Niemiecka prasa: brukselskie targi o pieniądze. ″Niegodny szacher″ | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 08.02.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: brukselskie targi o pieniądze. "Niegodny szacher"

Niemiecka prasa spogląda w piątek (8.02.13) na Brukselę, gdzie odbywa się kolejny szczyt UE i na Berlin, gdzie rozpoczął się festiwal filmowy Berlinale.

French President Francois Hollande (R) meets with Italian Prime Minister Mario Monti (L) and Spanish Prime Minister Mariano Rajoy (2nd R) on February 7, 2013 before athe formal start of an EU summit in Brussels. Hollande arrived for tough EU budget talks with his counterparts on February 7, saying he would not agree to a budget that forgets farming and ignores growth. AFP PHOTO / POOL / MICHEL EULER (Photo credit should read MICHEL EULER/AFP/Getty Images)

Kolejne spotkanie na szczycie, Bruksela 7.02.13

"Westdeutsche Allgemeine Zeitung" uważa, że "W Brukseli odbywa się jakiś niegodny Europejczyków szacher w sprawie budżetu na najbliższe siedem lat. Szefowie państw i rządów mają w zamyśle przede wszystkim swoje narodowe interesy. Jest to fatalne dla UE i pogłębia jeszcze tylko niechęć ludzi do Europy. Teraz płyną pieniądze państw członkowskich do unijnej kasy. Z każdych przekazanych stu euro 94 euro wraca do tych państw jako inwestycje. Oczywiste jest, że każde z państw chce, żeby tego zwrotu było jak najwięcej. Ale zatraca się przy tym idea wspólnoty: Europa ma zapewnić wszystkim lepszy byt. Najwyższy czas, żeby państwa członkowskie dopuściły więcej wpływów dla samej Unii - więcej pieniędzy , które bezpośrednio płynęłyby do brukselskiej kasy. Obywatele nie muszą się obawiać, że Unia przekształci się w monstrum pochłaniające astronomiczne sumy. Do tej pory gospodaruje ona rocznymi funduszami odpowiadającymi jednemu procentowi ogólnej siły gospodarczej UE".

Berliński "Tagesspiegel" zaznacza, że "Dla państw Europy środkowej rolnictwo ma dużo większe znaczenie niż dla krajów Europy zachodniej. We Francji gospodarka rolna stanowi już tylko 1,7 proc. PKB, lecz mimo to jest zrozumiałe, że Francois Hollande przewodzi tym, którzy chcieliby możliwie jak najdłużej utrzymać te przestarzałe struktury; jak by nie było 55 proc. obszaru Francji jest użytkowane przez rolnictwo. Natomiast państwa Europy północnej wolałyby raczej inwestować w przyszłościowe technologie, jak na przykład rozbudowę sieci energetycznej, komunikacyjnej, transportowej. Budżet na lata 2014 do 2020 przewiduje jak dotąd 692 miliardy na rolnictwo i tylko 41 miliardów na sieć. Bardzo przyszłościowe to nie jest...".

Filmowe okno na świat

W nawiązaniu do zainaugurowanego wczoraj festiwalu filmowego w Berlinie "Maerkische Oderzeitung" pisze : "Wobec bogactwa filmów prezentowanych na Berlinale należy przypomnieć, jak dramatyczna jest sytuacja twórców filmowych na przykład na Węgrzech, będących członkiem UE. Przed kilkoma dniami odwołany został tam Węgierski Festiwal Filmowy - po raz pierwszy w jego bez mała 50-letniej tradycji. Od czasu przejęcia rządów przez narodowo-konserwatywny rząd Viktora Orbana, który nakazał likwidację niezależnej fundacji filmowej, nie powstała żadna węgierska produkcja filmowa. A wschodnioeuropejscy twórcy filmowi mają przecież wiele do powiedzenia. Tak więc także w tym roku będzie tak, że Berlinale staje się oknem na świat, przenosi widzów w nieznaną im rzeczywistość i pozwala zajrzeć im w obcy świat, który normalnie byłby dla nich niedostępny. To jest już powód, by tam być. Nie tylko jako uczestnik konkursu, ale nawet jako widz".

Minister na gazie

O dolnosaksońskim ministrze sprawiedliwości, złapanym przez policję podczas jazdy po pijanemu, pisze "Braunschweiger Zeitung":

"Bernd Busemann usiadł za kierownicą samochodu pomimo, że miał ponad 0,8 promila alkoholu we krwi. To poważny błąd. Busemann nie był co prawda kompletnie pijany, ale nawet po trzech szklankach piwa nikt nie jest w stanie tak precyzyjnie reagować na niespodziewane sytuacje na drodze, jak wymagają tego zasady bezpieczeństwa. Jasne, że Busemann zostanie za to ukarany. Ale jako minister sprawiedliwości powinien być uosobieniem praworządności. Można tylko stwierdzić, że jest on dobrym politykiem, ale nie świętym. Czy może zostać przewodniczącym landtagu? Jego polityczny ciężar gatunkowy pozwoli mu na kompetentne sprawowanie tego urzędu. A w przyszłości niech lepiej bierze taksówkę".

"Landeszeitung" spogląda na to nieco szerzej, pisząc o politykach, którym zdarzają się potknięcia: "Antyczny, rzymski poeta Juvenalis już wtedy wiedział, czego potrzebuje naród: chleba i igrzysk. Dlatego i współcześni politycy postępują wedle tej starożytnej zasady, produkując co i raz dla rozbawienia gawiedzi tragicznych bohaterów: prezydenta kraju, który w rekordowym czasie składa swój urząd. Ministra pomocy rozwojowej, który w biednych krajach kupuje sobie drogie dywany i transportuje je służbowym samolotem. Czy minister nauki i badań naukowych, która za jakieś nieścisłości traci swój tytuł doktorski. I najnowszy bohater: jeszcze minister sprawiedliwości i przewodniczący landtagu in spe, który domaga się wprowadzenia granicy 0.3 promila, a sam wpada w sidła policjantów mając trzykrotnie więcej alkoholu we krwi. Ale gawiedzi to i tak mało".

Małgorzata Matzke

red.odp.: Bartosz Dudek

Reklama