Niemcy: wielka akcja rozdawania Koranu | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 16.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Niemcy: wielka akcja rozdawania Koranu

Grupa radykalnych muzułmanów od soboty (14.04.12) rozdaje w 38 niemieckich miastach egzemplarze Koranu. W internecie pojawiły się groźby pod adresem dziennikarzy, którzy nieprzychylnie pisali o tej akcji.

Na kilka dni przed rozpoczęciem akcji radykalni muzułmanie wezwali do zamordowania dziennikarzy wielkich niemieckich gazet, którzy zajmowali się akcją pod kryptonimem Czytaj!.

Autorem pomysłu rozdania 25 milionów egzemplarzy Koranu w całych Niemczech jest palestyński kaznodzieja, Ibrahim Abu Nagie, który działa w Kolonii. Wygląda na to, że akcja nie do końca przebiega według planu. Drukarnia Ebner&Spiegel, która miała wydrukować 300 tys. egzemplarzy świętej księgi muzułmanów, wycofała się z umowy pod naciskiem opinii publicznej.

Umiarkowane zainteresowanie

Stand der Salafisten in Bonn, die den Koran verschenken, April 2012; Copyright: DW/J. Mahncke

Stoisko salafitów w Bonn

Także zainteresowanie akcją wśród przechodniów nie jest duże. Przez cały dzień w sobotę radykałowie rozdali w Bonn 600 egzemplarzy Koranu. Efekt zdaje się być odwrotny od zamierzonego. Mówię tu za wielu - wynocha z nimi. Nie wiem nawet, do której szkoły mam posłać moją małą córeczkę, bo chcę, by chodziła do niej z niemieckimi dziećmi. To tutaj to dewastacja naszej kultury - pomstuje jeden z przechodniów. Co mam począć z tym Koranem? - zapytuje retorycznie młoda matka z dzieckiem na ręku, nie potrzebuję ani Koranu, ani Biblii, ani żadnych innych świętych ksiąg.

Także przechodząca obok islamskiego stoiska starsza pani marszczy brwi. To podsyca tylko nienawiść - mówi: każdy może wierzyć w co chce, a kto chce sam dotrze do potrzebnych informacji - nikomu nie powinno się jednak wciskać je na siłę - dodaje.

Skupisko salafitów

Stand der Salafisten in Bonn, die den Koran verschenken, April 2012; Copyright: DW/J. Mahncke

Koran czeka na przechodniów

Nadrenia jest największym w Niemczech skupiskiem salafitów, ortodysyjnego odłamu islamu. W swoich kazaniach salaficcy duchowni często grożą niewiernym piekielnymi katuszami i stawiają na misjonowanie. Dla salafitów charakterystyczne jest dzielenie świata na czarny i biały, bez żadnych odcieni - wyjaśnia ekspertka ds. islamu, Claudia Dantschke z niemieckiego Towarzystwa Kultury Demokracji. Stąd - zdaniem salafitów - szansę na zbawienie ma tylko ten, kto podąża tą religijną drogą.

Dantschke rozróżnia trzy grupy salafitów. Pierwsza to puryści, którzy w życiu prywatnym żyją według rygorystycznych wzorców, ale nie sięgają do przemocy i nie nawołują do nienawiści, stroniąc od akcji politycznych. Druga grupa to tzw. główny nurt, do którego należy większość mieszkających w Niemczech salafitów. Chodzi im o ofensywne propagowanie islamu. Demokracja jako system jest odrzucana, ponieważ jest drogą do niewiary, która prowadzi prosto do piekła. Wyznawcy głównego nurtu nie wzywają jednak otwarcie do obalenia demokracji, ponieważ - ich zdaniem - poprzez uświadomienie ludzie sami znajdą drogę do prawdziwej wiary.

Trzecie ugrupowanie w łonie salafizmu Dantschke uważa za najniebezpieczniejsze - to właśnie ta grupa kryje się za akcją rozdawania Koranu. Usprawiedliwiają oni przemoc, a nienawidzą nawet umiarkowanych salafitów, uważając ich za zdrajców - twierdzi ekspertka. Ponieważ muzułmanie są rzekomo dyskryminowani na całym świecie, to przemoc, a więc dżihad z bronią w ręku - jest jakoby usprawiedliwiona. To ugrupowanie nie tylko mówi o dżihadzie, ale i go praktykuje - dodaje Dantschke.

Rozgłos pomaga

Ein Mann hält ein Buch mit der Aufschrift Koran in den Händen, aufgenommen am 08.10.2010 auf der Buchmesse in Frankfurt am Main. Foto: Arno Burgi

Akcja rozdawania Koranu będzie kontynuowana

Oni stoją tutaj sześć razy w roku. Dopiero teraz, po rozgłosie w mediach, ludzie zaczęli się nimi interesować - mówi sprzedawczyni w jednym ze sklepów w Kolonii. Niemieckie prawo nie zabrania jednak rozdawania Koranu, dlatego akcja kontynuowana będzie za dwa tygodnie. Minister spraw wewnętrznych w Nadrenii Północnej - Westfalii uspokaja, że sytuacja jest pod kontrolą.

Nie wolno nie niedoceniać salafitów, dlatego od miesięcy a nawet od lat mamy na nich oko - powiedział Ralf Jäger (SPD) w radiu Deutschlandfunk. Niemieckie władze próbują przynajmniej zapobiec rozprzestrzenianiu się tej sceny - dodał. Jak stwierdził w jednym z miast udało się doprowadzić do rozwiązania lokalnej grupy salafitów. Słuszność tej strategii potwierdza też Claudia Dantschke. Jej zdaniem ruch salafitów jest wewnętrznie skłócony, a największa fala krytyki pod adresem akcji radykalnego nurtu napływa nie ze strony liberalnych muzułmanów, ale innych nurtów tego ruchu.

Johann Schmeller / Bartosz Dudek

red. odp.: Andrzej Paprzyca

Reklama