Niemiecka prasa: Austria na pewno nie jest krajem pełnym nazistów | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 24.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Austria na pewno nie jest krajem pełnym nazistów

Prasa szeroko komentuje wynik wyborów prezydenckich w Austrii, które trzymały do końca w wielkim napięciu nie tylko Austrię.

Österreich Alexander Van der Bellen

Alexander Van der Bellen miał niewielką przewagę

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze: „Z ulgą oddycha pół Austrii, większa część berlińskiej dzielnicy rządowej i przypuszczalnie sporo polityków w Brukseli: kandydat FPÖ Hofer nie zasiądzie jednak jako prezydent na wiedeńskim Hofburgu. Przegrał po tym, jak w pierwszej turze wyborów zdeklasował kandydatów ÖVP i SPÖ, by potem dać się pokonać zielonemu Van der Bellenowi, wspieranemu przez dużą antyhoferowską koalicję. Nigdy nie miałby szansy zajęcia tego urzędu, gdyby Hofer nie zmobilizował całej Austrii: jedna połowa była za nim, druga przeciwko niemu. Były szef Zielonych Van der Bellen będzie teraz próbował - jak to się mówi w takich przypadkach - być prezydentem wszystkich Austriaków. Lecz tych, którzy go popierali, łączyło tylko jedno - udaremnić wygraną Hofera”.

„Fraenkischer Tag” z Bambergu zaznacza: „Można odetchnąć z ulgą, że chodziło tylko o prezydenta, którego wybierano w Austrii. Rządzenie Austrią jednak będzie trudniejsze, a w Niemczech - bardziej uciążliwe. Echem wyborów w Austrii jest przesłanie, że polityka musi wyjść wreszcie z cichego kącika. Nie wolno oddać ani nastrojów, ani głosów populistom, i nie wolno samemu stać się populistycznym. To trudne, ale na tym polega demokracja. Czyli to prawie-zwycięstwo Hofera mogłoby mieć choć tę dobrą stronę”.

„Berliner Zeitung” pisze: „Austria jest trochę rozchwiana, ale w żadnym przypadku nie jest ani tak prawicowa, ani tak konserwatywna, jak się w Niemczech chętnie twierdzi. A na pewno nie jest krajem pełnym nazistów. Kraje sąsiedzkie są idealnym obiektem projekcji, ale Austria, jak każda inna nacja, już podczas pierwszego kontaktu obala wszelkie stereotypy, które krążą na jej temat. Alexander Van der Bellen jest Austriakiem z krwi i kości. Stoicki spokój, autoironia, tolerancja i odporność na konformizm i kołtuństwo, obojętnie z lewa czy z prawa: ten 72-latek uosabia sympatyczną stronę austriackiej tożsamości. Nikogo by to nie zdziwiło, gdyby ten zielony polityk stał się bardzo popularną głową państwa”.

„Neue Presse” z Hanoweru zaznacza: „Przede wszystkim otwartym na świat wyborcom w aglomeracjach miejskich były szef Zielonych zawdzięcza swoje zwycięstwo, podczas gdy Hofer miał największe poparcie na prowincji. Na Van der Bellena czekają teraz trudne zadania. Najpierw będzie musiał zasypać rów, dzielący naród. Musi wziąć się za najbardziej palące problemy, jak społeczna niesprawiedliwość i niedociągnięcia gospodarcze. Musi także znaleźć rozsądne odpowiedzi na kryzys uchodźczy, którego załatwienie obiecywał Hofer rzucając swoje płytkie, populistyczne hasła. Tylko wtedy Van der Bellenowi uda się ruszyć konserwatywną klientelę w swoim kraju z pozycji protestu”.

„Tagesspiegel” z Berlina pisze: „Pat między obydwoma obozami, który tak wyraźnie ukazały wybory prezydenckie, w dalszym ciągu złowieszczo wisi nad Austrią. Możliwe, że nowy kanclerz zdoła to rozwiązać. Możliwe też, że takie "mane, tekel, fares" będzie towarzyszyć austriackiej polityce aż do następnych wyborów powszechnych za dwa lata. Wtedy kraj ten stałby pod presją zimnej wojny domowej dwóch ugrupowań o podobnej sile, która zawładnie polityką. A do tego nieukrywana żądza władzy szefa FPÖ Strachego, ideologicznie naładowana wizją innej Austrii”.

Opr.: Małgorzata Matzke