Niemcy: Zakaz ultralewicowej strony internetowej | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 25.08.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemcy: Zakaz ultralewicowej strony internetowej

Niemieckie organy ścigania dawno już miały na oku skrajnie lewicową stronę internetową „linksunten.indymedia”. Teraz jest zakazana. Podczas rewizji z zakazem znaleziono wiele broni.

G20, Hamburg, Krawalle im Schanzenviertel (picture-alliance/N.Liponne)

Dla chuliganów i ultralewicowych bojówkarzy G20 w Hamburgu było świętem przemocy

Siedem tygodni po rozruchach towarzyszących szczytowi G20 w Hamburgu niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych zakazało dalszego upowszechniania strony «linksunten.indymedia.org», uchodzącej za najbardziej wpływowe forum skrajnej lewicy w Niemczech. Wydarzenia w Hamburgu pokazały, do czego może doprowadzić podżeganie do nienawiści i przemocy, powiedział w piątek (25.08.2017) w Berlinie szef MSW Thomas de Maizière (CDU).

Pierwszy zakaz lewicowej organizacji

– Dalsze prowadzenie tej strony internetowej będzie w trybie natychmiastowym uznawane za czyn karalny – poinformował minister. De Maizière wskazał, że lewicowi bojówkarze od dawna korzystają z tego portalu, żeby „siać nienawiść przeciwko przedstawicielom władz państwowych i ludziom inaczej myślącym”. Publicznie wzywano na nim do ataków na policjantów i przeciwników politycznych, a także do aktów sabotażu na instytucje państwowe i prywatne. Lewicowi bojówkarze rozpowszechniali na tym portalu też szczegółowe instrukcje korzystania z materiałów zapalających, bez ogródek udzielano wskazówek, co robić w wypadku zatrzymania przez policję czy przyłapania na przestępstwie.

Innenministerium verbietet linksextremistische Internetplattform (picture-alliance/dpa/P. Seeger)

Strona «linksunten.indymedia» uważana jest za najważniejsze forum ultralewicy w Niemczech

Również przed szczytem G20 w Hamburgu portal „linksunten.indymedia” mobilizował do ataków i aktów przemocy. – Jest to jednoznaczne łamanie naszego prawa – podkreślił szef resortu spraw wewnętrznych.

Strona „linksunten.indymedia” istnieje od 2009 roku. Podstawą jej zakazu jest prawo o stowarzyszeniach. Szef MSW wyjaśnił przy tym, że decyzja ta nie kieruje się przeciwko głobalnej sieci „indymedia”, tylko przeciwko jej ultralewicowemu wydaniu. Jest to pierwszy zakaz działalności stowarzyszenia o charakterze skrajnie lewicowym zarządzony przez niemieckie MSW. Wydany został cztery tygodnie przed wyborami do Bundestagu. Najpóźniej od hamburskiego szczyt G20 sposób obchodzenia się z lewicowym ekstremizmem jest też tematem kampanii wyborczej.

Broń u operatorów

Nakaz zaprzestania działalności strony internetowej został wręczony w piątek rano trzem mieszkającym we Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) operatorom strony. Jednocześnie zostały przeszukane ich mieszkania. Policja zarekwirowała komputery i technikę IT, ale też wiele broni, w tym noże, pałki i proce. Nakazów aresztowania nie wydano.

Także po wydaniu nakazu zamknięcia strony jest ona osiągalna w Internecie. De Maizière powiedział, że jej natychmiastowe wyłączenie nie jest możliwe i wskazał m.in. na operatorów poza granicami Niemiec, przyznając, że strona jest „w wyrafinowany sposób” chroniona.

Służby ochrony konstytucji szacują, że w 2016 r. liczba osób o „ultralewicowym potencjale” osiągnęła w Niemczech najwyższy stan od 2012 roku – 28,5 tys. osób. Najwięcej przybyło skrajnie lewicowych bojówkarzy.

Decyzję o zakazie ultralewicowej strony internetowej z satysfakcją przyjął minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD). – Jest to poważny cios wymierzony w skrajnie lewicowych ekstremistów – powiedział Maas. Bez względu na ukierunkowanie polityczne, w Niemczech nie ma miejsca na ekstremizm, nawet w Internecie, zaznaczył minister sprawiedliwości. W podobnym tonie wypowiedział się związek zawodowy policji (GdP). W wydanym przez GdP oświadczeniu jego wiceszef Jörg Radek określił zakazaną platformę internetową „rynkiem ekstremistycznej przemocy i bezprawia”.

dpa, afp / Elżbieta Stasik