Niemcy. Nazistowska zbrodnia tematem powieści graficznej
7 kwietnia 2026
Ofiarom rzezi w Hirzenhain w Hesji zabrakło zaledwie kilkudziesięciu godzin do wyzwolenia. 26 marca 1945 roku pod osłoną nocy esesmani strzałami w tył głowy zamordowali 76 kobiet i 11 mężczyzn. Ofiary pochodziły z różnych krajów europejskich, w tym z Polski.
Po wojnie dzięki badaniom forensycznym udało się zidentyfikować tylko jedną z rozstrzelanych osób – Emilie Schmitz, działaczkę ruchu oporu z Luksemburga. Udowodniono winę tylko jednemu sprawcy – nadzorującemu mord i czynnie w nim uczestniczącemu dowódcy oddziału SS Emilowi Fritschowi.
Zbrodnia schyłku wojny
Bestialska zbrodnia wojenna i jej powojenne rozliczenia są tematem oczekującej na wydawcę powieści graficznej Ulricha Finkenzellera i Niklasa Fiedlera pod roboczym tytułem „Sprawa Fritscha”. Fabuła opowieści rozgrywa się w Ulfingen w Luksemburgu, we Frankfurcie nad Menem, Wiesbaden, Hirzenhain, Giessen oraz w opactwie Arnsberg.
Hirzenhain to rodzinne strony niemieckiego publicysty Finkenzellera, pomysłodawcy i scenarzysty powieści. W 2024 r. udało mu się pozyskać do współpracy Niklasa Fiedlera - frankfurckiego artystę i autora powieści graficznej „Ostatni nazista”, w której wskazuje na powiązania ideologiczne skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec z nazizmem.
– „Sprawa Fritscha” to historia, która rozgrywa się we Frankfurcie, gdzie mieszkam, dosłownie za rogiem. Mam do niej osobisty stosunek, mówi Fiedler w rozmowie z DW. – Mój dziadek był nazistą i do końca swych dni nie zrewidował swych poglądów. Dla mnie to ważne, że uczestnicząc w tym projekcie, mogę brać udział w przepracowaniu tej historii – dodaje.
Fiedler i Finkenzeller przez ostatnie dwa lata nie tylko wspólnie analizowali rozrysowywane kadry, lecz też starali się przybliżyć do swych bohaterów.
Byli w miejscu zbrodni i spoczynku ofiar. W Archiwum Państwowym w Darmstadt studiowali akta procesu i te dotyczące pobytu w więzieniu esesmana Emila Fritscha. W Luksemburgu rozmawiali z siostrzenicą głównej bohaterki, 84-letnią Felicie Schmitz. Otrzymali kolejne dokumenty – korespondencję luksemburskiej rodziny, poszukującej po wojnie zaginionej Emilii i dążącej do ukarania sprawców.
Teksty w dymkach „Sprawy Fritscha” to przede wszystkim oryginalne cytaty, zapisane w aktach wypowiedzi oskarżonych i świadków. Dla grafika Niklasa Fiedlera ważne było odtworzenie pobudek działania głównych bohaterów i ich decyzji w realiach wojny. Wiedzę historyczną o zbrodni w Hirzenhain twórcy powieści oparli przede wszystkim na książce historyka Michaela Kellera „To z ruskimi babami już załatwione" z 1991 roku. Tytuł nawiązuje do meldunku, który właśnie w takiej formie złożył adjutant oficerowi SS Hansowi Trummlerowi po masakrze. Większość ofiar stanowiły Rosjanki i Polki.
„Sprawa Fritscha” - ponad 160 plansz - unaocznia potworność schyłkowej fazy wojny.
Trzy obozy
Hirzenhain podczas wojny liczył 600 mieszkańców i funkcjonował w cieniu Zakładów Breuera – wówczas fabryki zbrojeniowej. Industrialny moloch, zatrudniający 1200 osób, produkował dla Wehrmachtu części do pojazdów gąsienicowych Tygrys i silniki benzynowe. 75 procent załogi na początku 1945 roku stanowiły robotnice i robotnicy przymusowi, w większości z Polski i Związku Radzieckiego. Baraki obozowe obok fabryki podlegały bezpośrednio Zakładom Breuera.
Od lata 1944 roku na terenie fabryki funkcjonował także „wychowawczy obóz pracy przymusowej” dla kobiet, utworzony przez Gestapo we Frankfurcie dla około 300 osób. Dla większości więźniarek był to przedsionek dalszych obozów koncentracyjnych, dokąd posyłano je po odbyciu z reguły 56 dni kary. Innym więzieniem na terenie Zakładów Breuera był obóz pracy przymusowej więzienia Rodgau-Dieburg, gdzie przetrzymywano Polki.
W obliczu zbliżającej się armii USA w marcu 1945 roku gestapo wysłało 60 więźniarek z frankfurckiego więzienia Klapperfeld do obozu w Hirzenhain. Ich nazwiska znane są dziś dzięki zachowanej liście aprowizacyjnej. Wśród nich była 37-letnia Emilie Schmitz, aresztowana w Luksemburgu wraz z braćmi za ukrywanie i pomoc zestrzelonym amerykańskim i kanadyjskim lotnikom oraz dezerterom.
Wyrysować rzeź
Już w połowie marca do Hirzenhain nadszedł rozkaz rozwiązania wychowawczego obozu pracy. Pomieszczenia mialy stać się teraz kwaterą dla uciekających z Wiesbaden esesmanów. Większość kobiet uwolniono, miały prawdopodobnie już odbytą karę. Pozostawiono 50 więźniarek, które miały być wysłane dalej do obozów koncentracyjnych.
Przybyłe 24 marca 1945 roku więźniarki z Frankfurtu nocują w Zakladach Breuera w prowizorycznej pralni w wieży ciśnien, a podczas dnia stoją na placu apelowym. 26 marca o świcie esesmani prowadzą je w kolumnie na skraj lasu, gdzie czeka wykopany dół. Do kolumny dołączają kobiety przebywające już dłużej w obozie oraz kilkunastu mężczyzn z komanda budowlanego w obozie kobiet. Mordu na 87 osobach strzałami w tył głowy dokonuje oddział SS Emila Fritscha, przebywający w Hirzenhain od dziesięciu dni.
Kara za zbrodnię w Hirzenhain
Ciała ofiar wydobyto 7 maja 1945 roku, po ponad miesiącu od wejścia Amerykanów. Niektóre z kobiet były nagie. Do dokonania ekshumacji wyznaczono 20 byłych członków NSDAP z Hirzenhain. Scenarzysta i autor tekstów z dymków w „Sprawie Fritscha”, Ulrich Finkenzeller, w amerykańskich archiwach odnalazł film z ekshumacji. Toteż jeep z zamontowaną kamerą pojawia się w rozdziale o powojennych losach mogiły i pracy wymiaru sprawiedliwości.
Dotarł także do akt z dochodzenia Amerykanów, postępowanie wówczas umorzono. Podczas lektury zauważył, jak objaśniał w rozmowie z DW, że w procesie Fritscha w Giessen w 1951 roku nie wykorzystano zeznań zebranych przez Amerykanów, które mocno obciążały kilka innych osób. W jednym z pierwszych powojennych procesów Emil Fritsch, który nadzorował masowy mord i sam w nim uczestniczył, otrzymał karę dożywocia.
Jego przełożony z Wiesbaden, Hans Trummler, który wydał rozkaz rozstrzelania więźniarek i więźniów, już w 1948 r. został powieszony za inne zbrodnie. Kilku innym osobom wyraźnie powiązanym z masakrą w Hirzenhain, zdaniem Finkenzellera, dzięki kłamstwom i manipulacjom udało się uniknąć kary.
Esesman Fritsch z więziennej celi dążył do zmiany wyroku. Zachowały się jego odwołania, w których wskazywał innych współwinnych, czy listy matki i żony do władz. Matka była przekonana, że wyrok jest pomyłką, bowiem nie na takiego człowieka wychowała syna.
„Sprawa Fritscha” kończy się śmiercią esesmana - Fritsch zmarł na chorobę nowotworową w więzieniu w 1959 roku - i przyjazdem rodziny na grób Emilie Schmitz w miejscu pamięci w opactwie Arnsburg niedaleko Frankfurtu. Obok niej anonimowo spoczywa 86 pozostałych ofiar masakry w Hirzenhain.
Polskie wątki
Fabuła „Sprawy Fritscha” opiera się wprawdzie na dwóch antagonistycznych bohaterach – Emilie Schmitz z luksemburskiego ruchu oporu i esesmanie Emilu Fritschu – ale jest w niej mocno obecny bohater zbiorowy. To społeczństwo niemieckie, w którym po wojnie każdy musiał sam sobie odpowiedzieć na pytanie, jak się odnosi do kwestii wojny, a po niej też do rozliczenia wojennej przeszłości.
Przewidziany jest także dodatkowy tom planowanej publikacji. To montaż dokumentalny w formie kroniki, do której zainspirowała Finkenzellera książka Waltera Kempowskiego „Echosonda. Dziennik zbiorowy” (niem. Das Echolot. Ein kollektives Tagebuch), która podnosi kwestię odpowiedzialności za narodowy socjalizm i jest wielkim zapisem pamięci niemieckiego społeczeństwa.
W trakcie poszukiwań wydawnictwa Finkenzeller wskazuje na polskie wątki w „Sprawie Fritscha”. – Ekshumacji ofiar w 1945 roku przypatrywały się wzburzone kobiety, Polki. Ujęliśmy z Niklasem Fiedlerem ten kadr, wypatrzony na zdjęciach wykonanych przez Amerykanów, podkreśla Ulrich Finkenzeller w rozmowie z DW. – Pluły na mężczyzn wydobywających ciała i wyzywały ich. Jedna z kobiet miała nawet rewolwer, zanotowano to w aktach procesu Fritscha.
Porządku pilnowali mężczyźni z utworzonej właśnie przez Amerykanów polskiej jednostki wartowniczej „Warszawa”. Wrócili tam po wojnie, aby zemścić się na esesmanie, który brutalnie ich pobił pod koniec marca podczas przemarszu przez miejscowość w tzw. Marszu śmierci. Nie podobało mu się, że mężczyzni machali białymi częściami ubioru, aby uniknąć bombardowania, kiedy w ich kierunku nadlatywał amerykański bombowiec, uzupełnia.