Niemiecka prasa: „Coś takiego nazywa się niemiecką skrupulatnością” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 30.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: „Coś takiego nazywa się niemiecką skrupulatnością”

Dominującym tematem czwartkowych wydań niemieckich gazet jest rozgorzała od nowa w Niemczech dyskusja wokół ustawy imigracyjnej. W jej centrum stoi potrzeba oddzielenia postępowania azylowego od migracji zarobkowej.

"Landeszeitung Lüneburg" komentuje

„Kto chce zobaczyć przyszłość Europy, wystarczy, że pojedzie do Calais. Tam, gdzie dochodzi do zderzenia zwątpienia i nieustępliwości, tragedie są nieuniknione. Odpowiedź na ostatni wypadek śmiertelny: wyższe ogrodzenia, agresywniejsze psy, wysokorozdzielcze kamery. Skrajnie prawicowa populistyczna partia UKIP domaga się już wkroczenia wojska. Te ‘rozwiązania‘ może by i poskutkowały, gdyby w Calais chodziło o poważny, przejściowy kryzys. Jest to jednak tylko zwiastun największego wyzwania UE ostatnich dwóch dziesięcioleci. Prostych rozwiązań nie ma, ale są możliwości, by znaleźć lepsze. Na przykład zmniejszając nacisk fali migrantów przez utworzenie legalnych dróg wjazdu dla uchodźców wojennych i migrantów zarobkowych”.

Stołeczny „Die Welt” pisze:

"Pustka w oczach młodych Syryjczyków, Afgańczyków i Irakijczyków, kilka godzin wcześniej wysadzonych przez przemytników gdzieś w lesie lub na autostradzie. Jak traktuje ich ten kraj? Przez policjantów i pomocników z godnym szacunku respektem, współczuciem, zrozumieniem, ale i bezradnością.

Źle, jeżeli tyle osób przybywających do nas z Bałkanów ma jeszcze nadzieje na lepsze życie w Niemczech. Jeszcze gorzej, że Niemcy miesiącami mamią ich, że być może mają szanse pozostania. Nie jest w porządku wobec policjantów, burmistrzów, starostów, gmin i pomocników, że dodatkowo do straumatyzowanych Syryjczyków, Irakijczyków, Afgańczyków i Afrykańczyków zrzuca się na nich jeszcze odpowiedzialność za ludzi, o których wiadomo, że praktycznie nikt z nich nie otrzyma azylu”.

Wychodzący w stolicy Bawarii „Münchner Merkur“ uważa, że:

„Coś takiego nazywa się niemiecką skrupulatnością: w szczycie bezprzykładnej fali migracji politycy zastanawiają się, jak jeszcze szerzej otworzyć drzwi. Dyskusja wokół ustawy imigracyjnej irytuje. Bo jest to targowisko, na którym SPD drogo każe sobie płacić za wyrażenie zgody na uznanie większej liczby państw trzecich za bezpieczne kraje pochodzenia. Bo dyskusja prowadzona jest w niewłaściwym czasie. I jest zbyteczna. Niemcy dysponują już nowoczesnym prawem imigracyjnym, dzięki czemu dla imigrantów są jednym z dwóch najpopularniejszych krajów docelowych. Narzekania gospodarki na skandaliczny brak fachowców, które nie ustają nawet wobec rekrutacji ponad pół miliona imigrantów, są najzwyklejszym na świecie lobbingiem”.

Jak wskazuje natomiast „Volksstimme“ z Magdeburga:

„Siła faktów skutkuje: Wobec gwałtownego wzrostu liczby uchodźców chadecja w coraz większym stopniu przekonuje się do ustawy imigracyjnej. Ułatwi ją most budowany przez SPD, które za bezpieczne kraje pochodzenia chce uznać także Albanię, Kosowo i Czarnogórę. Określenie to z pewnością jest kontrowersyjne. Tyle, że państwa bałkańskie rzeczywiście są szczególnym przypadkiem, bez względu na to, jak go nazwiemy. Jeżeli ludzie z kraju z ambicjami wejścia do UE, takiego jak Albania, masowo proszą o azyl, kraj ten albo nie kwalifikuje się do UE, albo azyl jest tylko pretekstem, aby się tam znaleźć. I znowu jesteśmy u źródła: do ucieczki zmusza bieda. W przypadku migracji zarobkowej muszą obowiązywać inne zasady, niż w przypadku azylu. Burmistrz Hamburga Scholz zaproponował chociażby zawarcie porozumienia o werbunku do pracy podobnego do umowy z byłą Jugosławią. Byłoby to tylko rozwiązanie awaryjne, ale lepsze to niż nic”.

Opr. Elżbieta Stasik