Niemiecka prasa: autokraci rozumieją tylko język siły | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 03.03.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: autokraci rozumieją tylko język siły

Oliwy do ognia w i tak już napiętych stosunkach między Berlinem a Ankarą dolał ogłoszony przez burmistrza Gaggenau w Badenii-Wirtembergii zakaz wystąpienia tureckiego ministra sprawiedliwości Bozdaga. Gazety komentują.

W wychodzącym w Halle dzienniku „Mitteldeutsche Zeitung" czytamy: „Cel jest słuszny, droga do jego osiągnięcia sztucznie zawiła. Powołując się na przepisy ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa odpowiedzialni w samorządach gmin z konieczności przechodzą na ten sam poziom, na którym poplecznicy Erdogana zwodzą urzędy zasłaniając się «prywatnymi imprezami». Właściwe byłoby podjęcie politycznej decyzji na szczeblu międzypaństwowym. Kiedy rząd Niemiec uzna nareszcie Erdogana i jego rząd za to, czym od dawna już są oni w Niemczech? Osobami niepożądanymi”.

Monachijska „Süddeutsche Zeitung" zauważa natomiast: „Trudne do zniesienia jest wyobrażenie, że turecki minister sprawiedliwości wygłasza mowy w Niemczech, podczas gdy wymiar sprawiedliwości w Turcji na podstawie nader podejrzanych zarzutów osadza na nieokreślony czas w areszcie dziennikarzy, nawet, jeżeli tak jak Yücel, stawili się sami. Nie jest to ponadto wiarygodne, gdy turecki polityk mówi w tym kontekście o niezawisłym wymiarze sprawiedliwości w swoim kraju, podczas gdy od miesięcy sędziowie z powodów politycznych są zawieszani w swoich obowiązkach. Ale znoszenie bezczelności jest elementem demokracji, nawet, jeżeli jest to jednym z jej najbardziej uciążliwych wyzwań. I państwo prawa musi przestrzegać swoich reguł, tym bardziej, jeżeli chce odróżniać się od państwa, które tylko twierdzi, że przestrzega prawa”.

W podobnym tonie utrzymany jest komentarz „Frankfurter Allgemeine Zeitung": „Co może zrobić państwo prawa, jeżeli inne, autorytarne państwo chce je wykorzystać jako scenę do szerzenia swojej propagandy (…)? Odpowiedź jest tylko jedna: piętnować naruszenie prawa i przeciwdziałać temu, ale ściśle przestrzegać własnych reguł. Oczywiście, że cudzoziemski członek rządu może tu w kraju wystąpić przed prywatnymi gośćmi. Impreza nie może zostać w każdym razie odwołana a już na pewno nie ze względu na obawy przed chaosem komunikacyjnym lub demonstracjami, jeżeli odbywa się w zamkniętych pomieszczeniach. Byłoby to naruszeniem prawa do zgromadzeń i wolności słowa. Zadaniem państwa jest w pierwszym rzędzie zapewnienie organizatorom ich podstawowych praw. Daje to też okazję do pokazania Turcji, co rzeczywiście oznacza wolność: może być związana z żądaniami”.

Landeszeitung" z Lüneburga konstatuje: „Czy rząd federalny powinien zabronić na niemieckiej ziemi wyborczych wystąpień Erdogana i jego popleczników, wystawiając się w ten sposób na przewidywalną kontrę, że Berlin stracił prawo do krytykowania naruszania wolności słowa w Turcji? Tak, koniecznie. Stosunki między Niemcami i Turcją i tak są już beznadziejnie zrujnowane. I zwłaszcza dla demokracji, która wyrosła na gruzach barbarzyńskiej dyktatury, jest kwestią szacunku do samej siebie storpedowanie propagowania na własnej ziemi jawnie niedemokratycznego celu. Berlin nie musi tu udawać sprzymierzeńca. Autokraci rozumieją tylko język siły. Czas, by to pokazać".

opr. Elżbieta Stasik