić wszystko, żeby nie stracić drugiego prezydenta. W rachubę bierze totalne szkody. Z afery Guttenberg wyszła bez większych siniaków. Ale Wulff jest prezydentem federalnym. O ile Merkel dopuści, że naruszy on nie tylko zasady przyzwoitości, ale też prawo, przyniesie ona państwu szkody nie do naprawienia”.

Westdeutsche Zeitung z Düsseldorfu:

„Kanclerz będzie trzeźwo rozważać. Oczywiście dymisja Wulffa byłaby ciężkim ciosem, po tym, jak dopiero 20 miesięcy temu ustąpił Horst Köhler. Z drugiej strony Niemcy znowu czeka trudny rok. Kryzys euro długo jeszcze nie jest za nami, nikt nie jest w stanie ocenić, co czeka gospodarkę. Rola doświadczonej, pragmatycznej menadżerki kryzysu jest obsadzona Angelą Merkel znakomicie. Po aferach nie wchodzi natomiast dłużej w grę Wulff w roli instancji moralnej, która bez względu na to, co niesie dzień, czuwa nad wartościami obywatelskimi. Wulff przypuszczalnie przeczeka swój osobisty kryzys. Decyzję podejmie jednak kanclerz – w trzeźwy i pragmatyczny sposób”.

Kogo interesują Węgry?

„W przeciwieństwie do Polski i byłej Czechosłowacji kraj przegapił nie tylko ponowny rozkwit gospodarczy” – pisze o sytuacji na Węgrzech Märkische Oderzeitug. „Także, jeżeli chodzi o rozwój duchowy, wydaje się, jakby wielu Węgrów nie wylądowało jeszcze w 21. wieku, tylko śniło o Wielkich Węgrach, które zniknęły z powierzchni ziemi już w czasie I wojny światowej. Przynajmniej demonstranci w Budapeszcie dostrzegli, że ich państwu grozi przeobrażenie się w zdominowany przez prawicowego premiera ‘Orbanistan'. UE za długo pozwalała na rządy tej władzy, zanim nareszcie zaczęła się teraz zastanawiać nad reakcjami”.

Na ten sam temat berliński „Der Tagespiegel”:

„Premier Orban doprowadził Węgry, przecież głęboko europejskie państwo, w stan fatalnej izolacji. Kult węgierskości, którym usiłuje on zagłuszyć i zaklajstrować wysoce napiętą sytuację swego kraju, i roztrzygnięcia, które w reszcie Europy wywołują całkowite niezrozumienie, nadają tej drodze anachronistyczno-absurdalne rysy. Na pewno, Europa składa się z suwerennych państw narodowych. Ale Węgry są częścią Europy, której polityka ponosi odpowiedzialność za to, by wartości tej wspólnoty i jej wyobrażenia były respektowane w poszczegónych państwach członkowskich. Czas, by wspólnota ta wyraźnie wskazała jej członkowi, Węgrom, gdzie leżą granice dróg, którymi kroczą”.

Ludwigsburger Kreiszeitung pisze:

„Viktor Orban, wsparty dwoma trzecimi swojej partii Fidesz, może rządzić jak chce. O praworządności nie można więcej mówić, jeżeli ustawy można stosować też wstecznie. Nie, z demokracją ma to już tylko formalnie coś wspólnego. (...) Węgry są rządzone autorytarnie jak 20 lat temu, kiedy u władzy byli jeszcze komuniści. Tylko, kogo to obchodzi? Chwilowo, jak się wydaje, tylko USA. Minister spraw zagranicznych Hillary Clinton posłała do Budapesztu ostry list. Unia Europejska odwraca jak dotąd wzrok, jakby jej to nie dotyczyło”.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Małgorzata Matzke

Reklama